Oblicza zachodnioeuropejskiego i polskiego turnieju rycerskiego

W powszechnym wyobrażeniu turniej rycerski polegał na stawaniu w szranki par rycerzy, którzy walczyli konno na kopie. Nie do końca jest to obraz prawdziwy. Turnieje rycerskie zrodziły się we Francji w XI wieku. Początkowo był to rodzaj gier wojennych, w których ćwiczono umiejętność walki rycerskiej. Nie były to potyczki indywidualne, lecz walki dwóch grup, liczących nawet po 200 osób, które ścierały się w bitwie. Przy tym atak w kilku na jednego był czymś normalnym. Warto zaznaczyć, iż używano ostrej broni, a od prawdziwej bitwy zapasy te różniły się tym, że istniały wydzielone strefy, w których schronić się mogli zmęczeni i ranni. Ponadto celem nie było zabicie przeciwnika, lecz pojmanie go do niewoli. To ostatnie zastrzeżenie w gruncie rzeczy nie było aż tak istotne. Rozwój kultury rycerskiej sprawił, że celem walki nawet na wojnie nie było zabicie, lecz pojmanie przeciwnika. Oczywiście dotyczyło to wyłącznie rycerzy. Przedstawicielami innych grup społecznych nikt się nie zajmował. Ale i vice versa: plebejusze dokonywali rzezi na rycerzach. W pewnym sensie i do jakiegoś stopnia kultura rycerska starała się ucywilizować wojnę.

Ale powróćmy do turniejów rycerskich. Stopniowo zatraciły one swój pierwotny charakter gier wojennych, a stały się widowiskowym sportem. Sportem mimo wszystko niebezpiecznym, gdyż w ich trakcie zdarzały się przypadki śmierci. Dlatego Kościół odniósł się wyjątkowo nieprzychylnie do tej rozrywki rycerskiej. Już od drugiego soboru laterańskiego w 1139 roku zabraniano organizowania turniejów. Poległym w ich trakcie odmawiano pochówku w poświęconej ziemi. Zakaz ten okazał się nieskuteczny (tak samo zresztą, jak - również wtedy uchwalony - zakaz korzystania z łuku i kuszy w czasie walk między chrześcijanami) i w 1316 roku zniósł go papież Jan XXII. Ewolucja turniejów wiązała się w jakimś stopniu z rozwojem literatury, a konkretnie romansów rycerskich. Rycerzy inspirowały opowieści cyklu arturiańskiego itd. Z kolei autorzy romansów czynili bohaterami zwycięzców turniejowych, a to z kolei sprawiało, iż rósł prestiż zapasów rycerskich. Kto nie chciałby być opiewany w romansach? Raz jeszcze dała o sobie znać potęga mediów... Bohaterem dzięki swym zwycięstwom i oczywiście literaturze, stał się Wilhelm Marshal. Ten znakomity wojownik wykorzystywał swoje umiejętności w celach komercyjnych. Ponieważ zwycięzcy turnieju przysługiwała nagroda a ponadto koń i okup ze strony pokonanego, Marshal dość szybko zbił majątek. W ciągu 10 miesięcy pokonał 103 rycerzy. Z samych wierzchowców miał zatem stadninę. A nie zapominajmy, że konie były drogie. Zwłaszcza rumaki bojowe, które nie płoszyły się w bitewnym zgiełku. Sam Marshal nie odniósł przy tym znacznych ran, choć pewnego razu, gdy chciano mu wręczyć nagrodę, nie można go było odnaleźć. Okazało się, iż leżał w miejscowej kuźni z głową na kowadle, a kowal bił młotem w jego hełm, aby go wyprostować i zdjąć z głowy rycerza.

Co do nagród turniejowych, to bywały one najróżniejsze: zdobne hełmy, klejnoty, a nawet piękne kobiety. To wcale nie żart. W Magdeburgu w końcu XIII wieku nagrodą była kobieta podobno wielkiej urody, choć wątpliwej reputacji... Nagrody bywały też czasami dość egzotyczne, jak np. para papug. W pewnym turnieju Wilhelm Marshal wygrał z kolei szczupaka...

Same turnieje zmieniały swój charakter. Z dość chaotycznych bitew ewoluowały w stronę zorganizowanych potyczek nielicznych grup i starć indywidualnych. Głównie pojedynków na kopie, cieszących się wielkim powodzeniem u dam, a przy tym pozwalających na zademonstrowanie indywidualnego męstwa. Dodajmy może, że bariery rozdzielające dwóch walczących przeciwników pojawiły się dopiero w XV wieku. Wyróżniano starcia na broń ostrą i ćwiczebną. Zwycięzcą zostawało się różnie. Przeważnie w potyczce takiej wygrywał ten, kto strącił z konia przeciwnika, ale czasami musiał pokonać strąconego z konia jeszcze pieszo z użyciem miecza, topora, bądź sztyletu, a czasami wygrywał ten, kto skruszył na przeciwniku większą liczbę kopii. Zwycięzcę typowali sędziowie. Naturalnie rodziły się najróżniejsze problemy, np. co zrobić, jeśli obaj kopijnicy równocześnie spadli z koni?

Kodyfikowano zatem zasady potyczek a przy tym rozbudowywano oprawę turnieju. W XIV wieku kostiumy uczestników i dekoracje stawały się coraz wymyślniejsze. Przykładowo w 1352 roku na turnieju zorganizowanym przez hrabiego Sabaudii wejście uczestników w szranki zapowiedziały fanfary. Hrabia, ubrany w zielone jedwabie i aksamity pod zbroją, w srebrnym hełmie, na którym powiewał szmaragdowy pióropusz, wjechał na rumaku, który także przystrojony był w zieleń i srebro. Wraz z hrabią wjechało jedenastu jego najlepszych rycerzy, także ubranych w zielone stroje. Rumaki zbrojnych prowadzone były przez piękne damy. Barwna była także oprawa turnieju zorganizowanego w 1428 roku w Hiszpanii. Na placu turniejowym wzniesiono fortecę, z wysoką, umieszczoną centralnie wieżą i czterema wieżami po bokach. Przed fortecą stanęła dzwonnica oraz kolumna, na której umieszczono pozłacanego gryfa trzymającego wielki sztandar. Całą fortyfikację otaczało ogrodzenie z dwunastoma wieżami. Przybywających na turniej rycerzy witał napis: "To jest brama do niebezpieczeństwa i wielkiej przygody". Turniej polegał na tym, że rycerze z fortecy, wśród których byli królowie Kastylii i Nawarry, przyjmowali wyzwania rycerzy, którzy stawili się na turniej. Inwencją popisał się także Rene, książę d'Anjou i Lotaryngii, który w 1446 roku zorganizował turniej w Saumur. Towarzyszyła mu pełna przepychu oprawa. Pod murami Saumur wybudowano na tę okazję drewniany zamek. Turniej rozpoczął się od parady, którą otwierali dwaj Turcy w bieli prowadzący prawdziwe lwy, a za nimi szli trębacze i dobosze na koniach, fanfarzyści, rycerze oraz sędziowie, wreszcie karzeł niosący tarczę księcia, a na końcu sam Rene, którego rumaka prowadziła dama.

Turnieje rycerskie towarzyszyły przeważnie różnego rodzaju uroczystościom. Organizowane były nie tylko przez władców, ale także przez miasta, które widziały w nich przede wszystkim rozrywkę. Wreszcie turnieje rycerskie towarzyszyły wojnom, szczególnie w czasie rozejmów lub po zakończeniu walk. Uświetniano nimi szczególnie odniesione zwycięstwa. Nierzadko też rycerze jednej ze stron wyzywali do walki rycerzy strony przeciwnej. Były to już raczej pojedynki rycerskie, zapowiedź czasów późniejszych, ale wyrosły one z tego samego nurtu.

Nie można zapomnieć w tych wywodach o Polsce. Już pod rokiem 1220 Jan Długosz opisał turnieje rycerskie, które miały towarzyszyć weselu Leszka Białego i Grzymisławy. Właściwie opisał to za dużo powiedziane, gdyż jedynie stwierdził, że wielodniowe turnieje rycerskie, w trakcie których potykano się na kopie, uświetniły uroczystość. Problem jedynie w tym, iż najprawdopodobniej jest to wymysł kronikarza, który dał popis swojej wyobraźni historycznej. Właściwie przeniósł on wstecz znaną mu praktykę uświetniania ważnych wydarzeń turniejami rycerskimi. W pełni na wiarę zasługuje natomiast informacja "Księgi henrykowskiej" o zorganizowaniu turnieju w 1243 roku przez księcia śląskiego Bolesława Rogatkę. O turnieju tym wspomniano w "Księdze" wyłącznie dlatego, że rycerze zaproszeni do udziału w nim zażądali, aby książę wpierw ofiarował coś Bogu. Trudno im się w pewnym sensie dziwić. Kościół był nieprzychylnie przecież ustosunkowany do tej formy rozrywki, na turniejach zdarzały się wypadki, a kto chciał spocząć na nie poświęconej ziemi? Dlatego klasztorowi w Henrykowie ofiarowano wieś Jaworowice. Nie można wykluczyć, iż turnieje organizowano już wcześniej, tym bardziej, że samego Bolesława Rogatkę scharakteryzowała "Księga henrykowska" jako miłośnika turniejów już od czasów młodości. Co do samej Polski, to przyjmuje się zazwyczaj, iż pierwszy turniej miał miejsce w Krakowie w 1364 roku. Wspomniany on został nie tylko przez Długosza, lecz również przez Wilhelma de Machaut, w jego rymowanej kronice opisującej podróże króla Cypru Piotra po Europie. W 1364 roku Piotr wraz z królem Czech Karolem IV Luksemburgiem zawitali do Krakowa. Stawili się tam również król Węgier Ludwik, król Danii Waldemar, książęta mazowieccy, śląscy i pomorscy. Kazimierz Wielki z tej okazji urządził wielodniowe turnieje, którym towarzyszyły tańce. Zwycięzcom król Polski rozdał nagrody. Czy był to rzeczywiście pierwszy turniej? Długosz wspominał o turniejach towarzyszących zaślubinom Wacława II i koronacji Kazimierza Wielkiego. Tyle tylko, iż nie potwierdzają tego żadne inne źródła. Natomiast przyjmuje się za wiarygodne informacje Długosza o turniejach za Jagiellonów. Towarzyszyły one niejednej uroczystości chociażby za panowania Jagiełły: w 1386 roku starcia kopijników i szermierzy uświetniały koronację Jagiełły na króla Polski, w 1402 roku uroczyste zaślubiny Jagiełły z Anną, córką hrabiego Cylii Wilhelma, w roku następnym uroczystą koronację Anny na królową Polski, w 1424 roku z kolei koronację Zofii Holszańskiej na królową Polski. Turnieje zorganizowano także dla uczczenia wizyty w Polsce w 1397 roku króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego, który osobiście zresztą walczył w szrankach. Niestety wszystkie te informacje są lakoniczne. Możemy stwierdzić, że turnieje w Polsce organizowano, ale nie wiemy nic o ich charakterze: czy były to starcia pojedyncze, czy też grupowe, a tym bardziej oprawie. Należy jednak wątpić, czy była ona tak barwna, jak cytowane przykłady. Nic nie wiadomo też o inscenizowaniu ich na wzór romansów rycerskich. Nie można nawet stwierdzić z pewnością, czy polscy władcy osobiście brali w nich udział by dowieść swych cnót rycerskich, czy też nie. Natomiast polscy rycerze uczestniczyli w turniejach organizowanych przez innych władców. Odnosili przy tym niejakie sukcesy. Przykładowo według Długosza w 1404 roku, aby uczcić zawarcie pokoju polsko - krzyżackiego w Raciążu, wielki mistrz krzyżacki, Konrad von Jungingen, zaprosił Jagiełłę do Torunia na trzydniowe uroczystości, które uświetniono turniejem rycerskim. Na placu ścierali się rycerze polscy i krzyżaccy. Początkowo Polakom nie sprzyjało szczęście. Widząc to król rozkazał wziąć udział w turnieju Dobiesławowi z Oleśnicy. Okazał się on niepokonany, choć wielki mistrz wysyłał przeciw niemu kolejnych rycerzy. Ostatecznie - około trzeciej w nocy - Dobiesław pozostał sam jeden na placu turniejowym.

Na koniec można jeszcze wspomnieć o pewnym pojedynku rycerskim. W kronice Wiganda z Marburga znaleźć można informację, że w 1394 roku podczas krzyżackiej wyprawy na Litwę miało miejsce interesujące wydarzenie. W wyprawie tej uczestniczyli rycerze francuscy. W trakcie oblężenia Wilna Francuzi zaproponowali Polakom turniej rycerski o zbroje i konie. Do starcia nie doszło, gdyż zabronił go wielki mistrz, który oświadczył, że pojedynek z Polakami nie przyniesie zaszczytu, albowiem Polacy są nieprzyjaciółmi wiary. U Długosza wypadki te zostały opisane błędnie pod rokiem 1390. W tym czasie Witold sprzymierzony był z Krzyżakami przeciw Jagielle. Tym samym zmienione zostały okoliczności wydarzenia. Nie mówiąc o tym, że wygląda ono w opisie polskiego kronikarza nieco odmiennie. Ale zostawmy te naukowe dywagacje. W trakcie oblężenia Wilna rycerze francuscy oskarżyć mieli Polaków, iż udzielają pomocy pogańskim Litwinom. Jedni i drudzy aby bronić swych racji zdecydowali się na pojedynek rycerski. Turniej, w którym każdą ze stron miało reprezentować czterech rycerzy, miał się odbyć w Pradze, na dworze króla czeskiego Wacława IV Luksemburskiego. Wprawdzie reprezentanci rycerzy polskich i francuskich w oznaczonym dniu stawili się do Pragi, jednak do walki nie doszło. Wacław IV przy pomocy mediatorów doprowadził do pogodzenia zwaśnionych stron. Wszystko zakończyć się miało wystawną ucztą zorganizowaną przez króla czeskiego.

W każdym razie do Polski przeniesiono z zachodniej Europy ów widowiskowy element kultury rycerskiej, jakim był turniej. Nie przybrał on jednak raczej tak wyszukanych i różnorodnych form, a przynajmniej ówcześni kronikarze nie raczyli nic na ich temat przekazać.

Site copyrights© 2016 by Karol Ginter