Życie sieroty nie jest łatwe. Szczególnie w takim miejscu jak Camorra. Locke jest jednak dość bystry i wystarczająco przedsiębiorczy, by przetrwać. Szybko przyswaja też umiejętności cenione w przestępczym półświatku. Ma zadatki na doskonałego złodzieja i wybitnego oszusta. Jest niczym nieoszlifowany diament. Jego szlifowaniem zajmie się wybitny oszust, Łańcuch.
Wiele lat później Locke kieruje gangiem złożonym z jego przyjaciół. Zwą siebie Niecnymi Dżentelmenami. Ofiarami ich wyrafinowanych oszustw padają arystokraci, ale Locke i jego przyjaciele okłamują wszystkich wokół, z władcą przestępczego świata, Barsavim, na czele. Ich codzienny teatr skutecznie wszystkich zwodzi.
Brutalne morderstwa, których ofiarami padają szefowie gangów lojalni wobec Barsaviego, to nowe, tajemnicze niebezpieczeństwo. Stoi za nimi Szary Król. Jego motywy i cele nie są do końca jasne, ale swym okrucieństwem budzi grozę. Jego działania zapowiadają zawieruchę, która może jeszcze pochłonąć wiele ofiar. Gdyby Niecni Dżentelmeni wiedzieli, kiedy się wycofać, może ich losy potoczyłyby się inaczej. Niestety, wojna w przestępczym półświatku wyciąga swe macki także w ich kierunku. Locke będzie musiał stawić czoła zagrożeniom, których sobie nawet nie wyobrażał.
Lynch oferuje miłośnikom fantasy typową powieść łotrzykowską. Główny bohater pochodzi z nizin społecznych, ma za nic normy społeczne i prawne. I oczywiście przeżywa niesamowite przygody. Narracja prowadzona jest dwutorowo. Autor przeplata rozdziały opisujące losy młodego Locke'a i jego przyjaciół z rozdziałami poświęconymi zmaganiom dorosłego Locke'a z nowymi wyzwaniami. Do tego, czasami Lynch zaburza chronologię, co ma czytelnikowi dodatkowo zamieszać w głowie.
Tym, co ujęło mnie już od pierwszych kart powieści, był lekki i humorystyczny język narracji. Dialogi skrzą się dowcipem. Swoją drogą, tak właśnie powinno być w powieści łotrzykowskiej. Bynajmniej nie przesądza to o sukcesie książki. Do tego potrzeba czegoś więcej.
Lynch wymyślił na potrzeby powieści barwne i interesujące uniwersum. Owszem, motyw egzystowania ludzkości na ruinach innej, potężnej cywilizacji był już wielokrotnie eksploatowany, ale jak dla mnie, wciąż ma swój nieodparty urok. Lynch opisuje piękne, tajemnicze, a czasami i groźne pozostałości rozwiązań urbanistycznych dawnych mieszkańców miasta. Wszystko to jest scenerią, w której wartko toczy się życie współczesnych mieszkańców miasta.
Początkowo wydaje się, że osią intrygi będzie nowy, skomplikowany przekręt Niecnych Dżentelmenów. Było to wystarczająco ciekawe, by przyciągnąć moją uwagę, choć nie na tyle, bym nie mógł oderwać się od lektury. Jednak najlepsze było przede mną. Pojawiły się nowe wątki, a historia stawała się coraz mroczniejsza. I od pewnego momentu naprawdę miałem trudności z oderwaniem się od lektury. Lynch zadbał o efektowne zwroty akcji. Potrafi zaskoczyć czytelnika. Świetnie buduje napięcie. Z każdym kolejnym przeczytanym rozdziałem rosło moje uznanie dla jego talentu. Napisał doskonałą powieść. Jasne, mógłbym wytknąć parę drobiazgów (np. nieco przesadził z mocą więzimagów, bo istnienie takiej potęgi miałoby dużo większe konsekwencje, niż zakłada to autor), ale są one mało istotne na tle całości. Już się cieszę na myśl o lekturze kolejnej książki Lynch'a.