Robert M. Wegner
"Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ - Południe"

Robert M. Wegner Opowieści z meekhańskiego pogranicza Północ - Południe

Każde imperium osiąga w którymś momencie stadium rozwoju, w którym dalsza ekspansja przestaje być możliwa, bo problemem zaczyna być utrzymanie już zdobytego terytorium. Procesy odśrodkowe i zagrożenia zewnętrzne podminowują byt imperium. Cesarstwo Meekhańskie zmaga się z wieloma tego typu problemami. Na Północy jedną z formacji, która ma utrzymać porządek na obszarach granicznych, jest Górska Straż.

Oddziały Górskiej Straży rekrutowane są z bitnych górali. Sama formacja istniała, zanim ziemie na Północy zostały włączone do Cesarstwa. Imperialna armia doceniła walory bojowe Górskiej Straży i włączyła ją w swoje szeregi. Pozwoliła przy tym zachować wiele z dotychczasowych zasad organizacji.

Porucznik Kenneth-lyw-Darawyt dowodzi oddziałem Górskiej Straży. Otrzymał zadanie wytropienia i zniszczenia członków plemienia Shadoree. Plemię to dopuściło się szeregu okrutnych zbrodni, w tym kanibalizmu. Wytropienie go nie jest zadaniem łatwym. Szczególnie w trudno dostępnych górach. Porucznik jest jednak zdeterminowany. I nadzwyczaj pomysłowy. Nie wie natomiast, że skala zagrożenia znacznie przerasta możliwości jego nielicznego oddziału.

Tom zawiera osiem opowiadań. Pierwsze cztery dotyczą różnych wydarzeń na Północy. Koncentrują się one wokół osoby porucznika Kennetha. Kolejne cztery opowiadania przenoszą czytelnika na Południe. Osią historii są w tym przypadku losy Yatecha, który pochodzi z plemienia Issaram. Podejmuje on służbę u meekhańskiego kupca, a następstwa tej decyzji wywracają jego życie do góry nogami.

Opowiadania, których akcja toczyła się na Północy, zrobiły na mnie duże wrażenie. Byłem zachwycony. Nawet wylewający się miejscami z tych historii nadmiar patosu i pompatycznego zadęcia jakoś nie drażnił. Dostrzegałem to, ale fabuła była na tyle wciągająca i intrygująca, że po prostu był to akceptowalny koszt. Zalet było więcej niż wad. Na drobne niedociągnięcia przymykałem oczy (np. krzyże na grobach?).

Niestety, kiedy narracja przeniosła się na Południe, szala przechyliła się zdecydowanie w drugą stronę. Nie czuję sympatii do fanatyków, a tymczasem w trzech z czterech opowiadań z Południa osią fabuły jest fanatyzm. Ukazany z pewną dozą sympatii. Właściwie to drugie opowiadanie ("Gdybym miała brata") można by zatytułować "Wywiad z bezmyślną fanatyczką". Dopiero w ostatnim opowiadaniu fanatyzm zszedł na dalszy plan. Za to było ono niezbyt zrozumiałe. Dużo się działo, ale co niby miało z tego wynikać? Jasne, było to zwieńczenie wątku, który w postaci pewnych aluzji przewijał się w wielu opowiadaniach, tylko o co w nim chodziło?

Po lekturze całości mam mieszane uczucia. Sam nie wiem, czy warto sięgnąć po kolejne tomy. Dostrzegam talent autora. Naprawdę ma potencjał. Na tle wielu ewidentnych grafomanów, którzy funkcjonują na rynku wydawniczym (szczególnie polskim), błyszczy niczym gwiazda. Ma ciekawe pomysły. Umie zadbać o tempo akcji. Potrafi grać na emocjach czytelnika. Nie nudzi. Doskonale dawkuje zwroty fabularne. Niestety, w tej beczce miodu jest trochę dziegciu. Strasznie go ciągnie w stronę patosu i pompatyczności, a tego nie lubię. W moim wieku muszę dbać o kontrolę nad mimiką. Niekontrolowane grymasy spowodowane nadmiarem krzywienia się to gwarancja niechcianych zmarszczek.

Tak na marginesie, odniosłem wrażenie, że duży wpływ na autora wywarła twórczość Stevena Eriksona. I zdecydowanie historia antyczna.

Site copyrights© 2019 by Karol Ginter