Brian Staveley
"Miecze cesarza"

Brian Staveley Miecze cesarza

W odległym górskim klasztorze mnisi znęcają się nad Kadenem. Młodzieniec doświadcza najróżniejszych form udręki. Niezwykłe jest to, że Kaden jest następcą cesarskiego tronu. Nie wie, że jego ojciec został właśnie zamordowany. Tym samym on stał się cesarzem. Torturowanym i upokarzanym. Cierpienia znosi jednak cierpliwie, bo wierzy głęboko, że robi to w słusznej sprawie.

Brat Kadena, Valyn, też doświadcza cierpień i upokorzeń. Odbywa brutalny trening w elitarnej jednostce. Wszyscy starają mu się udowodnić, że jest nikim. Przynajmniej jednak ma nieco więcej swobody od brata.

To było tak. Czytam. Nic się nie dzieje. Długie monologi wewnętrzne bohaterów. Ziewam. Jestem jednak uparty i dalej czytam. Połowa książki. Nadal nic się nie dzieje. Zacząłem przekartkowywać. Na ostatnich stronach trochę akcji. Przyznaję, że więcej emocji dostarczała lektura książek telefonicznych.

Wciąż nie mogę rozgryźć grupy docelowej. Ze względu na poziom naiwności i spiętrzenia absurdów dowodzących, że autor nie ma bladego pojęcia o meandrach władzy, podejrzewam, że adresował powieść do niezbyt wyedukowanej młodzieży. Z drugiej strony, są też treści adresowane do dorosłych. Może zatem grupa docelowa to zdziecinniali pensjonariusze domów spokojnej starości? To tłumaczy awangardowe podejście do akcji, czy jej wyeliminowanie. Chodzi zapewne o to, by nadmiar emocji nie uszczuplił zdrowia staruszkom.

Trzeba przyznać, że autor osiągnął niezwykłe mistrzostwo w spiętrzaniu bredni. Już sam pomysł, że władca wysyła na daleką prowincję obu potencjalnych sukcesorów, dowodzi bezmyślności. A potem było jeszcze gorzej. Nikt ich nie uczy tajników rządzenia. Nikt nie szanuje. Nie zamierzam robić dalszego wyliczenia, bo straciłbym więcej czasu, niż to warte.

Muszę zapamiętać nazwisko autora. Po to, żeby nigdy więcej nie sięgnąć po cokolwiek, co napisze.

PS. Wiem, że ludzie od reklamy gotowi są popełnić dowolną podłość. Ale ile razy można podcierać sobie tyłek George'em R. R. Martinem? Na miejscu Martina zacząłbym wytaczać procesy.

Site copyrights© 2017 by Karol Ginter