"Szalejący dżokerzy"

Szalejący dżokerzy

Dzień Dzikiej Karty to specyficzne święto. Obchodzone jest w rocznicę dnia, w którym takizjański wirus, zwany potocznie wirusem dzikiej karty, został rozpylony nad Nowym Jorkiem. Wprawdzie nie wszyscy mają powody by się cieszyć, ale zarówno dżokerzy jak i asowie celebrują ten dzień w szczególny sposób. Właśnie zbliża się czterdziesta rocznica pojawienia się na Ziemi wirusa.

Astronom, jeden z ocalałych wyznawców kultu rozbitego przez grupę asów, chce dokonać zemsty. Pragnie zabić wszystkich, którzy wzięli udział w akcji przeciw kultowi. Fortunato znowu musi stanąć do walki. Tymczasem miasto ogarnął typowy chaos związany ze świętem. A jakby mało było problemów, uaktywniły się grupy przestępcze, które toczą brutalną walkę o kontrolę nad Dżokerowem. Wszystko to ułatwia zadanie Astronomowi.

"Szalejący dżokerzy" to powieść mozaikowa. Wątki dotyczące różnych postaci napisali różni autorzy. Co zadziwiające, narracja prowadzona jest bardzo płynnie i nie sposób dostrzec, że poszczególne fragmenty mają innych autorów. Nie mam pojęcia, jak udało się to osiągnąć, bo gdy czytałem opowiadania, różnice stylu były zauważalne. Pewnie duża w tym zasługa redaktora, czyli George'a R. R. Martina.

Powieść wypadła znacznie lepiej niż wcześniejsze zbiory opowiadań. Dobra fabuła. Świetnie poprowadzone wątki, które przecinały się ze sobą, ale toczyły się niezależnie. Znakomicie budowane napięcie. Zwroty akcji. Ciekawie skonstruowane postaci. Doszło do tego, że w końcówce zarwałem noc, bo nie mogłem oderwać się od lektury. Ostatnio zdarza mi się to nadzwyczaj rzadko. Oby tak dalej w kolejnych tomach.

Site copyrights© 2017 by Karol Ginter