Wbrew planom i intencjom, minęło kilka lat, zanim sięgnąłem po drugi tom z cyklu "Złoty wiek SF". W efekcie miałem w rękach już kolejne wydanie. Co więcej, seria trafiła do innego wydawcy i zmieniła szatę graficzną. Najważniejsza jest jednak treść.
Opowiadanie "Lilie życia" zabiera czytelnika na Marsa. Autor, Malcolm Jameson, prezentuje wizję planety skolonizowanej przez ludzi, na której tubylcy są traktowani identycznie, jak ludność tubylcza była traktowana przez białych kolonizatorów na Ziemi. Tyle tylko, że tym razem to ludzkość ma problem, bo nie potrafi sobie poradzić z chorobami, które zastała na Czerwonej Planecie (w Ameryce choroby przywleczone przez białych doprowadziły do zagłady rdzennej ludności na skalę nieznaną ani wcześniej, ani później). Intryga dotyczy poszukiwania leku na chorobę. Dużo trafnych spostrzeżeń na temat ignorancji kolonizatorów przekonanych o własnej wyższości. Warto zwrócić uwagę, że opowiadanie powstało, gdy kolonializm wciąż miał się dobrze. Demaskuje ono zwyrodnienia wzajemnych relacji między kolonizatorami a rdzenną ludnością. Wszystko w konwencji opowiadania przygodowego w starym stylu. Wystarczyło zmienić scenografię i rekwizyty i mamy s-f.
Dzięki opowiadaniu "Sposób Yillów" czytelnik może się dowiedzieć, że kanony uprzejmości bywają różne. Nieznajomość odmienności kulturowych może prowadzić do katastrofy. Czasami warto porzucić utrwalone przekonania, aby osiągnąć cel.
Harry Harrison w opowiadaniu "Parametr K" usiłuje przekonać czytelnika, że nauka pozwoli ludzkości przewidywać zachowania społeczeństwa z matematyczną wręcz precyzją. Co jednak, gdy wiedza ta trafi w niepowołane ręce?
Siłą dwóch króciutkich tekstów Frederica Browna są przewrotne i w efekcie przezabawne zakończenia. Równie zabawne, choć dłuższe, było opowiadanie "Sodoma, Gomora i Teksas" R. A. Lafferty'ego.
Opowiadanie "Odyseja marsjańska" już kiedyś czytałem. Czytelnik ponownie trafia na Marsa. Tym razem jednak towarzyszy grupie odkrywców, którzy dopiero poznają tę planetę i zamieszkujące ją gatunki. Wszystko z przymrużeniem oka.
Pesymistyczne jest przesłanie opowiadania "Największy szczęściarz w Denv". Autor nie ma wysokiego mniemania o ludzkiej cywilizacji i jej perspektywach. Ilustruje to na przykładzie mężczyzny zamieszkującego dystopijne miasto przyszłości. Kiedy otwierają się przed nim nowe możliwości, które dają szansę na zmianę na lepsze dla społeczeństwa, dokonuje egoistycznego wyboru, który zachowuje status quo.
Frederic Pohl w opowiadaniu "Tunel pod światem" eksploruje wątki dotyczące pytań o naturę otaczającej nas rzeczywistości. Bohater przypadkiem odkrywa, że faszerowany jest kłamstwami i postanawia odkryć prawdę. Nie ukrywam, że bardzo lubię takie historie, choć były często eksploatowane w literaturze (nadzwyczaj chętnie przez Dicka) i w kinie ("Matrix", "Trzynaste piętro", "Mroczne miasto" i wiele, wiele innych).
Jedynym opowiadaniem, które mnie znudziło, była "Szalona planeta". Długie, ale pozbawione ciekawej intrygi. Owszem, napisane bardzo obrazowo, ale nie oferujące nic ponadto.
Wspomniałem o wszystkich opowiadaniach, bo na to zasłużyły. Kolejny tom na pewno przeczytam już wkrótce.