Podczas niekonwencjonalnej terapii dochodzi do morderstwa. Uczestnicy terapii byli odizolowani od świata, więc to osoby pozostałe przy życiu są podejrzane. Śledztwem kieruje Teodor Szacki. Dochodzi on do wniosku, że nie rozwikła zagadki, dopóki nie pozna przeszłości ofiary. To okaże się niebezpieczne, bo są tacy, którzy nie chcą, by przeszłość ta ujrzała światło dzienne.
Jestem uprzedzony do książek polskich autorów. Nie lubię po nie sięgać, bo rzadko jest to pasjonująca lektura. Ta powieść tylko utwierdza mnie w moich uprzedzeniach. Właściwie nie ma tu akcji. Nie ma napięcia. Wieje nudą. Narracja snuje się przeważnie bez jakiegoś celu. Całe fragmenty niczego nie wnoszą. Są niczym wypełniacz w proszku do prania. Zwiększają objętość.
Bohater jest antypatyczny. Sfrustrowany całym swoim życiem. I zdecydowanie jest nadpobudliwy seksualnie. Jak jakiś napalony nastolatek. Zamiast myśleć o sprawie, myśli ciągle o seksie. Nic dziwnego, że rozwikłanie sprawy zajmuje mu tyle czasu. A przecież sprawa była jasna od początku, bo cały ten pomysł z niekonwencjonalną terapią śmierdział szwindlem na kilometr. Myślałem, że może się mylę i nastąpi jakiś nieoczekiwany zwrot akcji, który wywróci wszystko do góry nogami. Nie myliłem się. To naprawdę było tak oczywiste, jak wydawało się po kilku pierwszych rozdziałach. Po przeczytaniu pewnej liczby książek dostrzega się powtarzalność schematów u różnych autorów.
Mam duży problem z konwencją narracji, którą przyjął autor. Niby starał sie o realizm, pokazując codzienną pracę prokuratora. To akurat było ciekawe. Zaraz potem niweczył te wysiłki, bo wprowadzał wątki nadprzyrodzone i metafizyczne. Cała ta niezwykłość typowa jest już raczej dla realizmu magicznego. W konsekwencji jednak trudno było mi traktować całą tę historię poważnie. A kiedy w końcówce wprowadził sceny podpatrzone w hollywoodzkich produkcjach, które były tak samo wiarygodne, jak telewizja publiczna za rządów PiS, czara goryczy się przelała.
Cała konstrukcja opowiadanej historii zapada się pod własnym ciężarem. Część jest całkiem logiczna, ale część sprawia wrażenie dopisanej na siłę, by doprawić fabułę choć odrobiną napięcia. Pewnie zwolenników teorii spiskowych te wątki cieszyły. Dla mnie były raczej żenujące. To ta nieustanna słabość tych teorii. Te tajne siły rzekomo zakulisowo rządzące światem są zawsze ukazywane jako wszechpotężne, ale jakoś zawsze ponoszą porażki. Gdzie w tym sens? Gdyby rzeczywiście były takie potężne, to przecież by nie przegrały. Ech, nie mogę wyjaśnić, co to za rządzący z ukrycia pojawiają sie tym razem i pogłębić krytyki, ale nie mogę nadmiernie zdradzać fabuły.
Być może powieść została bestsellerem w Polsce dlatego, że zaspokajała zapotrzebowanie społeczne na teorię spiskową, która objaśniałaby rzeczywistość. Tego, że Polacy bardzo potrzebowali teorii spiskowej, nie trzeba udowadniać, bo losy narracji wokół tragedii smoleńskiej są tego najlepszym przykładem.
Nie mam nic przeciwko teorii spiskowej, jeśli jest dobrze skonstruowana. Miłoszewski idzie na łatwiznę. Zakłada, że podwaliny jego teorii spiskowej były na tyle dobrze osadzone, że nie musi się specjalnie wysilać. Szkoda.
Książka była interesująca tylko dlatego, że pozwoliła mi przyjrzeć się współczesnemu polskiemu kryminałowi. Obserwacje nie są zbyt pokrzepiające. Jednak nie można wyciągać wniosków ogólnych na podstawie tylko jednego przykładu. Trzeba będzie sięgnąć na próbę po innych autorów.