Publicystyka
 
 
 
 

 

 

 
Trędowaci w średniowieczu

Trąd to choroba, która prowadzi do ogromnych zniekształceń. Wyróżnia się dwie jego formy. W pierwszej ograniczał się do zmian skórnych - swędzących guzów i guzków, które stopniowo ogarniały całe ciało i uciskały inne tkanki, co dawnymi czasy prowadziło do śmierci w straszliwych cierpieniach. W drugiej formie, w której rozwój choroby był powolniejszy, zmianom skórnym towarzyszyły zmiany neurologiczne, przejawiające się chociażby w zaniku czucia, czy porażeniach części ciała. Także i ta odmiana trądu mogła doprowadzić do śmierci. Pierwotnie trąd rozpowszechniony był w Afryce. Od XI do XIII wieku trąd zbierał straszliwe żniwo w Europie. Był to okres największego nasilenia tej choroby na naszym kontynencie, chociaż w innych stuleciach choroba ta również dawała o sobie znać. Do Polski trąd przywędrował w XIII stuleciu, zawleczony do nas przez uczestników wypraw krzyżowych oraz kolonistów niemieckich. Jedynym sposobem radzenia sobie z trądem było przymusowe izolowanie chorych w odosobnionych szpitalach zwanych leprozoriami. Początkowo trędowatych uważano za pokaranych za grzech nieczystości. Stąd być może brało się przekonanie, że mieli oni wzmożony popęd płciowy. Zdaniem niektórych stanowili zatem zagrożenie dla kobiet. Dlatego trędowatych mężczyzn początkowo kastrowano. Z czasem jednak zaczęto traktować trędowatych jak wybranych przez Boga i wstępujących do zakonu trędowatych. Zrezygnowano też z kastrowania. Nie sprawdziły się przewidywania niektórych, iż doprowadzi to do masowych gwałtów samotnych kobiet. Początkowo na granicy leprozoriów stawiano szubienicę, jako groźne memento dla tych, którzy chcieliby uciec z leprozorium. Wraz ze zmianą podejścia do chorych, zlikwidowano szubienice i złagodzono rygory. Ceremonia przekazania chorego do leprozorium uzyskała odpowiednią oprawę liturgiczną. Po odprawianym przez księdza nabożeństwie trędowaty odprowadzany był do wrót leprozorium. W kościele gaszono połowę świec. Ksiądz posypywał choremu głowę ziemią z cmentarza wypowiadając słowa: "Umrzyj dla świata, zmartwychwstań w Bogu!". Trędowaty porzucał swój dotychczasowy strój i otrzymywał nowy. Otrzymywał zresztą cały szereg przedmiotów, które odtąd miały być całym jego dobytkiem: grzechotkę, trzewiki, spodnie, suknię, płaszcz, kapelusz, dwie pary zasłon, baryłkę, lejek, rzemień, nóż, czarkę drewnianą, łóżko, poduszkę, kołdrę, dwie pary prześcieradeł, siekierę, szkatułkę zamykaną na klucz, stół, stołek, latarkę, łopatkę, dzbanuszek, miseczki do jedzenia, misę i garnek do gotowania mięsa. Wszystkie te przedmioty zostawały poświecone. Ksiądz odczytywał trędowatemu listę zakazów:
1. Zakazuję ci na zawsze wchodzić do kościoła, klasztoru, młyna, przychodzić na targ, jarmark, przebywać w towarzystwie ludzi zdrowych.
2. Zakazuję ci wychodzić z leprozorium inaczej niż w twoim ubraniu trędowatego.
3. Zakazuję ci myć ręce lub cokolwiek z twoich rzeczy w rzece, studni; zakazuję ci również stąd pić; jeśli chcesz wody do picia, czerp ją z twojej baryłki i tylko twoją czarką.
4. Zakazuję ci dotykać jakiegokolwiek przedmiotu, który kupujesz lub targujesz, póty póki nie będzie twoim.
5. Zakazuję ci wchodzić do karczmy; jeśli chcesz wina bądź je kupujesz, bądź ci je dają, podaj swoją baryłkę, żeby co do niej nalano.
6. Zakazuję ci obcować z jakąkolwiek inna niewiastą niż twoja niewiasta.
7. Zakazuję ci, jeśli spotkasz na drodze osobę, która do ciebie chce mówić, zwracać się do niej inaczej niż pod wiatr.
8. Zakazuję ci wchodzić w wąską uliczkę, gdzie byś mógł spotkać przechodnia, który by się musiał prawie otrzeć o ciebie.
9. Zakazuję ci, gdziekolwiek idziesz, dotykać się studzien lub sznurów inaczej niż w rękawiczkach.
10. Zakazuję ci dotykać się dzieci lub dawać im cokolwiek.
11. Zakazuję ci pić lub jeść inaczej niż tylko w twoich własnych naczyniach.
12. Zakazuję ci pić i jeść w towarzystwie innych niż trędowatych.

Jak widać izolacja miała być całkowita. Odtąd trędowaty musiał grzechotką oznajmiać swą obecność, aby odstraszać w ten sposób zdrowych. Jego życie miało upływać na modlitwie. Taki los społeczeństwo średniowieczne gotowało trędowatym. Niestety poziom ówczesnej medycyny nie był wysoki. Strach przed trądem sprawiał, że pod chorobę tę mogły być podciągane inne dolegliwości skórne, takie jak grzybica czy świerzb. Poza tym długotrwałe spożywanie mąki z ziarna zakażonego sporyszem prowadzi do wystąpienia na skórze wrzodów i grubin, bardzo łatwych do pomylenia ze skórną postacią trądu. Lekarz wolał nie przypatrywać się dokładniej, aby się nie zarazić. Los niesłusznie posądzonego o trąd był nie do pozazdroszczenia. Chorobą ta można zarazić się poprzez dłuższy kontakt z chorymi. Osoby skazane na pobyt w leprozorium były zatem skazane na powolną śmierć. Tylko wyjątkowo dochodziło do cofnięcia choroby. Przypadki wyleczenia przypisywano ingerencji świętych np. św. Jadwigi śląskiej, św. Mikołaja z Bari, św. Olafa itd. Ustąpienie choroby najczęściej tłumaczy się pomyłkami przy stawianiu diagnozy, czyli nie byłyby to rzeczywiste wyleczenia, a jedynie ustąpienie objawów, które brano za oznakę trądu. Niewykluczone jednak, że osoby o bardzo silnym układzie odpornościowym były w stanie pokonać chorobę.

 
 
Site copyrights© 2006 by Karol Ginter