14 sierpnia 1385 roku wielki książę litewski Jagiełło wystawił w Krewie dokument, w którym obiecał przyjąć chrzest i ochrzcić Litwę. Przyrzekł też przyłączyć do Królestwa Polskiego swoje ziemie, czyli Litwę i Ruś. Te i inne obietnice miały być spełnione pod warunkiem, że Jagiełło poślubi Jadwigę, królową Polski. Tym sposobem zawarte zostało porozumienie, które dało początek unii polsko-litewskiej. Jak to się stało, że dwa kraje toczące od kilku dziesięcioleci nieustające wojny, zdecydowały się na taki krok?
Królestwo Polskie zostało wskrzeszone w 1320 roku przez Władysława Łokietka po blisko dwóch stuleciach rozbicia dzielnicowego. Kilka wcześniejszych prób jego odtworzenia okazało się nietrwałych. Czas pokazał, że tym razem miało być inaczej. Problemem był tylko jego kształt terytorialny, bo przywrócenie królestwa w granicach sprzed rozbicia dzielnicowego okazało się niemożliwe. W chwili śmierci Łokietka zasięg terytorialny państwa ograniczał się właściwie tylko do Wielkopolski i Małopolski.
Nowy król, Kazimierz Wielki, zaangażował się mocno w działania na rzecz powiększenia terytorium państwa. Prowadził ekspansywną politykę, a wojna i dyplomacja były narzędziami, które wykorzystywał do realizacji swoich celów. Owszem, nie zawsze odnosił sukcesy, ale trudno o drugiego polskiego władcę, który wykazywałby się taką aktywnością w polityce zagranicznej i odbyłby tyle podróży zagranicznych. Dzięki jego talentom znaczenie Królestwa Polskiego na arenie międzynarodowej znacznie wzrosło. Gdy umierał, pozostawiał w spadku terytorium znacznie większe, niż to, które obejmował wstępując na tron. Wśród obszarów, które sobie podporządkował, była m.in. Ruś Halicko-Włodzimierska. To właśnie ona była kością niezgody między Polską i Litwą. Jak to się stało, że nie udało mu się odzyskać wielu dawnych ziem piastowskich, a zdobył ziemie ruskie?
W 1340 roku zmarł otruty książę Bolesław Jerzy, władca Księstwa Halicko-Włodzimierskiego. Pochodził on z linii Piastów mazowieckich. Jeszcze za życia swoim spadkobiercą uczynił Kazimierza. Król wkroczył ze swymi wojskami do księstwa, ale nie udało mu się go opanować w całości. Część włodzimierską księstwa zajęli Litwini. Nie mieli wprawdzie tytułu prawnego, ale dysponowali siłą, z której skutecznie skorzystali. Tym sposobem zaczął się okres wojen polsko-litewskich, który trwał - z przerwami - kilkadziesiąt lat. W ich trakcie Polskę wspierały nierzadko posiłki węgierskie, a Litwę - posiłki tatarskie.
Litwa zaistniała na arenie międzynarodowej w XIII wieku, za rządów Mendoga. Był to jedyny litewski król. W XIV wieku Litwa nieustannie powiększała swoje terytorium kosztem ziem ruskich. Gdy Polska podjęła ekspansję w kierunku Rusi, konflikt był nieuchronny.
Co ciekawe, jeszcze całkiem niedawno Polska i Litwa były sprzymierzone. W końcu za panowania Władysława Łokietka miały wspólnego wroga, jakim był zakon krzyżacki w Prusach. Sojusz polsko-litewski przypieczętowany został w 1325 roku małżeństwem Kazimierza z Aldoną, córką księcia Giedymina. Jednak Aldona, która w Polsce znana była pod imieniem Anny, zmarła w 1339 roku.
Konflikt z Litwą skomplikował sytuację Kazimierza. Oporu Rusinów zapewne się spodziewał. W końcu dopiero co pozbyli się jednego Piasta i niekoniecznie byli zachwyceni perspektywą rządów kolejnego. Interwencja litewska zmieniła układ sił na niekorzyść polskiego króla. Tymczasem wciąż nieuregulowane pozostawały stosunki polsko-krzyżackie.
Kazimierz od momentu objęcia tronu dążył do rozwiązania konfliktu z Krzyżakami na drodze dyplomatycznej. Chciał pokojowo odzyskać ziemie zagarnięte przez państwo krzyżackie. Wojna o Ruś pogorszyła pozycję negocjacyjną polskiego króla. Wielki mistrz doskonale zdawał sobie z tego sprawę i mógł wynegocjować lepsze warunki. Ponad sto lat później Długosz napisał: "król polski Kazimierz widząc, że jest uwikłany w wojnę z Litwinami i Rusinami, z obawy, żeby równocześnie nie był zmuszony do prowadzenia wojny z trzema wrogami, postanawia zgodzić się na warunki stawiane przez mistrza i Krzyżaków".
W 1343 roku zawarty został pokój polsko-krzyżacki w Kaliszu. Polska odzyskała Kujawy i ziemię dobrzyńską. Z punktu widzenia autora "Kroniki katedralnej krakowskiej" to był triumf króla Kazimierza: "Krzyżacy bowiem, widząc jego potęgę i przedsiębiorczość, ziemie kujawską i dobrzyńską, które zajęli za czasów jego ojca, na powrót mu oddali i zawarli z nim pokój wieczysty."
Rzeczywiście, odzyskanie utraconych ziem drogą pokojową było nie lada osiągnięciem. Niewielu władcom to się udało. Traktat zmniejszył napięcie między oboma państwami. Pokój okazał się nadzwyczaj trwały. Przetrwał blisko 70 lat.
Jednak punkty widzenia bywają różne. Choć cytowany kronikarz o tym nie wspomniał, Krzyżacy zatrzymali Pomorze Gdańskie. Na podobnych warunkach Kazimierz mógł zawrzeć porozumienie już kilka lat wcześniej, ale targował się właśnie o Pomorze Gdańskie. Traktat kaliski został wprawdzie tak sformułowany, żeby strona polska miała otwartą furtkę do ewentualnych roszczeń w przyszłości, ale faktem pozostaje, że w danym momencie rezygnowała z Pomorza Gdańskiego. W kontekście ówczesnej sytuacji oznaczało to, że bardziej była zainteresowana ekspansją w kierunku południowo-wschodnim, niż ekspansją na północ. Dlaczego tak się stało?
Przez Ruś Halicko-Włodzimierską przebiegały szlaki handlowe prowadzące nad Morze Czarne. Kontrola nad nimi była znacznie bardziej dochodowa, niż ewentualna kontrola nad szlakami prowadzącymi przez Pomorze Gdańskie nad Bałtyk. To jeszcze nie były czasy koniunktury na artykuły żywnościowe w Europie Zachodniej. Handel wiślany czasy świetności miał dopiero przed sobą. A co najważniejsze, Małopolska była znacznie silniej powiązana gospodarczo z krajami czarnomorskimi niż z krajami nadbałtyckimi.
Może się komuś nie podobać, że polskojęzyczna ludność zamieszkująca Pomorze Gdańskie została pozostawiona na pastwę Krzyżaków, ale kwestie narodowościowe w tamtych czasach odgrywały niewielką rolę w polityce. Nacjonalizm to stosunkowo świeży pomysł. Pojawił się w polityce dopiero w XIX wieku. A Kazimierz i ówczesne elity woleli narzucić swoje rządy Rusinom, bo otwierało to perspektywę większych korzyści materialnych.
Dokonując wyboru kierunku ekspansji polski król być może oszacował, którego wroga łatwiej będzie pokonać. Zakon krzyżacki dysponował znaczną potęgą militarną i gospodarczą. Z wojen za czasów Łokietka to państwo krzyżackie wyszło zwycięsko, udowadniając tym samym swoją przewagę. Nie bez znaczenia był też fakt, że w przypadku wojny z Krzyżakami Kazimierz ryzykował osamotnienie na arenie międzynarodowej.
Litwa takiej przewagi nad Królestwem Polskim nie miała. Była krajem pogańskim, więc na wypadek wojny nie groziły Polsce żadne reperkusje międzynarodowe. Więcej nawet, można było liczyć na pomoc innych chrześcijańskich krajów.
Warto też pamiętać, że Litwa była naturalnym kierunkiem ekspansji dla Krzyżaków. Koniec sporu z Polską oznaczał, że zakon krzyżacki więcej uwagi mógł poświęcić pogańskiemu sąsiadowi. Państwu krzyżackiemu zależało szczególnie na zajęciu Żmudzi, bo dzięki temu połączyłoby się z zakonem w Inflantach. Trudno powiedzieć, czy polski król uwzględnił to w swoich kalkulacjach, ale w latach, które nastąpiły po pokoju kaliskim, Krzyżacy zintensyfikowali działania przeciw Litwie.
Tymczasem Kazimierzowi udało się jeszcze w 1343 roku uzyskać zwolnienie Królestwa Polskiego z opłat na rzecz papiestwa. Należne kwoty miały zostać przeznaczone na walkę z Rusinami, Litwinami i Tatarami. Wydawać by się mogło, że przygotowania do wyprawy zbrojnej na Ruś nabierały tempa. A jednak król porzucił na kilka lat plany podboju Rusi. Skierował swą uwagę w innym kierunku. Podjął walkę o Śląsk z Czechami. Z marnym skutkiem.
Dopiero w 1349 roku, już po zawarciu pokoju z Czechami, Kazimierz zorganizował wyprawę wojenną na Ruś. Wykorzystał osłabienie Litwy po klęskach zadanych przez zakon krzyżacki. Wyprawa okazała się sukcesem. Kazimierz zajął Ruś Włodzimierską.
Radość ze zwycięstwa trwała krótko. Nie był to przecież koniec zmagań polsko-litewskich o Ruś. Konflikt jedynie eskalował. Już w następnym roku Litwini podjęli wyprawy odwetowe. Tym razem teatr wojenny nie ograniczył się tylko do Rusi Halicko-Włodzimierskiej, ale rozlał się na ziemie etnicznie polskie. Długosz opisał te wydarzenia w następujący sposób: "Dawny wróg, a mianowicie lud litewski, nie pokładając ufności w łuku lub mieczu albo w otwartym boju, ale w tajemnych, podstępnych wyprawach, przywykły uciekać z zagarniętym łupem, tego lata, a potem i zimą urządził wiele nagłych i niespodziewanych najazdów na Królestwo Polskie (...) Po dokonaniu wielu strasznych rzezi oraz gwałtów i grabieży, zagarnięty łup w postaci ludzi: mężczyzn i kobiet, oraz bydła uprowadzali na Litwę."
Po serii porażek sytuacja Kazimierza stała się na tyle poważna, że musiał zawrzeć niekorzystny pokój z Litwinami. Był to jednak tylko wybieg taktyczny. Zyskał dzięki temu czas, by szukać sojuszników. Pomocy udzielili Węgrzy. Nie było to bezinteresowne. Król Węgier Ludwik też był zainteresowany Rusią. Na mocy wcześniejszych układów miał dziedziczyć tron polski w przypadku bezdzietnej śmierci Kazimierza. To oznaczało, że wszedłby także w posiadanie Rusi. Jednak chyba nie do końca wierzył w taki scenariusz. Dlatego teraz dodatkowo zagwarantował sobie prawo do wykupienia Rusi, gdyby jednak Kazimierz miał męskiego potomka.
Wsparcia finansowego na potrzeby nowej kampanii ruskiej udzieliła Stolica Apostolska. Papież Klemens VI przeznaczył na walkę z Litwinami i Tatarami połowę dziesięciny papieskiej należnej z Królestwa Polskiego w ciągu czterech lat.
Latem 1351 roku siły polsko-węgierskie wyruszyły w kierunku Litwy. Ze względu na ciężką chorobę Kazimierza, dowodzenie objął Ludwik. Gdy armia dotarła do granic Litwy, książęta litewscy, których reprezentował Kiejstut, złożyli Ludwikowi ofertę sojuszu i obietnicę przyjęcia chrztu. Króla Węgier to usatysfakcjonowało. Jakby zupełnie zapomniał, o co chodziło w całym konflikcie. Porozumienie w żaden sposób nie regulowało spraw ruskich, a przecież to one były kością niezgody między Polską i Litwą. Szybko zresztą się okazało, że obietnice Kiejstuta były jedynie sprytnym wybiegiem, by zapobiec agresji na Litwę. Armia polsko-węgierska się wycofała, a Litwini ani myśleli realizować swoich zobowiązań. Kiejstut mógł triumfować, że wywiódł w pole Ludwika.
Podejmowane przez polskiego króla w ciągu kilku następnych lat próby zbrojnego odbicia Rusi z rąk litewskich nie powiodły się. Wsparcie węgierskie na niewiele się zdało. Nie pomogło ogłoszenie przez papieża w Polsce, w Czechach i na Węgrzech krucjaty przeciw Litwinom. Zabiegi Kazimierza o uzyskanie pomocy krzyżackiej zakończyły się fiaskiem. Wojna była kosztowna, a sukcesów brakowało. Co gorsza, Litwini plądrowali nie tylko Ruś Halicką, ale i Małopolskę. Skłoniło to króla to zawarcia pokoju z Litwą w 1356 roku. Włodzimierska część księstwa pozostała w rekach Litwinów.
10 lat później, gdy mogłoby się wydawać, że stosunki polsko-litewskie uległy normalizacji, Kazimierz najechał zbrojnie Ruś Włodzimierską. Wykorzystał podziały wśród licznych książąt litewskich i przeciągnął niektórych z nich na swoją stronę. Zawarty w 1366 roku pokój oznaczał podporządkowanie Królestwu Polskiemu Podola i części Wołynia.
Bezpotomna śmierć Kazimierza Wielkiego w 1370 roku unaoczniła kruchość pokoju z Litwą. Na wieść o śmierci króla książęta litewscy najechali najpierw ziemie ruskie, a następnie ziemię sandomierską. Nowy król Polski, Ludwik Andegaweński, był zbyt zaprzątnięty sprawami Węgier, by zareagować. Dopiero następny wielki najazd litewski zmusił go do reakcji.
W listopadzie 1376 roku książęta litewscy, a wśród nich Jagiełło i Witold, najechali ziemię sandomierską i dotarli aż do Tarnowa. Według Jana Długosza: "Wymordowawszy starców, kapłanów i dzieci pustoszą cała krainę położoną między rzeką Wisłą a Sanem. A podpaliwszy kościoły uprowadzają do niewoli mnóstwo ludzi obojga płci wraz z łupem i bydłem." Taktykę litewską scharakteryzował w następujących słowach: "Litwini bowiem organizowali swoje wyprawy w formie grabieżczych [wypadów]. Po zagarnięciu łupu ukrywali sie po lasach, gęstwinach, miejscach bagnistych i niedostępnych i ustępując oddziałom polskim, rzadko podejmowali decydującą walkę. A kiedy się dowiedzieli o ich wycofaniu się, natychmiast najeżdżali ziemie polskie z tą samą, co przedtem, siłą i w zwodniczy sposób zachowywali spokój, to znów podejmowali wojnę. To takie podstępne nękanie narażało Polaków na wiele strat."
Rządy węgierskie zawsze miały przeciwników, ale teraz sytuacja znacznie się pogorszyła. Wystarczył byle pretekst, a w grudniu doszło do krwawej rzezi Węgrów w Krakowie. Ludwik musiał jakoś uspokoić nastroje. Jednym z elementów tej polityki była zapewne wyprawa odwetowa przeciw Litwinom w 1377 roku.
Tymczasem jednak zarówno w Polsce, jak i na Litwie, coraz większej wagi nabierały problemy dynastyczne. To one zadecydowały o dalszych losach obu tych organizmów państwowych.
Ludwik Andegaweński nie miał męskiego następcy. Dlatego zabiegał o dziedziczenie dla swoich córek. Obdarował przywilejami polską szlachtę i duchowieństwo. Przekupione w ten sposób elity zaakceptowały objęcie tronu Królestwa Polskiego przez jedną z córek Ludwika. Andegawen nie zdążył jednak przed śmiercią sprecyzować, przez którą konkretnie. Polskie elity opowiedziały się za Jadwigą, ale szybko pokłóciły się w kwestii kandydata na jej męża.
Kłótnia ta przybrała największe rozmiary w Wielkopolsce. Wszystko przez to, że jeszcze za życia Ludwika część Wielkopolan zaczęła protestować przeciwko dyktatowi Krakowa. Stwierdzili, że czas, aby w większym stopniu uwzględniać interesy Wielkopolski. Za wrogów uznali tych Wielkopolan, którzy kariery związali z monarchią. Spór przerodził się w wojnę domową. Znaną jako wojna Grzymalitów z Nałęczami.
Jedyny efekt całej awantury był taki, że zaabsorbowani własnymi sporami Wielkopolanie przestali mieć jakikolwiek wpływ na politykę Królestwa Polskiego. Małopolanie samodzielnie podjęli najważniejsze decyzje dotyczące przyszłości państwa. Wydarzenia w Wielkopolsce mogły co najwyżej posłużyć jako lekcja dla następnych pokoleń Polaków. Dowiodły, jak zgubne bywają skutki awantur pod hasłem "Musicie się z nami liczyć!". Następne pokolenia Polaków postanowiły zignorować tę lekcję.
Spory wokół następstwa tronu w Polsce były niczym wobec tego, co działo się na Litwie. W 1377 roku wielkim księciem litewskim został Jagiełło. Ze względu na rozrodzenie dynastii Giedyminowiczów (sam Jagiełło miał 11 braci, w tym 6 rodzonych), pozycja wielkiego księcia uległa znacznej dewaluacji. Liczni książęta mieli zakusy na więcej władzy. Wkrótce po objęciu tronu wielkoksiążęcego Jagiełło musiał zbrojnie stawić czoła ambitnym krewniakom. Stojąc w obliczu rosnących napięć wewnętrznych postanowił poszukać wsparcia poza Litwą. Postąpił nieszablonowo. W 1380 roku zawarł sojusz z najbardziej zatwardziałym wrogiem Litwy, czyli z zakonem krzyżackim w Prusach.
Krzyżacy już od końca XIII wieku podejmowali próby ekspansji w kierunku Żmudzi. Z biegiem czasu konflikt między państwem krzyżackim a Litwą narastał. Obie strony prześcigały się w okrucieństwach. Herold wielkiego mistrza Wigand z Marburga spisał dzieje Prus z lat 1293-1394. Przedstawił nieustające pasmo wzajemnych najazdów, podczas których giną kobiety, mężczyźni i dzieci, a ci którzy mają więcej szczęścia, zostają uprowadzeni w niewolę.
Współczesnego czytelnika może zdumiewać, że krzyżacki kronikarz bez skrupułów opisywał nie tylko mordy i okrucieństwa dokonywane przez Litwinów, ale także zbrodnie braci zakonnych. Jednak trzeba pamiętać, że w jego oczach Litwini jako poganie nie zasługiwali na inny los. Nie oszukujmy się, wszystko, co czynił zakon krzyżacki na Litwie, odbywało się za aprobatą i przy wsparciu ówczesnej katolickiej Europy. Do Prus wciąż przybywali rycerze z różnych krajów, aby wziąć udział w wyprawie zbrojnej na Litwę i zasłużyć się tym samym w oczach Boga. Byli wśród nich także Polacy.
Gdyby istniała wówczas reklama, Krzyżacy zapewne ogłaszaliby się w następujący sposób: "Rejza. Wyprawa do dzikich ostępów Litwy. Zobacz ostatnie siedliska pogan w Europie! Zabij poganina i zdobądź życie wieczne!" Do tego obrazek ubranego w futro krępego mężczyzny z rozczochranymi włosami i brodą.
Jakąkolwiek formę przybierała ówczesna krzyżacka akcja rekrutacyjna, była ona nadzwyczaj skuteczna. Wielu zapragnęło posmakować walki z poganami, więc ruszali do Prus. Wśród nich był Ludwik Węgierski. Jeszcze zanim został królem Polski, wziął udział w krucjacie przeciw Litwinom w 1344 roku.
Co ciekawe, nawet później, już po chrzcie Litwy, znajdowali się chętni, by w towarzystwie braci zakonnych "nawracać pogan". Jednym ze znamienitszych gości zakonnych w tym okresie był Henryk Lancaster, który zasiadł potem na tronie angielskim jako Henryk IV. Wyprawił się z Krzyżakami na Litwę dwukrotnie: w 1390 i w 1392.
Dopiero bitwa pod Grunwaldem zniechęciła rycerstwo chrześcijańskiej Europy do idei uczestnictwa w wyprawach przeciw Litwinom. A przynajmniej drastycznie stopniały szeregi tych, którzy gotowi to byli robić bezinteresownie.
Nie trzeba zbytniej przenikliwości, by zauważyć, jak niekonwencjonalna była decyzja Jagiełły o sojuszu z wielkim mistrzem. Zakon chętnie skorzystał z okazji, by wtrącić się w sprawy litewskie. Wspieranie i podsycanie konfliktów wewnętrznych na Litwie było Krzyżakom jak najbardziej na rękę.
Wojna domowa początkowo przebiegała niepomyślnie dla wielkiego księcia. Jagiełło został pokonany przez stryja, Kiejstuta. Jednak w 1382 roku Jagiełło pojmał Kiejstuta i jego syna Witolda. Kiejstut zginął w niewoli w niejasnych okolicznościach, ale Witold zbiegł w kobiecym przebraniu.
Warto w tym miejscu zauważyć, że sukces Jagiełły nie byłby możliwy bez wsparcia wileńskich mieszczan. Kupcy z Wilna byli zadowoleni z nowego kursu polityki. Pokój z państwem krzyżackim ułatwiał handel. Mieszczanie z Wilna mogli czerpać zyski z handlu z Rygą.
Choć Jagiełło nagrodził Krzyżaków oddając im część Żmudzi i obiecując przyjąć chrzest w ciągu 4 lat, Witold najwyraźniej go przelicytował. Wielki mistrz zmienił sojusznika i poparł Witolda, który przyjął chrzest i imię Wigand (po ojcu chrzestnym, komturze Ragnety, Wigandzie).
Witold wraz z Krzyżakami pustoszył przez jakiś czas swoją ojczyznę, ale nie mógł się pochwalić żadnymi znaczącymi sukcesami. Nic dziwnego zatem, że w końcu dał się skusić Jagielle, który obiecał mu zwrot posiadłości. W lipcu 1384 roku Witold porzucił sojusz z wielkim mistrzem. Na odchodne splądrował parę zamków krzyżackich, których załogi wpuściły go do środka myśląc, że wciąż jest sojusznikiem.
Być może w efekcie niezbyt udanego sojuszu z Krzyżakami Jagiełło zrozumiał, że kluczem do sukcesu nie jest nowy sprzymierzeniec. Konieczna była zmiana na tyle duża, by jej efekty nie obróciły się w niwecz, gdy kapryśny sojusznik wycofa swe wsparcie. Taką zmianę mogła przynieść chrystianizacja. Wzmocniłaby ona pozycję wielkiego księcia, bo Kościół głosił boskie pochodzenie władzy monarszej. Organizacja kościelna stałaby się sojusznikiem monarchii. Chrzest oznaczałby też awans międzynarodowy Litwy.
Do tej pory litewscy książęta zazwyczaj wodzili wrogów za nos obietnicami chrystianizacji swego kraju. Dość dobrze opanowali pozorowanie dialogu o przyjęciu chrztu. Angażowało to dyplomację bliższych i dalszych państw, kosztowało niewiele i niczego nie zmieniało. Zysk był taki, że można było w ten sposób odwlekać groźbę wojny. Choćby tylko na krótko.
Co ciekawe, Witold wyłamał się z tego schematu. Może był zdesperowany w obliczu okoliczności, w jakich się znalazł na wygnaniu? Zresztą jego konwersja na chrześcijaństwo była zabiegiem taktycznym, do którego nie przywiązywał szczególnej wagi. Przyjął później chrzest jeszcze dwukrotnie. Raz w obrządku bizantyjskim, a raz w rzymskim.
Za to Jagiełło dojrzał do myśli, że od decyzji o chrystianizacji zależy przyszłość Litwy. Musiał jeszcze tylko zaplanować szczegóły tej operacji. Postanowił skorzystać ze sprawdzonego sposobu: powiązać chrzest z małżeństwem. Oczywiście z przedstawicielką jakiegoś chrześcijańskiego domu panującego. Dodatkową korzyścią takiego rozwiązania byłby sojusz polityczny z tym domem panującym. Jego wybór padł na Zofię, córkę wielkiego księcia moskiewskiego Dymitra Dońskiego. I wtedy pojawiła się możliwość małżeństwa z Jadwigą, młodziutką królową Polski. Jagiełło uznał tę opcję za lepszą. Z punktu widzenia relacji z państwem krzyżackim chrzest Litwy w obrządku katolickim rokował lepiej, niż chrzest w obrządku bizantyjskim. Przede wszystkim zaś, tytuł króla Polski dodatkowo wzmacniał pozycję Jagiełły na Litwie.
Warto podkreślić, że każda decyzja, którą podejmował Jagiełło, była kontrowersyjna z punktu widzenia dotychczasowej polityki Litwy. Kraj ten od lat toczył walki z państwem krzyżackim, Królestwem Polskim i Wielkim Księstwem Moskiewskim. Tymczasem Jagiełło zaczął od sprzymierzenia się z Krzyżakami, potem zabiegał o zbliżenie z Wielkim Księstwem Moskiewskim, a wreszcie z Królestwem Polskim. Dowodzi to jego elastyczności jako polityka. Potrafił odrzucić na bok uprzedzenia i emocje.
Jest w tym pewna ironia losu, że jeszcze całkiem niedawno Jagiełło plądrował Królestwo Polskie, a teraz miał zasiąść na jego tronie. Motywacje Jagiełły są zrozumiałe, ale dlaczego polskie elity zdecydowały się osadzić na tronie dotychczasowego wroga? Cytując historyka, Jerzego Łojka: "Ludzie decydujący w Krakowie o polityce Polski podjęli w 1385 roku decyzję bezprecedensową i niezwykłą. Postanowili zaproponować małżeństwo z młodziutką monarchinią Polski - wrogowi. Do ostatniej chwili przed unią Litwa najeżdżała zbrojnie granice Polski."
Dość często spotkać można argument, że Polskę i Litwę połączyło zagrożenie krzyżackie. Problem polega na tym, że ostatni najazd krzyżacki na Królestwo Polskie datował się na panowanie Władysława Łokietka. Od czasu pokoju toruńskiego, czyli od 1343 roku, Polska utrzymywała pokojowe relacje z państwem krzyżackim. Co więcej, relacje te znacznie się ociepliły po wizycie Kazimierza Wielkiego w Malborku w połowie lat 60-tych XIV wieku. Według cytowanego wcześniej kronikarza zakonnego, Wiganda z Marburga, od tego czasu król Kazimierz cieszył się przychylnością Zakonu.
Być może Wielkopolanie byliby zainteresowani zrewidowaniem dotychczasowej polityki i wznowieniem sporu z Krzyżakami, bo inaczej postrzegali politykę północną, ale sami wykluczyli się z gremiów decyzyjnych. To Małopolanie zdecydowali o wyborze Jagiełły. Wystarczy rzut oka na ówczesną mapę, by zauważyć, że Małopolska nie graniczyła z państwem krzyżackim. Za to graniczyła z Litwą, co miało dość bolesne konsekwencje. Logicznie rzecz biorąc, to nie Litwa i Polska miały wspólnego wroga w postaci państwa zakonnego w Prusach. To państwo krzyżackie i Polska miały wspólnego wroga: Litwę.
Teoria, jakoby małopolskie elity miały w okresie pertraktacji z Jagiełłą obsesję na punkcie Krzyżaków i zagrożenia z ich strony nie ma potwierdzenia w ówczesnych źródłach. Argument o zagrożeniu krzyżackim wynika z poważnego błędu logicznego, jakim jest mylenie przyczyny ze skutkiem. Nie wiemy - i nigdy się nie dowiemy - czy doszłoby do jakiegokolwiek konfliktu polsko-krzyżackiego, gdyby nie układ z Jagiełłą.
Wiemy za to ze źródeł na pewno, że strona polska nie pragnęła wojny z państwem krzyżackim. Jeszcze wiele lat później, w 1397 roku, gdy toczyły się negocjacje z wielkim mistrzem Konradem von Jungingenem w sprawie zwrotu zastawionej ziemi dobrzyńskiej, stronę polską reprezentowała tylko królowa Jadwiga. Długosz tak to wyjaśnił: "Zadecydowano, że na zjazd uda się raczej królowa Jadwiga, niż król Władysław, żeby król rozjątrzony dawnymi i świeżymi spustoszeniami jego ojczyzny Litwy zbyt twardymi słowami nie wywołał wojny, której wybuchu troskliwie unikano." Być może były to obawy na wyrost, ale uznano że ostrożności nigdy za dużo.
Mało też prawdopodobne, by Jagiełło podpisywał dokument w Krewie z myślą o kolejnej konfrontacji z zakonem krzyżackim. Jego polityka zmierzała do tego, żeby przywrócić pokój na granicy litewsko-krzyżackiej. Szansę na to dostrzegał w chrzcie Litwy. Uznał, że to pozbawi Krzyżaków podstaw do kontynuowania najazdów. O nastawieniu Jagiełły wiele mówi fakt, że zaprosił wielkiego mistrza krzyżackiego Konrada Zoellnera, by przybył do Krakowa i został jego ojcem chrzestnym. Czy byłby aż tak cyniczny, żeby zaprosić wielkiego mistrza tylko po to, by go upokorzyć?
Za to Krzyżacy natychmiast uznali porozumienie polsko-litewskie za wrogi akt. Wielki mistrz nie tylko nie zgodził się zostać ojcem chrzestnym Jagiełły, ale niezwłocznie zaatakował Litwę. Chrzest Litwy nie był Krzyżakom na rękę, bo pogański sąsiad wiele ułatwiał. Zarówno w stosunkach wewnętrznych, jak i międzynarodowych. Państwo krzyżackie od lat pozostawało w stanie permanentnej wojny. Podporządkowana temu była cała organizacja państwa. Do tej pory łatwo było wyjaśniać pruskim poddanym polityczną i gospodarczą dominację zakonu potrzebami związanymi z walką z pogańskim sąsiadem. Cała chrześcijańska Europa wspierała zakon w tych wysiłkach. I to nagle miałoby się skończyć? Jaki był dalszy sens istnienia państwa zakonnego, skoro wokół sami chrześcijanie i nie ma z kim walczyć? Wielki mistrz doskonale rozumiał zagrożenia związane z chrystianizacją Litwy. Krzyżacy musieli rozpętać akcję propagandową przeciw Polsce i Litwie, bo pod znakiem zapytania stanęło dalsze istnienie ich państwa w dotychczasowej formie.
Teza, że porozumienie polsko-litewskie zrodziło się na gruncie wspólnej wrogości wobec państwa krzyżackiego w Prusach, była wygodna dla historyków niemieckich. Pozwalała usprawiedliwić agresywne działania Krzyżaków po 1385 roku i przedstawiać je wręcz jako działania obronne. Trudniej zrozumieć, dlaczego tezę tę powtarzali polscy historycy.
Skoro nie poczucie wspólnoty z Litwinami w związku z zagrożeniem krzyżackim, to co kierowało małopolskimi elitami, że porozumiały się z Jagiełłą? To może dziwić, ale wielu badaczy historii zdaje się zapominać o treści dokumentu wystawionego w Krewie. Przecież wielki książę litewski obiecał w nim przyłączyć Litwę do Polski! Czy to mało?
Wisienką na torcie mogła też być kwestia ruska. Państwo polskie poświęciło kilkadziesiąt lat na wysiłki zmierzające do zajęcia Rusi Halicko-Włodzimierskiej. Tymczasem Ludwik Węgierski włączył Ruś Halicką do Węgier, a Ruś Włodzimierską zagarnęli Litwini. To była bolesna strata dla małopolskich elit. A Jagiełło obiecał w Krewie, że odzyska ziemie zabrane Królestwu Polskiemu. Nie wiadomo jakie, ale akurat odzyskanie Rusi było w zasięgu ręki.
Szukając motywów strony polskiej, nie można zapominać o roli Kościoła. Chrystianizacja Litwy oznaczała dużą pulę stanowisk kościelnych do obsadzenia. Trzeba przecież było zbudować od zera całą organizację kościelną. A do tego dochodził prestiż związany z chrztem pogańskiego kraju. Nic dziwnego, że elity kościelne poparły ten projekt polityczny. Zaangażowały się też mocno w usunięcie przeszkód stojących na drodze małżeństwa Jadwigi z Jagiełłą.
Jadwiga jako 4-latka poślubiła Wilhelma Habsburga. Polscy duchowni musieli znaleźć jakieś kruczki, które pozwoliłyby unieważnić to małżeństwo. Inaczej nie dałoby się osadzić Litwina na polskim tronie. Elity kościelne dowiodły kreatywności. Wilhelm Habsburg, który przyjechał upomnieć się o żonę, odjechał z niczym. Tylko Długosz wiele lat później pomstował: "Panowało przekonanie, że za ten występny czyn, jakiego się z uchybieniem dla wiary chrześcijańskiej dopuścili panowie polscy, którzy nie wzdragając się przed występkiem cudzołóstwa doprowadzili do związania opierającej się kobiety z poganinem, Jagiełłą, usunąwszy w haniebny sposób od prawowitej małżonki chrześcijańskiego księcia Austrii Wilhelma, wszechmocny Pan zemsty dotknął Polaków boleśnie wieloma karami w postaci bezładnych rządów i królów, którzy bardziej popierali Litwinów niż Polaków."
Dokument wystawiony w Krewie był jedynie deklaracją jednej ze stron. Oddzielną kwestią była jego realizacja. Polacy i Litwini wciąż żywili urazy narosłe w ciągu wielu lat wojen. Jagiełło żądał glejtów bezpieczeństwa dla siebie i swoich najbliższych w Polsce. Polacy żądali, by bracia Jagiełły zostali zakładnikami do czasu wykonania umowy przez wielkiego księcia. Mimo wzajemnych uprzedzeń, umowę zaczęto wdrażać w życie. 15 lutego 1386 Jagiełło został ochrzczony w Krakowie. Na chrzcie otrzymał imię Władysław. Trzy dni później 12-letnia Jadwiga poślubiła Władysława. Wreszcie 4 marca 1386 roku Władysław został ukoronowany. W 1387 roku Litwa została ochrzczona. Natomiast zapis o przyłączeniu Litwy do Polski szybko napotkał przeszkody.
Pojawienie się polskiego rycerstwa i dygnitarzy na Litwie stało się dla Witolda dogodnym pretekstem do buntu. Być może liczył, że jeśli wystarczająco podsyci nastroje ksenofobiczne, Litwini ujrzą w nim wybawcę spod jarzma polskiego panowania i entuzjastycznie go poprą. Przeliczył się. Próba opanowania Wilna zakończyła się porażką. Witold znowu uciekł do Prus.
Jeśli ktoś myślałby, że po poprzedniej zdradzie Krzyżacy nie zaufają Witoldowi, to znaczy tylko, że nie zna realiów polityki. Wielki mistrz poparł Witolda, bo nadawało to pozory legalizmu działaniom krzyżackim na Litwie. Krzyżacy wraz z Witoldem wtargnęli na Litwę paląc i rabując.
Witold nie byłby jednak sobą, gdyby nie zdradził po raz kolejny. Oczywiście dopiero po tym, gdy otrzymał satysfakcjonującą go ofertę od Władysława Jagiełły. Król polski był hojny. W 1392 roku Witold otrzymał władzę nad całą Litwą pod zwierzchnictwem Jagiełły. Tym samym projekt przyłączenia Litwy do Polski trafił na śmietnik historii. Tylko Polacy będą się o niego bezskutecznie upominać w następnych stuleciach. Związek Litwy i Polski ograniczył się do unii personalnej.
Wrogie dotychczas państwa połączyła unia. Nowy organizm państwowy miał potencjał by stać się w przyszłości mocarstwem. Związek państw został zawarty z rozsądku, a nie z miłości - tak samo jak małżeństwo Jadwigi i Jagiełły. I tak samo jak niezbyt dobrze układało się w małżeństwie Jadwigi i Jagiełły, tak samo relacje polsko-litewskie bywały napięte. Witold nie przestał knuć i intrygować. Inni członkowie rodziny Giedyminowiczów też mieli swoje ambicje i apetyt na władzę. Władysław Jagiełło jeszcze nie raz musiał interweniować na Litwie. Czasami wystarczała dyplomacja. Czasami trzeba było użyć polskich wojsk do poskromienia buntowniczych krewnych. Krewnych, którzy nader często wchodzili w konszachty z Krzyżakami. Następcy Jagiełły na tronie polskim też zmuszeni byli tłumić nastroje opozycyjne na Litwie.
A jeśli chodzi o stosunek Polaków do niedawnych wrogów, to ewoluował on powoli. Przytaczane wcześniej cytaty z koniki Jana Długosza dowodzą, że przynajmniej w niektórych środowiskach niechęć do Litwinów utrzymywała się jeszcze blisko 100 lat po zawarciu unii. Długosz nie krył swojej antypatii do Litwinów i litewskiej dynastii.