"Księga magii"

Księga magii

Zbiór opowiadań łączy jeden wspólny mianownik: magia. Kupiłem go tylko przez wzgląd na zawarte w nim opowiadanie George'a R. R. Martina. Nazwiska przeważającej większości autorów, których opowiadania zostały zebrane w tym tomie, niczego mi nie mówiły. Oprócz Martina, czytałem wcześniej jeszcze tylko Kate Elliot i Scotta Lyncha. Nie zdziwiłem się zatem specjalnie, gdy okazało się, że poziom zamieszczonych w zbiorze opowiadań okazał się raczej rozczarowujący. Do tego stopnia, że w pewnym momencie wdrożyłem zasadę pięciu stron: jeśli przez pięć pierwszych stron opowiadanie jest kiepskie, nie warto czytać dalej i liczyć, że potem będzie lepiej. W efekcie darowałem sobie lekturę kilku opowiadań.

Właściwie, to żadne opowiadanie mnie nie zachwyciło, ale kilka było przyzwoitych. K. J. Parker w opowiadaniu "Powrót świni" bardzo się starał, by zaskoczyć czytelnika. Szkoda tylko, że nie uniknął przy tym dziur logicznych. Niewielkich, ale jednak.

Jeśli musiałbym robić ranking, najbardziej spodobało mi się opowiadanie Matthew Hughes'a "Przyjaciele Masquelayne'a Niezrównanego". Może dlatego, że najbliżej mu było do typowej historii z gatunku fantasy?

Opowiadanie "Wilk i mantykora" Grega van Eekhouta jest dość oryginalne. Jego akcja toczy się w postapokaliptycznej przyszłości. Autor zaadoptował konwencję historii szpiegowskiej na potrzeby fantasy. Efekt końcowy okazał się zaskakująco ciekawy.

Martin - ku mojemu rozczarowaniu - porzucił Westeros. Napisał jednak ciekawe, choć nieco szalone opowiadanie.

Scott Lynch zaproponował czytelnikowi zabawę z konwencją, bo trudno powiedzieć, czy to, co opisywał, to magia, czy może jednak nauka. Wszystko zależy od punktu widzenia. I ten lęk przed bibliotekarką...

Na pewno nie sięgnę po żadne opowiadanie ponownie, a to dużo mówi o tym zbiorze.

2022-02-15

Site copyrights© 2022 by Karol Ginter