Przeniesienie w 1309 roku siedziby wielkiego mistrza Zakonu Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie do Malborka zainicjowało wieloletni proces przebudowy zamku w jedną z największych średniowiecznych twierdz europejskich. Stolica zakonu rycerskiego nazywanego w Polsce "krzyżackim" budziła respekt. Według niektórych opinii to właśnie widok zamku malborskiego odwiódł Kazimierza Wielkiego od planów wznowienia wojny z Zakonem. Jednak ani fosy, ani grube mury nie uchroniły zamku prze zdobyciem. Jak to często bywa, najsłabszym elementem okazał się czynnik ludzki.
Rok 1410 był dla Zakonu trudnym doświadczeniem. Najpierw klęska grunwaldzka, potem utrata wielu miast i zamków. Jednak Malbork obronił się przed wojskami Jagiełły. Co więcej, Zakon zaczął odbudowywać swą potęgę militarną i odzyskiwać utracone warownie. Potem jednak przyszła kolejna poważna klęska pod Koronowem. Zdawać by się mogło, że państwo zakonne zostanie rzucone na kolana. Nic bardziej mylnego. Zważywszy na poniesione klęski, warunki zawartego w 1411 roku pokoju toruńskiego były dla Krzyżaków stosunkowo łagodne. Polsce udało się jedynie odzyskać tereny zajęte przez Krzyżaków na początku wojny. Natomiast Żmudź Krzyżacy oddawali tylko na czas życia Jagiełły i Witolda. Pozornie państwo zakonne wyszło z konfliktu obronną ręką. W rzeczywistości przyśpieszeniu uległy procesy, które w niedługim czasie zagroziły istnieniu państwa krzyżackiego w Prusach.
Źródła kryzysu tkwiły w samych założeniach i idei państwa zakonnego. Przede wszystkim nie było już usprawiedliwienia dla istnienia państwa, którego celem miało być nawracanie pogan. Ostatni poganie w okolicy - Litwini - przyjęli chrzest. Trudno było wyjaśnić ponad 400 tysiącom poddanych, dlaczego mają nadal być posłuszni garstce 400 rycerzy zakonnych, których misja została zakończona. Poddani ci nie mogli nawet wstępować w szeregi Zakonu. Nie mieli też żadnego wpływu na politykę Zakonu, choć musieli ją finansować. A awantury z państwem polsko-litewskim przyczyniały się tylko do ruiny poddanych. Wiele obszarów - szczególnie wiejskich - zostało spustoszonych przez maszerujące wojska. Niezadowolenie więc rosło. Tym bardziej, że Zakon był po wojnie zadłużony i zwiększał obciążenia fiskalne. Uwadze poddanych Zakonu nie umknął także fakt, że rycerze zakonni już dawno porzucili ideały ubogiego życia, które niegdyś głosili. W ogóle, poziom moralny ówczesnego kleru pozostawiał wiele do życzenia. Poddani - Niemcy, Polacy i Prusowie - zaczynali mieć tego dość. Rycerstwo i mieszczanie zjednoczyli się w oporze przeciw Krzyżakom. W 1440 roku powstał Związek Pruski. Zagrażał on władzy krzyżackiej, toteż Zakon zaczął starania o jego delegalizację. Nie było to wcale takie proste. Spory prawne toczyły się latami. Dopiero w grudniu 1453 roku cesarz rzymski Fryderyk III ogłosił rozwiązanie Związku Pruskiego. To był błąd.
Członkowie Związku Pruskiego zrozumieli, że Zakon nie chce dialogu, lecz zamierza narzucić siłą swoją wolę, tak jak to robił dotychczas. Pozostała już tylko jedna możliwość: zbrojne wystąpienie przeciw władzy Zakonu. Opcję tę rozważano już od pewnego czasu, ale do chwili wydania wyroku przez cesarza wydawało się, że istnieje szansa na rozwiązanie kompromisowe. Te złudzenia prysły. Skoro Zakon stał się wrogiem Związku Pruskiego, to wedle starej zasady "wróg mojego wroga jest moim przyjacielem", nawiązano kontakty z Polską. W styczniu 1454 roku posłowie Związku Pruskiego zaproponowali królowi Polski, Kazimierzowi Jagiellończykowi, poddanie mu Prus. Ustosunkował się on do tej propozycji przychylnie i 6 marca 1454 roku ogłoszony został akt inkorporacji Prus do Korony. Jednak już 4 lutego Związek Pruski wypowiedział posłuszeństwo wielkiemu mistrzowi, a dwa dni później zaatakowane zostały wszystkie zamki krzyżackie. Większość szybko skapitulowała. Obroniły się jedynie Malbork i Sztum. Dlaczego zatem dopiero w marcu ogłoszony został akt inkorporacji? Związek Pruski nie chciał bezwarunkowo oddać ziem pruskich w ręce Kazimierza Jagiellończyka. Między obu stronami toczyły się twarde negocjacje. Ich efektem było przyznanie Prusom szerokiej autonomii. Pozostało jeszcze tylko pokonać Zakon. A to wcale nie było takie proste.
Kiedy toczyły się negocjacje między Związkiem Pruskim a Kazimierzem Jagiellończykiem, wielki mistrz Ludwik von Erlichshausen nie marnował czasu. Zaczął organizować armię. Oczywiście nie mógł liczyć na poparcie poddanych, bo to z nimi właśnie toczył wojnę. Siły własne Zakonu były zbyt mizerne, by stawić czoła zbrojnym Związku Pruskiego, a co dopiero wojskom polskim. Pozostawało jedno wyjście: zaciężni. To właśnie dzięki nim Zakon już od jesieni 1454 roku przeszedł do kontrofensywy, zadał klęskę wojskom polskim pod Chojnicami, a następnie zaczął odzyskiwać utracone zamki. To zaciężni pozwolili Krzyżakom prowadzić wojnę przez 13 lat następnych lat. Jednak armia zaciężna oznaczała koszty. Bardzo szybko Zakon znalazł się w tarapatach finansowych, a w efekcie Malbork, który skutecznie opierał się kolejnym atakom, w 1457 roku bezkrwawo został przekazany w polskie ręce.
Jak do tego doszło? Krzyżacy nie mieli pieniędzy na wypłacenie żołdu zaciężnym. Już w październiku 1454 roku Ludwik von Erlichshausen zawarł umowę z zaciężnymi, która przewidywała, że w przypadku niewypłacenia żołdu zaciężni będą mogli zamki, miasta i dobra posiadane przez Zakon zastawić lub sprzedać. W lutym 1455 roku Krzyżacy oddali zaciężnym w zastaw pod sumy, które powinni byli wypłacić, zamki i miasta pruskie na czele z Malborkiem. W rozumieniu prawa zaciężni zostali posiadaczami tych zamków i miast. Co z tego, skoro mijały miesiące, a pieniędzy jak nie było, tak nie było. W końcu zaciężni stracili cierpliwość i postanowili w inny sposób odzyskać zaległy żołd. Zaoferowali zamki i miasta pruskie, które były w ich posiadaniu, Kazimierzowi Jagiellończykowi. Negocjacje zakończyły się wstępną umową zawartą 16 sierpnia 1456 roku. Przewidywała ona, że za kwotę 437 tysięcy florenów zaciężni czescy i niemieccy przekażą stronie polskiej wszystkie miasta i zamki krzyżackie.
Ludwik von Erlichshausen znalazł się w trudnym położeniu. Praktycznie został więźniem żołnierzy zaciężnych, których przyjął na służbę. Nikt nie mógł go odwiedzać w Malborku. Wielki mistrz nie mógł też prowadzić z nikim korespondencji. Parę lat później, w liście wysłanym do cesarza i książąt Rzeszy, opisał szykany, jakie spotkały jego samego i innych Krzyżaków ze strony zaciężnych. Zaciężni zabawiali się napadając na Krzyżaków. Kazali im się rozbierać do naga, a następnie pędzili ich przed sobą poganiając kijami i rózgami. Obcinali im brody , nierzadko z częścią warg i twarzy. Popełniali świętokradztwa, przebierając się w stroje liturgiczne i parodiując procesje. Wszystko to działo się do czasu sfinalizowania transakcji. Tyle tylko, że wcześniejsza umowa została zmodyfikowana.
Okazało się, że strona polska ma trudności ze zgromadzeniem obiecanych kwot. A i część zaciężnych wycofała się z umowy. Ostatecznie transakcja zawarta została jedynie z grupą zaciężnych, która posiadała Malbork, Tczew i Iławę, na której czele stał Ulryk Czerwonka. Za kwotę 190 tysięcy florenów przekazali oni wspomniane zamki i miasta w ręce polskie w czerwcu 1457 roku. Pierwszy polski oddział wjechał do Malborka 5 czerwca. 6 czerwca pozwolono wielkiemu mistrzowi opuścić Malbork. Ludwik von Erlichshausen udał się do Królewca, który stał się odtąd stolicą Zakonu. 8 czerwca do Malborka wjechał uroczyście Kazimierz Jagiellończyk. Tak oto potężna twierdza, której nikomu wcześniej nie udało się zdobyć szturmem, ani wziąć głodem, przeszła pod panowanie polskie. Nie zakończyło to wojny. Miała ona jeszcze trwać 9 lat.