Amerykańska Straż Graniczna odkrywa w okolicach Nowego Orleanu wyrzucony na brzeg trawler. Ze względu na niezwykły ładunek, na miejsce zostaje wezwana doktor Lorna Polk. Lorna specjalizuje się w opiece medycznej nad zwierzętami. Na pokładzie trawlera próbowano nielegalnie przewieźć na teren Stanów Zjednoczonych egzotyczne zwierzęta. Co więcej, nie są to typowi przedstawiciele gatunków występujących w ziemskim ekosystemie. Wszystkie wykazują oznaki mutacji. Niewątpliwie są efektem eksperymentów genetycznych. Najgorsze, że z jednej z klatek uciekł groźny drapieżnik, jaguar szablozęby. I jakby mało było problemów, ktoś usiłuje usunąć wszystkie dowody i świadków.
Rollins kolejny raz oferuje czytelnikowi dużą dawkę akcji i fantastyki. Taka niezobowiązująca lektura w sam raz na letnie dni. Po przeczytaniu kilku jego wcześniejszych powieści wiedziałem, czego oczekiwać. Mimo to i tak zaskoczył mnie brak umiaru autora w serwowaniu czytelnikowi kompletnie oderwanych od rzeczywistości pomysłów. A może nazwijmy rzecz po imieniu, zwykłych bredni. Skrajny przykład: na jaką niby dietę przerzucił się jaguar, który na wyspie Eden Utracony żyje w dobrej komitywie z innymi zmutowanymi gatunkami? Żre trawę? Inny przykład: jaki związek z inteligencją ma znajomość liczby pi? Jak już naszym przodkom udało się zleźć z drzewa, to kluczowym problemem dla nich stało się ustalenie stosunku obwodu koła do jego średnicy? Ech, czasami Rollins powinien zachować umiar. Tymczasem jego ogranicza wyłącznie własna wyobraźnia. Szkoda, bo w moich oczach powieść nie straciłaby, gdyby zrezygnować z niektórych absurdów. |