H. Beam Piper
"Kosmiczny wiking"

H. Beam Piper Kosmiczny wiking

Stworzona przez Ziemian Stara Federacja przed stuleciami poszła w rozsypkę. Była to konsekwencja wielkiej wojny. Większość zasiedlonych przez ludzkość planet cofnęła się w rozwoju. Czasami aż do realiów przedprzemysłowych.

Jednym z nielicznych wyjątków, gdzie udało się zachować zdobycze nowoczesnej techniki, są Światy Miecza. I właśnie stąd pochodzą kosmiczni wikingowie, którzy napadają słabsze planety by grabić i mordować.

Lucas Trask jest krytycznie nastawiony do działalności kosmicznych wikingów. Przynajmniej do tragedii, która dotyka go w dniu ślubu. Jego ukochana zostaje zamordowana, a on poważnie ranny. Kiedy Lucas odzyskuje zdrowie, myśli tylko o zemście. Chce dopaść sprawcę tragedii. W tym celu sam zostaje kosmicznym wikingiem. Od tej pory jego drogę znaczyć będą trupy niewinnych i żałoba ocalałych. Lucas hołduje zasadzie, że cel uświeca środki i nie ma skrupułów podczas popełniania kolejnych zbrodni.

Fabuła nie była na tyle pasjonująca, by zagłuszyć pojawiające się co chwilę wątpliwości najróżniejszej natury. Zacznijmy od samych "kosmicznych wikingów". Pomysł ciekawy. Przeniesienie w kosmiczne realia sytuacji z Europy z czasów wikingów mogło zaowocować interesującą fabułą. Tyle tylko, że etykieta "wikingów" nie bardzo pasuje do bandy uzbrojonych w najnowsze zdobycze techniki rabusiów atakujących słabszych. Ma się to nijak do fenomenu średniowiecznych wikingów. Nie dysponowali oni jakąś szczególną przewagą technologiczną, a wręcz odwrotnie, byli na dużo niższym poziomie rozwoju od większości obszarów, które grabili. Przewagę dawały im pomysłowość, odwaga i niezwykłe okrucieństwo. Byli typowymi barbarzyńcami napadającymi na kraje cywilizowane.

Historyczni wikingowie zajęli się rabunkiem, bo byli zdesperowani. Przeludnienie zmusiło ich do szukania innych źródeł utrzymania. Cywilizacyjnie stali na tyle nisko, że sami mieli niewiele do zaoferowania. Mogli handlować tylko tym, co zrabowali. Tymczasem kosmiczni wikingowie to przedstawiciele zaawansowanej cywilizacji technicznej. Trudno nawet zrozumieć ich motywację. Historia dowodzi, że na pewnym etapie rozwoju cywilizacje dorabiają sobie ideologię, która usprawiedliwia ich grabieże i morderstwa. Uzasadniają to np. koniecznością nawrócenia na jedyną prawdziwą wiarę lub jedynie słuszną ideologię. Prawdziwi wikingowie też w końcu przegrali. Pokonały ich stojące wyżej cywilizacje. Musieli się nawrócić.

Najbardziej mnie boli, że autor zakłada, iż przewaga technologiczna zapewnia sukces podczas walki. Tymczasem sama przewaga technologiczna nie wygrywa wojen. Dysponowali nią Niemcy w czasie II wojny światowej i co z tego? Mieli ją Amerykanie w Wietnamie i co im to dało? Dysponowali nią Rosjanie w Afganistanie i jak im poszło? Przykłady mógłbym mnożyć.

Kosmiczni wikingowie zachowują się jak słoń w składzie porcelany. Wpadają z hukiem, toczą wielkie bitwy i ponoszą nieuchronne straty. Przecież to głupota. Pociski kosztują. Naprawy kosztują. Leczenie kosztuje. Przy takiej strategii szybko poszliby z torbami. Na taką strategię stać państwa, gdzie za fanaberie polityków płacą podatnicy (wystarczy odpowiednio rozbuchać dumę narodową, a podatnicy dużo przełkną). Kompletnie mnie nie przekonała wizja autora.

Ponarzekałem, bo wizja autora kompletnie rozmija się z moimi oczekiwaniami. Na szczęście dla fabuły, Lucas nie jest tępym rabusiem i zmienia sposób działania. Choć mało przekonuje mnie dalszy rozwój wydarzeń, bo nie wierzę, że ktokolwiek jest w stanie w ciągu miesięcy zapomnieć o wyrządzonych krzywdach. Taki proces wymaga lat. Przyśpieszyć go może tylko pojawienie się nowego, większego zagrożenia.

Mam jeszcze jedno spostrzeżenie na marginesie tej lektury, choć nie jest ono może szczególnie oryginalne. Jest rzeczą dość niezwykłą, że feudalizm tak silnie inspirował s-f. Autor nie jest tu jakimś wyjątkiem. Dlaczego tak wielu pisarzom wydawało się, że feudalizm jest rozwiązaniem na miarę wyzwań stawianych podczas podboju kosmosu? Co takiego oferuje feudalizm, że budził tęsknoty wśród pisarzy s-f, a w końcu zatriumfował na gruncie fantastyki dzięki ogromnej popularności fantasy? Pewnie mógłbym udzielić paru odpowiedzi cytując wykłady z czasów studenckich, ale fenomen ten mimo wszystko nie przestaje mnie zdumiewać.

Powieść jest nawet interesująca (choć nie pasjonująca), ale za dużo tu kultu brutalnej siły. Autor co chwilę usiłuje dowieść, że najlepszym rozwiązaniem konfliktu jest pokonanie przeciwnika, a idealnym - eksterminacja przeciwnika. Szukanie porozumienia i kompromisu to słabość. Absolutnie nie podzielam wizji, że siłą można rozwiązać wszystkie problemy. To kusząca koncepcja, ale szybko prowadzi do sytuacji, w której konieczna jest eksterminacja wszystkich. Bo zawsze znajdzie się ktoś, kto się z nami nie zgadza. No i pamiętajmy o jeszcze jednym: zawsze możemy trafić na kogoś, kto jest silniejszy od nas. Dlatego ludzkość wymyśliła dyplomację, że sprawdza się ona znacznie lepiej niż argumenty siły. Popatrzmy na ostatnie przykłady. Amerykanie szybko podbili Afganistan i Irak. Czy wygrali tam wojny?

Site copyrights© 2018 by Karol Ginter