C. M. Kornbluth, Frederik Pohl
„Powrót do gwiazd”

C. M. Kornbluth Frederik Pohl Powrót do gwiazd

Coś złego dzieje się na Planecie Halseya. Populacja ludzi się kurczy. Kolejne obszary miast popadają w ruinę. Co dziwne, większość ludzi zdaje się tego nie zauważać. Racjonalizują to sobie na różne sposoby.

Ross zauważa niepojące zjawiska wokół siebie. Powoli wpada w depresję. Ma dość dotychczasowej pracy. Chce coś zmienić w swoim życiu. Marzy o podróżach kosmicznych.

Na Planecie Halseya ląduje Liniowiec. Liniowce to statki kosmiczne, które przez stulecia lecą z jednej planety na drugą. Nikt z początkowej załogi nigdy nie dolatuje do celu. Cel osiągają potomkowie pierwotnej załogi po kilku pokoleniach. Przyloty Liniowców są niezwykle rzadkie. Przynoszą ze sobą zmiany. Tak jest i tym razem. Okazuje się, że Liniowiec miał inny pierwotny cel, ale musiał go porzucić, bo nikt na tej planecie nie odpowiedział na wezwania. To samo wydarzyło się na kilku kolejnych planetach.

Ross otrzymuje propozycję zbadania zagadki milczących planet. Ma pilotować statek kosmiczny, który porusza się z prędkością wielokrotnie przekraczającą prędkość światła. Istnienie tego statku od pokoleń jest utrzymywane w tajemnicy. Moment jest jednak krytyczny, bo chodzi o przyszłe losy ludzkości. Ross opuszcza więc swoją rodzinną planetę i zaczyna przygodę w kosmosie. Czy rozwikła zagadkę i uratuje ludzkość?

Powieść nieźle się zapowiadała, ale już po kilkudziesięciu stronach czułem lekkie rozczarowanie. Z każdą kolejną stroną to odczucie się pogłębiało. Fabuła prezentuje wizje różnych dystopijnych społeczeństw, z którymi styka się bohater. Dlaczego autor uparł się, by widzieć przyszłość ludzkości tylko w czarnych barwach, tego nie wiem. A jeszcze mniej rozumiem, dlaczego społeczeństwa te były tak karykaturalne i odrealnione. Trudno było je traktować poważnie. Czy powieść prezentuje realne lęki autorów, czy to tylko pomysł na zabawę intelektualną, tego też nie wiem.

Najgorsze, że dość szybko zaczął mnie irytować bohater. Ma poważnie upośledzone procesy poznawcze i jest absolutnie pozbawiony wyobraźni. Cegła jest bardziej elastyczna niż umysł Rossa. Dlatego bohater ma nieustające problemy z zaadaptowaniem się do coraz to innej rzeczywistości. A do tego jest strasznym mizoginem. Może w latach 50-tych to tak nie raziło, ale dziś to jakaś katastrofa.

W powieść zbyt wiele jest przebrzmiałych dawno idei. Eugenikę już dawno odesłano do lamusa. Dziedziczenie tylko w pewnym stopniu wpływa na losy człowieka. Równie ważne jest kształcenie. Wbrew temu, co artykułuje bohater – i w co chyba wierzyli autorzy – kobiety wcale nie są skazane na porażkę w takich dziedzinach jak sztuka i nauka. To właśnie odmienna hodowla (tak bym to dosadnie nazwał) dziewczynek i chłopców sprawia, że różny jest wynik końcowy. Nie istnieje jeden doskonały model społeczeństwa. W różnych modelach można osiągać różne cele. Oczywiście, preferuję model zachodni, bo cenię wolność, ale społeczeństwa niewolnicze (choćby współczesne Chiny) też są w stanie wiele osiągnąć. Tym bardziej, że współcześnie dyktatura i niewolnictwo mają całkiem inne oblicze niż niegdyś. Polane są dużą ilością karmelu i czekolady, czyli kłamstwem na dopalaczach. Można się od tego nabawić cukrzycy, ale niektórym to nie przeszkadza (patrz elektorat PiS).

Korci mnie, aby poruszyć jeszcze parę niezbyt udanych wątków powieści i je zmasakrować, ale daruję sobie. Ograniczę się do stwierdzenia, że z dzisiejszego punktu widzenia powieść prezentuje nurt bardzo konserwatywny obyczajowo. Seks to jakieś obrzydlistwo, które prowadzi do upadku. Antykoncepcja nie istnieje. Tylko ten równoczesny brak religii jest zastanawiający. No ale przecież komunizm na gruncie ateizmu też powielał ten sam model konserwatyzmu obyczajowego, jaki propaguje większość religii.

2022-07-11

Site copyrights© 2022 by Karol Ginter