
Bitwa o Kaprawego Gryfa odcisnęła swoje piętno na Kociołku, jego rodzinie, przyjaciołach i znajomych. Nic już nie mogło być takie samo. I choć udało się wygrać bitwę, wojna dopiero nadchodzi. Złe rośnie w siłę. Kociołek rozumie, że jedyną szansą Doliny jest zakończenie wewnętrznych waśni i zjednoczenie się przeciw nadchodzącemu zagrożeniu. Cel dość oczywisty. Mniej oczywiste natomiast, jak go osiągnąć. Kociołek i jego drużyna jak zawsze stawiają na improwizację. Tym razem po ich stronie są bogowie Doliny: Dola, Los i bóstwo goblinów. Czy to wystarczy, by powstrzymać nadchodzącą inwazję?
Autor mnie zaskoczył. Poprzedni tom mnie rozczarował. Bałem się, że to nie wypadek przy pracy, ale objaw utraty formy pisarskiej. Przytrafiło się to kilku autorom, których ceniłem, a potem ich książki stały się tak kiepskie, że przestałem po nie sięgać. Tymczasem Mortka dał prawdziwy popis na kartach tego tomu. Fabuła jest świetnie rozpisana. Wątki są doskonale splecione. Epizody, które w poprzednich tomach wydawały się nieistotne i marginalne, teraz okazują się mieć znaczenie. Być może Mortka jest wyjątkiem wśród pisarzy, bo wielu z nich nie ma planu tylko improwizuje. Niektórzy potrafią sensownie wybrnąć z pułapek logicznych, które na siebie zastawili, a innym niezbyt się to udaje. Nawet Tolkien musiał się nagimnastykować, kiedy postanowił kontynuować "Hobbita". Za to czytając "Dolę i Los" odnosiłem wrażenie, jakby wszystko od początku było zaplanowane. Duże brawa dla autora.
Poza dobrze skonstruowaną fabułą są tu wszystkie elementy, które cenię w pisarstwie Mortki: zwroty akcji, cierpki humor. tajemnice i zagadki. Autor wie, jak wciągnąć czytelnika razem z butami do wykreowanego świata.
Szkoda tylko, że Mortka jest nieco na bakier z historią wojskowości. Piszę to jako były naukowiec, który specjalizował się w wojskowości średniowiecznej. Bardzo żałuję, że autor – tak jak wielu innych pisarzy - ma dość powierzchowną wiedzę o sposobie prowadzenia działań wojennych. Czasami warto wiedzieć, że czas roztopów to nie jest dobry moment na kampanię wojenną. Pół biedy, że konnica grzęźnie w błocie. Gorzej z taborami. I tu dochodzimy do elementu, który autorzy z niewiadomych przyczyn kompletnie pomijają: logistyka. To ona nadzwyczaj często przesądzała o losach wojny. Tyle tylko, że w szkołach o tym rzadko uczą, bo bitwy są bardziej efektowne. A jakie to ma znaczenie, że można wygrać wszystkie kluczowe bitwy, ale przegrać wojnę?
Poza drobiazgami z dziedziny, w której się specjalizowałem, nie bardzo mam się do czego przyczepić. Świetna powieść. Oby tak dalej.