Od chwili, gdy wysiada w porcie w Vernes, Hadrian Blackwater musi stawiać czoła nieustającym przeciwnościom. Jest zmęczony miesięcznym pobytem na morzu. Czeka go dalsza podróż do Sheridan. Tymczasem los się na niego uwziął. Najpierw jakiś ulicznik pozbawia go torby. Na szczęście szybko się okazuje, że nie była to kradzież, tylko wymuszona usługa. Zaraz potem jednak o mało nie zostaje przymusowo zamustrowany na statek. Lata wojaczki nie poszły na marne i dość łatwo radzi sobie z kilkoma osiłkami, do których nie docierają argumenty słowne. Niestety, w związku z tą awanturą potrzeba udania się w dalszą podróż i opuszczenia Vernes staje się tym bardziej nagląca. Hadrian trafia na barkę i odpływa z miasta. Po to tylko, by się przekonać, że znowu jest w tarapatach. Atmosfera wśród pasażerów barki nie jest najlepsza. Zwierzają się oni Hadrianowi z podejrzeń, że na pokładzie jest morderca. I wkrótce okazuje się, że mają rację. A to wcale nie koniec niefortunnych okoliczności, z którymi przyjdzie mu się zmierzyć.
Autor postanowił opisać wcześniejsze przygody bohaterów cyklu "Odkrycia Riyrii". "Wieża koronna" to początek cyklu "Kroniki Riyrii". Początek bardzo zachęcający. Fabuła nie grzęźnie w dłużyznach i nie razi absurdami. Jest za to sporo zwrotów akcji, odrobina humoru i tajemnica. Choć oczywiście czytelnicy wydanych wcześniej książek o przygodach Hadriana i Royce'a znają już przyszłość tych postaci. Znają zatem rozwiązanie wielu zagadek. Tak to już jest z prequelami.
Sullivan świetnie poradził sobie z zadaniem ukazania początków współpracy bohaterów. Pamiętam, że podczas lektury wcześniejszych książek stawiałem zarzut, że postaci kreowane przez Sullivana są papierowe. Tym razem autor dokłada starań, by postaci były bardziej złożone i ciekawsze. Efekt jest naprawdę niezły. Hadrian i Royce mają odmienne doświadczenia i w związku z tym kompletnie inaczej postrzegają świat. Sullivan bardzo wiarygodnie przedstawia ich początkową wzajemną niechęć i ewolucję ich wzajemnych relacji.
Hadrian i Royce to nie jedyni ciekawi bohaterowie tego tomu. Ważną postacią jest także Gwen. Czytelnik dowiaduje się, jak zaczęła się jej kariera i jak poznała Hadriana i Royce'a. I jeszcze jedna kluczowa, a zarazem intrygująca postać, to Arcadius. To z jego powodu Hadrian i Royce zmuszeni są współpracować. Arcadius ma doskonale rozpisane dialogi.
Jak to zwykle ze mną bywa, w przypadku książek, które mi się podobają, nie jestem tak elokwentny, jak w przypadku, gdy mam do książki zastrzeżenia. Powieść przeczytałem szybko i z prawdziwą przyjemnością. Tempo akcji było wystarczające, by część mózgu odpowiedzialna za głębszą analizę zanadto się nie pobudziła. Zatem książkę polecam.