Trigger ma dość pobytu w Szkole Kolonialnej na planecie Maccadon. Już zbyt długo czeka na komisarza Tate'a i profesora Mantelisha. Ma razem z nimi badać plazmoidy. Na razie jednak nie ma nic do roboty. Czuje, że wszyscy wokół ją okłamują. Jest znudzona i rozdrażniona. Tęskni za swoim chłopakiem, który jest na planecie Manon. Postanawia więc uciec z kampusu i wrócić na planetę Manon. Jednak dość szybko zostaje schwytana. Co nie zniechęca jej przed podjęciem kolejnej próby ucieczki. A wszystko dlatego, że nikt nie chce jej wtajemniczyć w intrygę, w której jej osoba gra dość istotną rolę.
Do połowy powieści nie bardzo wiadomo, o co w ogóle chodzi. Dlaczego bohaterka tak bardzo chce uciec? Czemu zachowuje się tak nieracjonalnie? Dlaczego wszyscy zachowują się irracjonalnie? Akcja toczy się ospale. Niby coś się dzieje, ale właściwie nie bardzo wiadomo, po co te wszystkie podchody? Zanim autor zdecydował się wtajemniczyć w cokolwiek bohaterkę, a tym samym czytelnika, miałem tej książki serdecznie dość.
Mogę zrozumieć, że autorowi płacono wierszówkę, ale nie mógł się bardziej postarać? Dużo słów, mało treści. Dialogi, które niczego nie wnoszą. Bohaterowie ględzą o niczym. Wypowiadają słowa, ale nie kryje się za nimi żadna treść. Trudno czuć sympatię do postaci, które zamiast rozmawiać szczerze o problemie, wydobywają z siebie odgłosy na podobieństwo słów, ale nie mówią niczego z sensem. Chwilami zastanawiałem się, czy oni rozmawiają ze sobą, czy może jednak mówią do siebie, nie zwracając uwagi na wypowiedzi rozmówcy. Katastrofa. A wszystko tylko po to, by wydłużyć powieść. W efekcie lektura była niczym przeciągnięcie dłonią po nieheblowanej desce: w mózg wbijały się drzazgi.
Po dobrnięciu do końca wiem, że był w tej historii pewien potencjał. Tymczasem całość sprawia wrażenie wypocin grafomana, który bardzo by chciał być pisarzem, ale najzwyczajniej w świecie nie umie pisać. Za to z czasów edukacji szkolnej pozostało mu przekonanie, że im dłuższe wypracowanie, tym lepiej. Niestety, to dość częsty błąd. Objętość ma się nijak do wartości. Gdyby odsączył powieść z wodolejstwa i pustosłowia, powstałoby być może tylko opowiadanie, ale za to jakie! A tak nieodwracalnie pozbawił mnie jakiejś części mojego życia, którą straciłem bez sensu na tę lekturę.