19 kwietnia 1770 roku odbył się w Wiedniu ślub per procura Marii Antoniny i Ludwika Augusta, następcy francuskiego tronu, znanego później jako Ludwik XVI. Mariaż łączący Habsburgów i Burbonów, którzy przez całe stulecia toczyli miedzy sobą wojny, by zaledwie przed kilkunastu laty zawrzeć sojusz, miał naturalnie charakter polityczny. Trudno się zatem dziwić, że powstałe tym sposobem małżeństwo było zupełnie niedobrane. Ludwik XVI był ociężały umysłowo, a nawet pomawiany o debilizm. Mimo tego miał wielkie zamiłowanie do lektury. Szczególnie pasjonowały go historia i geografia. Maria Antonina była rozpuszczoną, żywą nastolatką, która nigdy nie nauczyła się nawet poprawnie pisać. Jej matka, cesarzowa Maria Teresa, nie raz listownie zalecała jej lekturę, lecz było to zbyt płoche stworzenie by męczyć oczy nad książką. Dopiero później, gdy rewolucja wyrwała ją z objęć dworskich rozrywek, zaczęła zabijać więzienną monotonię lekturą.
Na razie jednak piękna nastolatka dopiero zbliżała się do granic Francji. Po niezliczonych naradach ustalono, że przekazana ona zostanie wysłannikom Francji na jednej z piaszczystych wysepek na granicznym Renie, a więc na terytorium niczyim. Tym sposobem żadna ze stron nie poczuła się upokorzona. Protokół dyplomatyczny to przecież bardzo ważna rzecz. Na tej piaszczystej wysepce czternastoletnia dziewczyna musiała się rozebrać do naga w obecności dworu, aby zrzucić z siebie stroje austriackie, a założyć francuskie - małżonka następcy francuskiego tronu nie mogła przecież nosić ubiorów spoza Francji.
16 maja 1770 roku w Wersalu odbył się drugi i właściwy ślub. Uroczystości weselne trwały do 20 czerwca. Pochłonęły miliony liwrów. Robotnik zarabiał wtedy kilka sous dziennie... Co gorsza, obok ofiar pieniężnych, były też ofiary w ludziach, gdyż podczas pokazu sztucznych ogni w Paryżu doszło do tragedii. Zginęło ponad sto osób. Sprawę jednak wyciszono - byłby to przecież fatalny omen dla młodej pary. Zajmijmy się jednak nowożeńcami. Po uroczystości zaślubin 16 maja małżonków odprowadzono do łoża, które poświęcił arcybiskup Reims. Dwór opuścił nowożeńców. Ludwik XVI, który podobno palił się od dawna do małżeństwa, zawiódł jednak swą młodziutką żonę. Małżeństwo nie zostało skonsumowane. Maria Antonina nie kryła zawodu, tym bardziej, iż kolejne noce przynosiły ze sobą kolejne niepowodzenia. Po kilku miesiącach, wciąż niezaspokojona, zaczęła uskarżać się na taki stan rzeczy.
O oziębłości męża poinformowała listownie matkę. Cesarzowa doradziła swej córce intensyfikację pieszczot i czułości, które miałyby pobudzić przyszłego Ludwika XVI. Może nas bawić fakt, że cesarzowa austriacka zajmowała się tak intymnymi szczegółami pożycia swej córki, ale nie zapominajmy, iż kwestia następstwa tronu to sprawa wagi państwowej. Nic zatem dziwnego, że interesowała ona wielu. Poseł hiszpański przekupił nawet służbę, aby ta przyglądała się codziennie pościeli i donosiła mu o ewentualnych oznakach ożywienia życia seksualnego. Jednak następca tronu pozostawał impotentem. Niezaspokojona wciąż Maria Antonina znalazła zatem inne rozrywki. Otoczyła się gronem faworyt i faworytów, wraz z którym oddawała się nocnym uciechom, takim jak bale, opery, balety i wreszcie zakazane przez króla gry hazardowe. Ludwik XVI nie był zainteresowany tego rodzaju rozrywkami. Bardziej pasjonowały go polowania i praca fizyczna. Miał przecież swoją kuźnię, w której oddawał się ślusarce. Poza tym lubił czytać. Po intensywnym dniu zwykł kłaść się spać regularnie o jedenastej wieczorem. A skoro późne powroty małżonki z nocnych eskapad przerywały mu sen, Ludwik zaczął sypiać osobno. Niezadowolona z męża Maria Antonina naigrywała się z niego bez litości. Pewnego razu, gdy miała już dość jego towarzystwa, a wybierała się na kolejną nocną zabawę, przesunęła niezauważenie zegar o godzinę do przodu. Gdy król spostrzegł jedenastą na zegarze, pożegnał się z nią i udał się do sypialni...
W 1774 roku zmarł na ospę Ludwik XV i Ludwik XVI zasiadł na tronie. Lud witał go z nadzieją. Po rozpustnym dziadku (jego ojciec zmarł na gruźlicę i nie doczekał chwili objęcia tronu) Ludwik XVI cieszył się dobrą opinią i przychylnością poddanych. Taka jest zawsze reakcja na nową władzę. Niesie ona ze sobą nadzieję na zmianę. O ile jednak Ludwik XV stracił o oczach swych poddanych z powodu nadmiernie rozbudzonego apetytu seksualnego, o tyle Ludwik XVI wkrótce zaczął tracić poważanie z powodu impotencji. Jego żona bynajmniej bowiem nie zamierzała zachowywać pozorów. Rozgłaszała wszem i wobec impotencję małżonka. W końcu skoro nie jest w pełni mężczyzną to jaki z niego pożytek? Ów brak szacunku dla króla z przerażeniem dostrzegła Maria Teresa. Ostro zareagowała zwłaszcza wtedy, gdy Maria Antonina w jednym z listów nazwała króla "biedactwem". To już był bezpośredni atak na autorytet monarszy. Maria Teresa zmyła córce głowę, ale niewiele to dało. A lud patrzył i wyciągał wnioski: Maria Antonina robi z króla rogacza. Zaczęły się ukazywać złośliwe wierszyki i paszkwile. Jeden z nich zatytułowany był dobitnie: "Kokietka i impotent". Co więcej, zaczęto oskarżać królową, iż jest lesbijką, gdyż otaczała się pięknymi kobietami, jakimi był księżna de Lamballe i hrabina de Polignac, które obsypywała zaszczytami i bogactwem. Cała ta sytuacja mocno niepokoiła dwór wiedeński.
W 1777 roku Habsburgowie zdecydowali się na bezpośrednią interwencję. Do Paryża udał się osobiście brat Marii Antoniny, Józef II. Ten władca oświecony był bardzo barwną postacią. Dopuszczony został wprawdzie przez matkę do współrządów, ale na razie jeszcze powstrzymywany był w swych zapędach reformatorskich. Cesarz, który zwykł sypiać w żołnierskim łóżku i obnosić się ze swą sympatią dla ludu, chciał jednak uniknąć nadętego ceremoniału dworskiego i udać się do Paryża incognito. Przybrał wobec tego tytuł hrabiego Falkensteina. W trakcie podróży zatrzymywał się wyłącznie w gospodach. Mimo to jego podróż nie pozostała niezauważona. Książę wirtemberski spłatał mu nawet psikusa w Sttutgarcie i kazał usunąć wszystkie szyldy zajazdów. Hrabia Falkenstein musiał tym razem przenocować na zamku. Po dotarciu do Paryża zatrzymał się w hotelu de Treville. I tu jego przebranie nie ukryło na długo jego tożsamości. Skromność, z którą się obnosił, zjednała mu sympatię ludu, niechętnie spoglądającego na rozrzutność dworu. Dodajmy od razu, że szczególnie kłuła w oczy rozrzutność jego siostry, Marii Antoniny, wydającej majątek na urządzenie swego małego pałacu Trianon i otaczającego go parku. Józef II zwiedził Paryż, zachwycając się jego pięknem. Jednak celem jego wizyty było spotkanie się z królewską parą. Odbył on męską rozmowę z Ludwikiem XVI. Jej treść pozostaje nieznana, a zatem skazani jesteśmy na spekulacje. Według niektórych, cesarz nakłonił Ludwika XVI do poddania się operacji, która pozwoliłaby mu na skonsumowanie małżeństwa. Przyczyną łóżkowych niepowodzeń monarchy byłaby bowiem stulejka, a zatem problemem byłaby wada fizyczna. Podobno diagnozę postawili już lekarze Ludwika XV, lecz następca tronu bał się operacji. Teraz uległ naciskom szwagra. Według innej wersji, zawodziła edukacja seksualna monarchy. Luki w wiedzy wypełnił teraz cesarz. Jakkolwiek by nie było, misja Józefa II w tej części zakończyła się sukcesem. Małżeństwo zostało skonsumowane i wkrótce potem pojawiły się dzieci. Nie powiodły się tylko próby Józefa II nakłonienia siostry do porzucenia hulaszczego trybu życia, choć macierzyństwo z konieczności wymusiło pewne jego ograniczenie. Cesarz nie odbył z nią ostatecznie poważnej rozmowy. Królowa była zbyt roztrzepana, a jej uwagę zaprzątały raczej kolejne nocne atrakcje, niż nudne pouczenia brata.
Siedem lat minęło od chwili zawarcia związku małżeńskiego do skonsumowania tego związku. Wydawać by się mogło, że to sprawa drugorzędna. Ale tak bynajmniej nie jest. Monarcha stracił autorytet. To bardzo dużo. Łatwiej wystąpić przeciwko władzy, której się nie szanuje, niż takiej, która budzi respekt. Czy król impotent, któremu małżonka przyprawia rogi, a który nie stara się nawet temu przeciwdziałać, może budzić respekt? Raczej będzie przedmiotem drwin. Jest jeszcze aspekt psychologiczny tej sprawy. Jakie piętno na osobowości Ludwika XVI odcisnęły jego problemy łóżkowe? Czy jego brak zdecydowania i nieśmiałość nie brały się częściowo właśnie stąd? Czy drwiny niezaspokojonej małżonki nie sprawiły przypadkiem, iż monarchy wpadł w kompleksy? Brak zdecydowania w obliczu rewolucji zaważył na losach tej pary małżeńskiej. Niepozorny problem łóżkowy mógł zatem mieć poważne konsekwencje.