Śmierć Cezara, czyli porażka wspaniałomyślności

Gdy 15 marca 44 r. p.n.e. Gajusz Juliusz Cezar przybył do senatu, otoczyła go liczna grupa senatorów. Jeden z nich zerwał z Cezara togę. Następni zaczęli zadawać ciosy sztyletami. Cezar próbował walczyć lub uciec, ale wrogów było zbyt wielu. Otrzymał 23 rany. Jedna z nich była śmiertelna. Stojący nad ciałem dyktatora zamachowcy ogłosili przywrócenie wolności republice. Jednak większość senatorów nie zareagowała entuzjazmem. Uciekli przerażeni. Nie ucieszyło ich zabicie człowieka, który siłą zaprowadził swoje rządy w Rzymie i dewastował ustrój republikański?

Ustrój republiki rzymskiej

Forum Romanum (2019)

Republikę rzymską cechował dość specyficzny ustrój. Występowały w nim elementy demokratyczne, ale tak naprawdę władzę sprawowała wąska grupa arystokratów. To było problemem republiki rzymskiej od samego początku. Generowało to co pewien czas duże napięcia społeczne i wywoływało kryzysy. Wszystkie je udało się zażegnać. Elity rzymskie były elastyczne i świadome, jak ważna jest możliwość awansu społecznego. Przyjmowały w swoje szeregi nowych ludzi. Ci, którzy awansowali do elity, stawali się częścią systemu, który dbał o utrzymanie władzy arystokracji. Nie powinno zatem dziwić, że przez cały okres istnienia republiki nieproporcjonalnie duża liczba wyższych urzędników pochodziła ze stosunkowo małej grupy rodzin arystokratycznych. Arystokraci wiedzieli, jak utrzymać władzę.

Nie było barier formalnych, które blokowałyby dostęp do urzędów osobom spoza arystokracji. Jednak kampania wyborcza była kosztowna, co w naturalny sposób ograniczało grono kandydatów. Zresztą w I wieku p.n.e. nie chodziło już tak naprawdę o zdobycie wyborców, ile o ich kupienie lub zastraszenie. Plutarch opisał ówczesne metody zdobywania poparcia następująco: "Bo ludzie ubiegający się o wyższe urzędy urządzali najpierw publiczne uczty i w ten bezwstydny sposób przekupywali tłumy prostych obywateli; ci zaś, najęci przez nich, walczyli potem o wygraną swych dobroczyńców już nie głosami wyborczymi, ale łukami, mieczami i procami! Nieraz więc mównica publiczna splamiona została krwią i trupami, gdy tłumy rozchodziły się z Forum, pozostawiając Rzeczpospolitą w nierządzie, jak okręt bez sternika, na pastwę losu."

Arystokrata, nawet jeśli nie był majętny, mógł liczyć na swoje koneksje rodzinne. Dobre nazwisko wiele znaczyło. Niedostatki majątku można było zrekompensować pożyczką. Nic dziwnego, że rywalizacja o urzędy zadłużonych po uszy arystokratów bywała niezwykle brutalna. Porażka w wyborach mogła oznaczać bankructwo. Sukces oznaczał szansę wzbogacenia się w prowincji, do której urzędnik trafiał po upływie kadencji. Sam Cezar był niezwykle zadłużony, zanim zwycięstwa w Galii nie uczyniły go majętnym.

Najważniejszą instytucją, która decydowała o wszystkich sprawach państwowych, był senat. Składał się on z arystokratów, którzy wcześniej pełnili jeden z urzędów państwowych. Zgromadzenia ludowe, które były elementem demokratycznym w ustroju republiki rzymskiej, wybierały urzędników i przegłosowywały ustawy. Jednak to senat zmonopolizował prawo do przygotowywania projektów nowych ustaw. Wprawdzie pojawiały się próby ominięcia senatu, ale zazwyczaj kończyły się one tragicznie. Najbardziej znanym przykładem mściwości senatu był los Tyberiusza Grakchusa w 132 r. p.n.e. Chciał on poprawić sytuację ludu. Planował przekazać biednym część ziem publicznych. Formalnie należały one do państwa, ale zostały przez elitę zawłaszczone. Projekt takiej ustawy nie miał szans w senacie, choć część senatorów go poparła. Większość wolała bronić swoich interesów. Zdesperowany Tyberiusz odwołał się bezpośrednio do zgromadzenia ludowego. To był zamach na władzę arystokratów, którzy nie mogli tego darować. Grakchus i jego zwolennicy zostali brutalnie zamordowani z błogosławieństwem senatu. Morderców nie ukarano.

Napięcia między obrońcami uprzywilejowanej pozycji arystokracji a zwolennikami reformy państwa i zwiększenia roli niższych warstw społecznych, doprowadziły do serii konfliktów. Ich zwieńczeniem były nieustanne wojny domowe w I wieku p.n.e. Obrońców władzy senatu nazywa się optymatami. Zwolennicy demokratyzacji to popularzy. Tyle tylko, że nie były to stronnictwa polityczne w dzisiejszym rozumieniu. Poszczególni politycy w swojej działalności odwoływali się do określonych postaw, ale nie deklarowali ani przynależności politycznej, ani nie przedstawiali programu politycznego.

Juliusz Cezar jest zaliczany do popularów. Człowiek ogłoszony tyranem zawsze walczył o poprawę sytuacji biedniejszych obywateli rzymskich. Zabiegał też o poszerzenie dostępu do władzy dla kolejnych warstw społecznych. Oczywiście, można to tłumaczyć wyrachowaniem. Łatwiej zdobyć głosy wyborców hasłami rozdawnictwa. W końcu, większość wyborców stanowili biedni. Korumpowanie ubogich zawsze było łatwiejsze od korumpowania bogatych. Cezar odniósł na tym polu znaczące sukcesy, nic zatem dziwnego, że to nie biedni okrzyknęli Cezara tyranem, tylko zamożni i uprzywilejowani. Ubodzy go kochali i właśnie dlatego późniejsze losy zamachowców były tak tragiczne. To wydaje się nieprawdopodobne, ale zamachowcy naprawdę wierzyli, że lud rzymski ucieszy się z zamordowania Cezara. Zamachowcy nigdy niczego dla tego ludu nie zrobili, a Cezar wiele. Nawet jeśli czynił to z wyrachowania, miłość, którą mu odpłacono, była prawdziwa.

Początki kariery Cezara

Młodość Cezara przypadła na burzliwy okres wojen domowych i czasy dyktatury. Spór Mariusza (populara) z Sullą (optymatem) zachwiał fundamentami republiki. Jednak okres ten nigdy nie zagościł w kulturze popularnej, dlatego dla wielu pozostaje szerzej nieznany. Tymczasem wtedy właśnie konserwatywna arystokracja siłą narzuciła korzystne dla siebie rozwiązania ustrojowe i postawiła tamę dalszemu upodmiotowieniu biedniejszych obywateli. Było tylko kwestią czasu, gdy pojawią się politycy, którzy postanowią wykorzystać niezadowolenie ludu.

Od lat młodzieńczych Cezar lubił się wyróżniać. Ubierał się ekstrawagancko. Zamiast tradycyjnej dla Rzymianina białej tuniki z krótkimi rękawami, nosił tunikę z długimi rękawami obrzeżonymi frędzlami. Na dodatek zakładał na tę tunikę luźny pas, podczas gdy Rzymianie chodzili nieprzepasani.

W czasie dyktatury Sulli Cezar był jednym z represjonowanych. Zawinił tym, że jego żona była córką wroga Sulli. Odmówił, gdy dyktator zażądał od niego, by się rozwiódł. W konsekwencji musiał się ukrywać z obawy o własne życie. W końcu go schwytano, ale dzięki zabiegom rodziny został ostatecznie ułaskawiony.

Cezar piął się po szczeblach kariery urzędniczej zgodnie z określonymi przez republikę zasadami. Trzeba jednak zaznaczyć, że pochodził z rodu niezbyt ustosunkowanego, a mimo tego zdobywał kolejne urzędy publiczne: trybuna wojskowego, kwestora, edyla, a wreszcie w 61 r. p.n.e. pretora. Jako były pretor otrzymał namiestnictwo Hiszpanii. Do tego wszystkiego od 63 r. p.n.e. był najwyższym kapłanem. Jak widać, Cezar łączył funkcje kapłańskie z urzędem państwowym i dowództwem wojskowym. Rzymianie nie znali podziału ani na wojskowych i cywili, ani na świeckich i duchownych. Dopiero w późniejszych stuleciach, na gruncie zachodniego chrześcijaństwa, zrodziły się podziały, które wydają nam się czymś naturalnym.

Ponieważ przepisy wymagały, by kandydaci na poszczególne urzędy mieli określony wiek minimalny, za sukces uważano wygranie wyborów za pierwszym podejściem, czyli w momencie osiągnięcia wieku minimalnego. Cezarowi się to udawało. Kasjusz Dion, komentując sposób, w jaki Cezar pokonał rywali zabiegających o urząd najwyższego kapłana, napisał: "Cezar okazał się bowiem człowiekiem niezwykle skorym do służenia i schlebiania każdemu, nawet zwykłym ludziom, nie cofał się przed żadnym słowem i czynem, byleby tylko osiągnąć cele swych dążeń. Nie odstraszało go przejściowe poniżenie, wobec widoków przyszłej potęgi. Zabiegał o względy ludzi, nad którymi usiłował wziąć górę, jak gdyby mieli większe od niego wpływy."

W czasie pełnienia żadnego ze wspomnianych wyżej urzędów Cezar nie wyróżnił się niczym szczególnym. Opowiadał się po stronie popularów i tym samym starał się reprezentować interesy ludu, ale takich polityków było wielu. Nie czyniło go to na tyle wyjątkowym, by mógł liczyć na pozyskanie wyborców samymi hasłami. Musiał ponosić znaczne koszty w celu zdobycia popularności, a w razie potrzeby - także kupienia wymaganych głosów. To oznaczało konieczność zaciągania długów, bo na realizację ambicji politycznych majątek rodzinny nie wystarczał. Dlatego ciągle miał na karku wierzycieli.

I triumwirat

Przełomowym momentem w karierze Cezara było zawarcie sojuszu z Markiem Krassusem i Gnejszem Pompejuszem w 60 r. p.n.e. Cezar potrzebował protekcji potężniejszych od niego polityków, by zdobyć urząd konsula. Porozumienie polityczne Krassusa, Pompejusza i Cezara miało charakter nieformalny i utrzymywane było w tajemnicy. Przeszło do historii jako I triumwirat. Swetoniusz tak przedstawił rolę Cezara w jego powstaniu: "Pogodził na nowo Pompejusza z Markiem Krassusem, dawnym jego przeciwnikiem z czasów konsulatu, który wspólnie sprawowali w najwyższej niezgodzie. Wreszcie z obydwoma zawarł porozumienie, w myśl którego nic nie miało się dziać odtąd w państwie, co mogłoby się nie podobać jednemu z trzech."

Triumwirowie określili swoje cele i sposób ich realizacji. Sojusz ten nigdy by nie powstał, gdyby nie opór senatu wobec propozycji składanych przez Marka Krassusa i Pompejusza. Cezar tylko wykorzystał sposobność, bo na tle dwóch pozostałych, którzy już odnieśli sukcesy, zapewnili sobie sławę i potęgę, on dopiero aspirował do chwały. Był ambitny i piął się mozolnie po szczeblach kariery urzędniczej, ale to dzięki swoim sojusznikom został konsulem w 59 r. p.n.e.

Konsul Cezar kontra senat

Jako konsul, Cezar szybko wdał się w konflikt z senatem. Było to nieuchronne, skoro miał przeforsować ustawy, na które senat do tej pory się nie zgadzał. Plutach napisał: "Od razu starał się pozyskać sobie niezamożnych i biednych przeprowadzając uchwały o kolonizacji miast i podziale pól. Wykraczało to poza ramy tej jego władzy i w pewnym sensie zmieniało konsulat w trybunat ludowy." Jak wiadomo, nie ma nic gorszego i bardziej występnego, niż troska o biednych...

Przeciwnicy Cezara w senacie sięgali po sztuczki proceduralne i różne formy obstrukcji, byle tylko nie dopuścić do przegłosowania jego projektów. Mistrzem w tej materii był Katon Młodszy. Sesje senatu były jednodniowe i zwoływano je co pewien czas. Katon potrafił mówić bez przerwy przez wiele godzin. Dopóki mówił, nikt inny nie mógł zabrać głosu. Nie można też było zagłosować. Jego wielogodzinne przemówienia trwały więc aż do końca dnia, czyli końca obrad. Sesja senatu kończyła się niczym, a na następnej zabawa zaczynała się od nowa. Cezar nie miał do tego cierpliwości i kazał uwięzić Katona. Nie było to przemyślane posunięcie. Przeciwnicy Cezara w senacie wykorzystali to propagandowo. Cezar pokazał, że gotów jest sięgać po rozwiązania siłowe, byle tylko osiągnąć swój cel. To był zamach na senat. Wśród arystokracji zawrzało.

Z punktu widzenia Cezara, wrogość senatu była ceną, jaką musiał zapłacić, aby zrealizować swoje cele. Nie zrażał się tym bynajmniej. Dopóki sprawował urząd, chronił go immunitet i jego przeciwnicy nic mu nie mogli zrobić. Terroryzował więc i zastraszał senatorów. Używał do tego celu band uzbrojonych zwolenników, które panoszyły się na Forum. Znajdowali się wśród nich także żołnierze Pompejusza. Wrogowie Cezara z obawy o swój los przestali przychodzić na obrady senatu. Wymogu kworum nie było. Projekty ustaw Cezara zyskały poparcie senatu i mogły zostać skierowane do przegłosowania do zgromadzenia ludowego.

Ostatnią nadzieją przeciwników triumwira był drugi konsul, Bibulus. W końcu, właśnie dlatego konsulów było zawsze dwóch, aby zapobiec powrotowi jednowładztwa. Istotą ustroju rzymskiej republiki było uniemożliwienie jednostce lub grupie osób sięgnięcia trwale po najwyższą władzę w państwie. Jednak w I wieku p.n.e. zabezpieczenia wmontowane w system przestały działać.

Bibulus podjął próbę storpedowania działań Cezara. Nie bardzo chciał zaatakować merytorycznie same projekty ustaw. Przewidywały one poprawę sytuacji biednych, a to oznaczało, że lud, czyli elektorat, był z nich zadowolony. Spróbował zatem sprytnego wybiegu. Ogłosił publicznie, że bogowie są przeciwni projektom Cezara, czego dowodzą znaki na niebie. Gdy to nie zadziałało, ustanowił na resztę roku święto, a w święta żadne zgromadzenia nie mogły się zbierać. Cezar to zignorował. Bibulus, choć przyszedł na Forum w otoczeniu uzbrojonych ludzi, szybko się przekonał, że zwolennicy Cezara mają przewagę liczebną. Musiał ratować się ucieczką. Na jego głowę wylano nieczystości. Skutkiem tego, jak napisał Swetoniusz: "To wszystko doprowadziło Bibulusa do takiej rozpaczy, że aż do końca swego urzędowania ukrywał się w domu i tylko przez publiczne obwieszczenia [edykty] wyrażał swój sprzeciw." Kasjusz Dion opisał zachowanie Bibulusa do końca kadencji następująco: "Nie ruszał się z mieszkania, a ilekroć Cezar usiłował wprowadzić jakąś nowość, za pośrednictwem sług zawiadamiał go, że jest święty okres i że na mocy prawa nie można bez naruszenia przepisów religijnych w tym czasie nic przedsięwziąć."

Cezar wygrał starcie z senatem, ale szeregi jego wrogów wśród arystokratów rosły. Czekali tylko na sposobność, by się zemścić. Podjęli pierwsze działania natychmiast po tym, jak Cezar złożył urząd konsula i został namiestnikiem Galii. Pojawiły się pozwy sądowe przeciw jego współpracownikom i jemu samemu. Cezar mógł jednak liczyć na parasol ochronny swoich sojuszników politycznych. Uchwalono, że nie można pozywać do sądu osób, które przebywają poza Rzymem z powodu powierzonego im urzędu. Cezar chwilowo był bezpieczny. Dopóki istniał triumwirat, mógł liczyć, że nic mu nie grozi. Jednak w 53 r. p.n.e. Marek Krassus zginął w czasie walk z Partami w Syrii.

Koniec sojuszu Cezara i Pompejusza

Wrogowie Cezara musieli teraz tylko poróżnić Pompejusza z Cezarem. Zabrali się do tego naprawdę energicznie. Pompejusz zdobył sławę największego żyjącego wodza rzymskiego. Był czas, że cieszył się ogromną popularnością wśród ludu. Część senatorów oskarżała go wówczas o dążenie do tyranii. Katon pomawiał go o wszystko co najgorsze i był jego zaciekłym wrogiem. Teraz to jednak Cezar, dzięki swoim zwycięstwom w Galii, cieszył się większą popularnością niż Pompejusz. Budził też większą nienawiść wśród konserwatywnych senatorów, którzy bronili uprzywilejowanej pozycji arystokracji. Plutarch tak opisał panujące nastroje: "Wielu też znalazło się takich, którzy mieli odwagę mówić nawet publicznie, że nie ma innego lekarstwa dla państwa jak tylko ustrój monarchiczny; trzeba jedynie, żeby to lekarstwo podał mu lekarz, który to zrobi najmniej boleśnie. A mieli przy tym na myśli Pompejusza. On sam, co prawda, dla pięknych pozorów wymawiał się od tego, w rzeczywistości jednak całe jego postępowanie zmierzało przede wszystkim do tego, żeby zostać dyktatorem. Dlatego to Katon i ludzie, myślący podobnie jak on, radzili senatowi mianować Pompejusza. konsulem bez kolegi, żeby już nie wymuszał na nich dyktatury, skoro ambicje jego zostaną zaspokojone tą formą jedynowładztwa, dającą się łatwiej pogodzić z istniejącymi ustawami."

Mamy zatem ciekawą sytuację. Z obawy przed Cezarem senatorzy - na czele z samym Katonem - zgadzają się na jakąś formę monarchii! Owszem, ładnie opakowaną, aby utrzymać pozory republiki, ale jednak monarchię. Raz jeszcze triumfuje maksyma, że cel uświęca środki. Skoro Cezar chce rzekomo dyktatury, to wprowadźmy ją sami, ale obsadźmy na tym stanowisku swojego człowieka. Taką dyktaturę możemy przecież zaakceptować, czyż nie? Hipokryzja w najczystszym wydaniu. Nietrudno zrozumieć prawdziwy sens działań konserwatywnych arystokratów. Bali się nie tyle samej monarchii, choć głośno o tym krzyczeli, ile uszczuplenia majątków i wpływów, jeśli monarchą zostanie niewłaściwa osoba.

Odrębną kwestią jest, czy Cezar rzeczywiście dążył do wprowadzenia dyktatury przed wywołaniem wojny domowej. Naturalnie, historycy starożytni oskarżali Cezara, że już wręcz od lat młodzieńczych marzył o dyktaturze, a kolejne zamachy na republikę przygotowywał co parę lat, tylko że zawsze jego niecne zamiary udawało się pokrzyżować. Przywoływali w tym miejscu świadectwa wielu współczesnych Cezarowi. Jakimś dziwnym trafem wszystkie one były autorstwa zajadłych wrogów Cezara. I do tego powstały już po wybuchu wojny domowej. Tym samym nie budzą zaufania. Nie można wykluczyć, że pojawiały się obawy, co do osoby Cezara i jego ambicji, ale konserwatywni arystokraci najpierw bali się raczej jego zapędów reformatorskich, a potem nade wszystko chcieli wywrzeć zemstę za jego działalność jako konsula. Reszta to ahistoryczne przenoszenie w przeszłość opinii z czasów dyktatury Cezara i późniejszych. Przecież to jasne, że skoro został dyktatorem, to znaczy, że dążył do tego przez całe życie...

Pycha Pompejusza

Pompejusz dał się przekonać wrogom Cezara, że należy dążyć do konfrontacji, a nie kompromisu. Cezar proponował różne rozwiązania, które uchroniłyby go przed postawieniem przed sądem. Tymczasem wszystkie wysiłki na rzecz jakiegoś porozumienia, które zaakceptowałyby obie strony, zostały storpedowane. Pompejusz był przekonany, że wciąż jest największym żyjącym wodzem. Plutarch opisał postawę Pompejusza w następujących słowach: "Nadzwyczajna pewność siebie opadła Pompejusza i odbierała mu rozumowanie oparte na rzeczywistości. Porzucił tę rozwagę, która zawsze zapewniała bezpieczeństwo jego powodzeniu i dokonaniom. Do bezwładu posuwał się w swej odwadze i wzgardzie dla sił Cezara, jakoby nawet nie broni na niego potrzebował czy jakiegoś działania wymagającego wysiłku, lecz o wiele łatwiej mógł sprzątnąć teraz tego człowieka, niż go pierwej wywyższył."

Nie wydaje się możliwe, by senat naprawdę wierzył, że Cezar zaakceptuje postawione mu warunki, pokornie stanie przed sądem, przyjmie wyrok i się z nim pogodzi. Aż tak naiwni senatorowie nie mogli być. Ich działania wyglądają jak celowa prowokacja. Dopuszczali myśl, że Cezar w tych okolicznościach podejmie walkę, ale przecież po ich stronie był Pompejusz, największy żyjący wódz rzymski, który miał na koncie niezliczoną liczbę zwycięstw na trzech kontynentach. Ryzyko wydawało się zatem skalkulowane.

Nieprzejednana i wroga postawa większości senatu skłoniła Cezara do działań, które z początku wydawać by się mogły raczej desperackie i samobójcze. Na czele tylko jednego legionu (miał on numer XIII) ruszył na Rzym. To oznaczało wybuch wojny domowej. Ten sam Pompejusz, który wcześniej Cezara lekceważył, uciekł z Rzymu razem z gromadą wspierających go senatorów. Paniczną ucieczkę z Rzymu opisał Plutarch: "Uciekali więc konsulowie, nie dokonawszy nawet ofiar, przewidzianych ustawami przy opuszczaniu miasta, uciekali tłumnie senatorowie, porywając z sobą ze swego mienia, co tylko im pod rękę wpadło, niczym złodzieje kradnący cudzą własność. Uciekali nawet tacy, którzy dotychczas gorąco popierali Cezara, a teraz wśród ogólnego popłochu także stracili orientację i dali się porwać owej fali pierzchających, choć wcale nie mieli do tego powodu."

W pewnym sensie trudno dziwić się strachowi, który ogarnął wszystkich. W czasie wojen domowych, które toczono zaledwie kilkadziesiąt lat wcześniej, zwycięzcy - nawet chwilowi - dopuszczali się brutalnych mordów. Plutarch skomentował tamtą sytuację w następujących słowach: "Tylko niewielu zabitych zginęło dlatego, że kogoś rozgniewali lub zrazili do siebie; znacznie liczniejsi zginęli  z powodu majątku, który posiadali, i nawet kaci mawiali, że ten został zabity dla swojego wielkiego domu, ów dla ogrodu, tamten dla gorących źródeł."

Nikt nie chciał ryzykować, aby sprawdzić, czy teraz będzie tak samo, czy może inaczej. Dopiero czas pokazał, że miało być inaczej. Ten zwycięzca nie zamierzał się mścić.

Łaska zwycięzcy

Cezar dowodził na każdym kroku, że to on jest najwybitniejszym rzymskim wodzem. Mimo przewagi liczebnej wojsk przeciwników, nieustannie zwyciężał. Najpierw, zdaniem Plutarcha: "W ciągu sześćdziesięciu dni Cezar stał się panem całej Italii, bez rozlewu krwi." Tropił wrogów w wielu krajach na trzech kontynentach. Wygrywał prawie każdą bitwę. I ku zaskoczeniu wszystkich, okazywał łaskawość zwyciężonym. Według Swetoniusza "Nie można stwierdzić, aby ktokolwiek z pompejańczyków zginął z wyroku Cezara - padali tylko na polu walki - z wyjątkiem jedynie trzech: Afraniusza, Faustusa i Lucjusza Cezara Młodszego. Nawet i ci podobno nie z jego zginęli rozkazu, chociaż dwaj pierwsi po darowaniu im winy przez Cezara znowu chwycili za broń przeciw niemu, zaś Lucjusz Cezar wymordować kazał wszystkich jego wyzwoleńców i niewolników ogniem i żelazem w sposób wręcz okrutny, a także wybić polecił do ostatniego wszystkie dzikie zwierzęta zakupione przez Cezara na igrzyska ludowe."

Pompejusz, choć wiedział, że Cezar okazuje łaskawość pokonanym, wolał uciec do Egiptu. To nie był dobry pomysł. Został zamordowany z rozkazu tamtejszego króla. Gdy Cezarowi przyniesiono głowę Pompejusza, miał zapłakać. Nie można wykluczyć takiej reakcji. Podobno Cezar, który nie miał męskiego potomka, od czasu konsulatu aż do wybuchu wojny domowej w testamencie wskazywał Pompejusza jako swojego spadkobiercę.

Łaski Cezara nie chciał Katon. Wolał popełnić samobójstwo. Według Plutarcha, Katon miał wypowiedzieć następujące słowa: "Gdybym ja chciał ratować się łaskawością Cezara, to bym winien osobiście udać się do niego. Ale nie chcę dziękować tyranowi za to, że łamie prawa. A łamie prawa darując życie ludziom jak udzielny władca, do czego nie ma władzy despotycznej." Trochę to mętne, ale czego spodziewać się po historyku, który jakoś usiłował zracjonalizować zachowanie Katona i równocześnie dołożyć cegiełkę do mitu o jego niezłomności?

Wojna domowa się skończyła, a Cezar kontynuował swoją wspaniałomyślną politykę wobec niedawnych wrogów. Plutarch napisał: "Naprawdę bowiem on sam od chwili zakończenia wojny domowej nie dał nikomu powodu do skarg i nie bez słusznej racji uchwalono budowę świątyni Łaskawości jako dowód wdzięczności za jego łagodny stosunek do obywateli. Bo przecież tylu tysiącom ludzi, którzy walczyli przeciw niemu, darował wolność i życie, a niektórych dopuścił nawet do wysokich godności, jak np. Brutusa i Kasjusza, którzy zostali pretorami. Kiedy zaś powalono posągi Pompejusza, nie patrzał na to obojętnym okiem, lecz kazał je postawić na nowo, co zresztą Cyceronowi dało okazję do znanej uwagi, że Cezar podnosząc posągi Pompejusza, kładzie fundament pod swoje własne."

Jak nie zostać królem

Od kiedy Cezar wkroczył do Rzymu w 49 r. p.n.e., obejmował najróżniejsze urzędy i przyjmował różne tytuły. Na miesiąc przed śmiercią otrzymał dożywotnio urząd dyktatora. Plutarch tak to skomentował: "Było to właściwie równoznaczne z ustanowieniem tyranii, jeżeli do nieograniczonej władzy dyktatora dołączył się jeszcze nieograniczony czas jej trwania."

Mimo wszystko, republika nie została zlikwidowana. Doświadczyła już w swojej historii kilku dyktatur, ale za każdym razem wszystko w końcu wracało na stare tory. Jeszcze całkiem niedawno Rzymianie musieli znosić okrucieństwa Sulli. Tyle tylko, że reprezentował on konserwatywnych arystokratów, a jego dyktatura utrwaliła ich dominację. Cezar szukał poparcia u ludu, a nie poklasku arystokracji. Choć zatem dyktatura Czara była z punktu widzenia ustrojowego tym samym, czym wcześniej dyktatura Sulli, budziła wśród arystokracji większe obawy. Nic dziwnego, że zaczęły krążyć plotki o monarszych ambicjach Cezara.

Koronnym dowodem na plany wprowadzenia monarchii miały być wydarzenia 15 lutego 44 r. p.n.e., które tak opisał Plutarch: "Było to w święto Luperkaliów. Święto to niegdyś - według świadectwa wielu autorów - obchodzili pasterze, a ma ono dużo wspólnego z obchodzonymi w Arkadii Lykajami. W Rzymie wielu młodych ludzi ze znakomitych rodzin, a nawet wysocy urzędnicy biegną wtedy ulicami miasta nago i każdego, kto im stanie w drodze, smagają dla żartu i zabawy kosmatymi biczami Dużo mężatek wychodzi wówczas umyślnie na ich spotkanie i wystawia do nich swe ręce jak w szkole pod baty, mając silne przekonanie, że to ciężarnym pomaga przy rodzeniu, a bezpłodnym daje zdolność rodzenia. Cezar przyglądał się temu, siedząc na mównicy na złotym fotelu, ubrany w strój triumfalny. Antoniusz zaś jako konsul był jednym z tych, którzy brali udział w tym kultowym biegu. Kiedy więc wbiegł na Forum i lud mu z drogi ustąpił, podbiegł do Cezara i podał mu diadem, ubrany w wawrzynowy wieniec. Na to dały się słyszeć oklaski, ale słabe i tylko z góry umówione. Cezar odtrącił diadem i wtedy dopiero nastąpiła prawdziwa burza oklasków. Podobnie gdy Antoniusz podał mu ten diadem po raz wtóry, oklaski były rzadkie, a gdy Cezar znowu nie przyjął diademu, wszyscy zaczęli go hucznie oklaskiwać. W ten sposób wystawiono tylko tłumy na próbę, po czym Cezar powstał i kazał ów diadem zanieść na Kapitol."

Historycy analizujący ten epizod dzielą się na dwa obozy. Jedni twierdzą, że Cezar zaaranżował tę sytuację, bo chciał zostać królem, ale zrezygnował z tych planów widząc niechętną reakcją ludu. Drudzy uważają, że Cezar chciał udowodnić ludowi brak ambicji monarszych i wszystko odbyło się zgodnie z zaplanowanym przez niego scenariuszem. Musimy zatem zadać sobie pytanie, co jest bardziej prawdopodobne? Jeżeli opowiemy się za pierwszym stanowiskiem, musimy przyjąć, że Cezar nie był świadom nastrojów ludu i nie umiał tym ludem kierować. Tymczasem wielokrotnie dawał dowody, że umie wykorzystywać lud do swoich celów. Umiał ludem manipulować i go korumpować. Nie miał w tym względzie żadnych skrupułów. Czy zatem ten wytrawny polityk byłby tym razem aż tak nieudolny?

Wiemy, że Cezar wydawał ogromne sumy, by zdobyć wdzięczność i popularność, czyli korumpować wyborców. Lud rzymski otrzymywał za jego rządów zboże, oliwę i bezpośrednio gotówkę. Cezar organizował publiczne biesiady dla ludu i rozdawał mięso. Zapewne to już by wystarczyło, by zyskać wystarczająco duże poparcie. Jednak Cezar na tym nie poprzestał. Organizował walki gladiatorów, przedstawienia teatralne, widowiska cyrkowe, występy atletów, a nawet naumachię, czyli inscenizację bitwy morskiej. Czy ktoś ma jeszcze wątpliwości, że wiedział, jak przypodobać się ludowi i zdobyć popularność?

Przekonanie wyborców, by zrezygnowali z wolności w części lub całości, nie jest aż takie trudne. Nie trzeba nawet szukać przykładów z przeszłości. Wystarczy przyjrzeć się czasom współczesnym. Odpowiednia retoryka, czasami wsparta transferami finansowymi, a wyborcy wręcz entuzjastycznie godzą się na rządy niedemokratyczne. Cezar przynajmniej finansował wiele wydatków z własnej kieszeni, podczas gdy współcześni politycy rozdają nieswoje.

Choć demokratom się to nie podoba, sporo polityków zdobyło władzę dyktatorską nie na drodze siłowej, ale dzięki woli większości wyborców. Wielu dyktatorów miało silny mandat społeczny. Z najbardziej znanych wspomnieć można choćby Napoleona i Hitlera. I tego poparcia społecznego nie tracili nawet, gdy sprowadzali klęski na swój naród. Skrajnym przykładem jest tutaj Hitler. Według alianckich sondaży przeprowadzonych parę lat po wojnie, Hitler pozostawał najbardziej popularnym politykiem.

Załóżmy przez chwilę, że Cezar chciał zostać monarchą. Wyłożył ogromne sumy, by zdobyć poparcie dla tej idei, ale poniósł fiasko. Czy naprawdę nie byłby tego świadom i wciąż głupio dążyłby do realizacji tego celu? Zawsze był niezwykle skuteczny w swoich działaniach, choć często oznaczało to postępowanie niezgodne z prawem. W tych okolicznościach wystarczyłoby opłacić klakierów, którzy pokierowaliby reakcjami tłumu. Jeśli chciał zostać królem, dlaczego tego nie zrobił? Czy naprawdę chciał być wyjątkowo uczciwy i zdał się na los? Tak się składa, że uczciwość zajmowała niezwykle niską pozycję w hierarchii jego wartości, czego wielokrotnie dowodził.

Lista win Cezara jest długa. Obejmuje korupcję, przemoc, wywołanie wojny domowej, a wreszcie podporządkowanie sobie republiki. Jednak republika nie przestała istnieć. W historii Rzymu bywali już wcześniej dyktatorzy. Za każdym razem republika się odradzała. Nie wiemy, co by się wydarzyło, gdyby Cezar nie został zamordowany. Wrogowie zarzucali mu chęć wprowadzenia monarchii, ale zarzuty te nie są podparte żadnymi dowodami, a co najwyżej dość niejednoznacznymi poszlakami.

Spisek

Pokonani przez Cezara wcale nie skapitulowali ostatecznie. Przegrali militarnie, ale podjęli walkę propagandową przeciw zwycięzcy. Rzymskie mury zapełniły się hasłami wymierzonymi w Cezara.

Elementem walki o ludzkie umysły było wykreowanie na bohaterskiego i bezkompromisowego obrońcę republiki Katona. To był bardzo ważny krok na drodze budowania mitu republiki. Jednak odniósł umiarkowany sukces. Nie przekonał współczesnych, bo lud nigdy za aroganckim i pyszałkowatym Katonem nie przepadał. Udało się za to przekonać do tej legendy wielu późniejszych historyków starożytnych, a za ich pośrednictwem dotrzeć do następnych pokoleń. Kiedy jednak czyta się na chłodno wywody starożytnych o Katonie i odsiewa plewy pustych epitetów, widzi się nie tyle bohatera, co skrajnie konserwatywnego reprezentanta arystokracji broniącej swojej uprzywilejowanej pozycji. Bywa tak samo ekscentryczny jak Cezar, a władzy pragnie równie mocno.

Wrogowie Cezara nie ograniczyli się do propagandy. Około 60 senatorów zawiązało spisek. Na jego czele stanęli Brutus i Kasjusz, ułaskawieni przez Cezara zwolennicy Pompejusza. Mimo uzyskania dzięki protekcji dyktatora wysokich urzędów, żywili do niego głęboką nienawiść. Wśród spiskowców znaleźli się także niektórzy długoletni zwolennicy Cezara. Trzeba pamiętać, że dyktator realizował politykę korzystną dla ludu, a na tym traciła arystokracja. Zmienił skład senatu, powołując wielu nowych senatorów spoza arystokracji. O zgrozo, część nawet spośród Galów! Żartowano, że widząc na Forum człowieka w spodniach, a nie w todze, należy mu wskazać drogę do senatu. Senat przestał być bastionem arystokracji.

Spiskowcy uznali, że należy zabić Cezara. Naiwnie wierzyli, że usunięcie go przywróci republikę w starym kształcie. Arystokracja znów będzie wszechmocna. Bo tak właśnie spiskowcy postrzegali republikę: jako ustrój gwarantujący przywileje arystokracji.

Zamach został zaplanowany na idy marcowe, czyli 15 marca 44 r. p.n.e. Czas naglił. 18 marca Cezar miał opuścić Rzym. Planował wielką wyprawę wojenną, która trwałaby kilka lat. Spiskowcy mieli ułatwione zadanie, bo Cezar nie sformował gwardii przybocznej, ani nie zastosował żadnych innych środków bezpieczeństwa.

Po zamachu

Vincenzo Camuccini - Śmierć Juliusza Cezara

"Brutus i jego towarzysze ociekając świeżą jeszcze krwią, wszyscy z obnażonymi mieczami w ręku, ruszyli razem od owego miejsca posiedzenia senatu wprost na Kapitol. Szli nie robiąc zupełnie wrażenia uciekających, lecz przeciwnie, cieszyli się ze swego czynu i pełni dumy wzywali lud do wolności, wciągając równocześnie do swych szeregów spotykanych po drodze najznakomitszych obywateli. Niektórzy nawet poszli z nimi razem, mieszali się w ich szeregi, jakby i oni brali udział w tym czynie, i rościli sobie z tego tytułu prawo do sławy." Tak Plutarch opisał wydarzenia, które miały miejsce zaraz po zamordowaniu Cezara.

Triumf zamachowców był krótkotrwały. Wcześniej nie opracowali żadnego planu przejęcia władzy. Wydawało im się, że Rzymianie powitają śmierć tyrana entuzjazmem. Uwolnieni od jarzma tyranii republikanie dołączą radośnie do zamachowców i uda się wspólnymi siłami odbudować republikę. Nic takiego się nie wydarzyło. Ani senat, ani lud nie poparli spiskowców. Bezradni zamachowcy nie wiedzieli, co zrobić. Inicjatywę przejęli ich przeciwnicy.

Dlaczego nadzieje zamachowców okazały się płonne? Rządy Cezara przyniosły korzyści większości Rzymian. Sytuacja materialna ludu znacznie się poprawiła. Zarówno Cezara, jak i państwo, stać było na wielkie wydatki, bo podbój Galii umożliwił ich sfinansowanie. Wcześniej beneficjentami kolejnych podbojów byli przede wszystkim przedstawiciele elity. Cezar zadbał o to, by zmienić sposób dystrybucji zysków. Kogo obchodziło, że mieszkańcom Rzymu wiedzie się lepiej dzięki okrucieństwom, których Cezar dopuścił się wcześniej w Galii? Lista działań Cezara, które poprawiły sytuację ludu rzymskiego, była długa. Na jego polityce zyskali nawet cudzoziemcy mieszkający w Rzymie, którym zmniejszono opodatkowanie.

Instytucje republikańskie stały się w dużej mierze fasadowe, a Cezar podejmował decyzje jednoosobowo. To oznaczało poważne ograniczenie władzy arystokracji, ale nie ludu rzymskiego, którego udział we władzy był minimalny. Wcześniej lud głosował pod dyktando zwaśnionych arystokratów. Przekupiony lub pod groźbą przemocy. Teraz głosował pod dyktando Cezara. Może uszczupliło to wolność polityczną ludu, ale rekompensaty finansowe były hojne. Kwestie bytowe wygrały z ambicjami politycznymi. Tym bardziej, że aktywny udział w życiu politycznym brała udział tylko niewielka część obywateli rzymskich. Dlatego lud nie tylko nie poparł zamachu arystokratów, ale zaczął domagać się ich ukarania. Zanim zamachowcy się obejrzeli, z obawy o własne życie musieli uciekać z Rzymu. Swetoniusz przedstawił ich dalsze losy w telegraficznym skrócie: "Żaden z morderców nie przeżył Cezara dłużej niż trzy lata i nie zginął śmiercią naturalną."

Czas wojen domowych

Walki o władzę po śmierci Cezara przekształciły się w szereg wojen domowych. Tym razem nie było łaski dla pokonanych. Całe imperium spłynęło krwią. Znowu - jak za wojen domowych toczonych kilkadziesiąt lat wcześniej - ludzie ginęli nie tylko ze względu na sympatie polityczne, ale także ze względu na posiadany majątek. Nawet wielu arystokratów zatęskniło za Cezarem.

Wybitnym politykiem tego okresu był Cyceron. Jest on wzorcowym przykładem osoby, która awansowała w szeregi elity i stała się żarliwym obrońcą istniejącego systemu. Zawsze opowiadał się po stronie arystokracji, choć dostrzegał jej wady. Bał się biedoty. "Nic nie jest mniej pewne od tłumu, nic bardziej zwodnicze niż rozumowanie wszelkich zgromadzeń ludowych" - pisał. Ludowi był gotów dać "pozór wolności, utrzymując przywództwo ludzi zacnych". Spiskowcy nie wtajemniczyli Cycerona w swoje plany, ale był on jednym z tych senatorów, którzy ucieszyli się z zamordowania Cezara. W jego korespondencji dostrzec można, jak zmieniał się stosunek do wydarzeń, które miały miejsce w idy marcowe. Entuzjazm zmienił się w rozczarowanie i żal. Widząc to, co działo się w imperium po zamachu, zatęsknił za wspaniałomyślnością Cezara. Było już jednak za późno. Cyceron został jedną z licznych ofiar wojny domowej.

Brutus i Kasjusz wraz z częścią zamachowców zbiegli na Wschód. Dlaczego akurat tam? Potrzebowali wojska, a tylko tamtejsze legiony nie były dowodzone przez Cezara. To miało kluczowe znaczenie. Żołnierze na Zachodzie kochali Cezara. Nie było więc szans na przekonanie ich do sprawy zamachowców za żadną cenę. Na Wschodzie, za odpowiednie pieniądze, można było pozyskać żołnierzy.

Oprócz gromadzenia armii, Brutus i Kasjusz wciąż prowadzili wojnę propagandową. Obwołali się wyzwolicielami. Głosili, że dzięki nim republika odzyskała wolność. Był to pierwszy - i ostatni zarazem - przypadek w historii rzymskich wojen domowych, że jedna ze stron twierdziła, że broni szczytnych ideałów, a nie tylko walczy o władzę. Kasjusz zaczął wybijać monety z wizerunkiem bogini Wolności. Brutus na swoich monetach kazał umieścić czapkę wyzwoleńca.

Oczywiście, wolność dla republiki miała oznaczać wolność dla arystokracji, a nie dla przeciętnych mieszkańców imperium. Los biedniejszych obywateli nieszczególnie obchodził zamachowców. Za to dla mieszkańców imperium nieposiadających obywatelstwa zamachowcy stali się przekleństwem. Brutus i Kasjusz potrzebowali pieniędzy na prowadzenie wojny. Nakładali zatem ogromne podatki, choć uczciwiej byłoby to nazwać wymuszeniem rozbójniczym, bo nie posiadali uprawnień do nakładania podatków. Mieli jednak armię, by egzekwować swoje żądania. Tych, którzy nie byli w stanie zapłacić, zamieniali w niewolników. Zdesperowani ojcowie sprzedawali dzieci do niewoli, byle zebrać pieniądze na podatek i samemu uniknąć losu niewolnika. Suma podatków nałożona na Tars (miasto, w którym urodził się św. Paweł) była tak wysoka, że po sprzedaży dzieci i kobiet urzędnicy zaczęli sprzedawać mężczyzn, a wielu z nich zdecydowało się wówczas na samobójstwo. Przykłady okrucieństwa Brutusa i Kasjusza wobec mieszkańców imperium można by mnożyć. Tak wyglądała "wolność" w wydaniu zamachowców.

Talenty w dziedzinie propagandy nie szły w parze z talentami militarnymi. Mordercy Cezara zostali pokonani. Udało im się jednak zbudować legendę, która pozostaje wciąż żywa. Wbrew faktom, wielu wciąż postrzega ich jako obrońców wolności przed tyranią. Tymczasem ani Cezar nie był okrutnym tyranem, ani oni nie byli obrońcami wolności ludu rzymskiego. Bronili tylko swoich przywilejów, bo nie wyobrażali sobie świata, w którym arystokraci zostaliby ograniczeni w swoich prawach.

Nieudany eksperyment Cezara

Cezar był dyktatorem. Nie tylko w rozumieniu dosłownym, czyli z racji pełnionego w ramach republiki urzędu, ale i w przenośni, w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Miał ogromną władzę. Jednak podjął się wyjątkowego eksperymentu. Potraktował pokonanych przeciwników łaskawie. Nie zniszczył opozycji, tylko ją tolerował. Nie był mściwy. Czy liczył na wdzięczność ułaskawionych? Czy sądził, że w ten sposób łatwiej przywróci zgodę wśród Rzymian? Wiedział, że poprzednie wojny domowe pozostawiły po sobie niezabliźnione rany, ich osiągnięcia okazały się nietrwałe, a popełnione okrucieństwa tylko wzmocniły żądzę rewanżu. Jakiekolwiek by nie były motywacje Cezara, w tym przypadku źle ocenił naturę ludzką. Tego błędu nie popełnili politycy, którzy po zamordowaniu dyktatora zaczęli zmagania o władzę. Ani żaden późniejszy dyktator w historii. Woleli się skąpać we krwi, niż zaryzykować los Cezara.

Site copyrights© 2021 by Karol Ginter