Jake Epping jest nauczycielem angielskiego w Lisbon High School. Wiedzie niezbyt ciekawe, samotne życie. Jakiś czas temu porzuciła go żona, która po latach zmagań z alkoholizmem właśnie na nowo odkryła zalety trzeźwości. Jake popada w rutynę codzienności i przyzwyczajeń. Jednym z jego nawyków są wizyty w barze Al's Diner. Pewnego dnia właściciel baru, Al Templeton, dzwoni do niego i zaprasza go do siebie. Jake ze zdumieniem odkrywa, że w ciągu 22 godzin Al postarzał się o kilka lat, a do tego widać po nim oznaki poważnej choroby. To jednak zaledwie pierwsza z wielu niespodzianek, które czekają go tego dnia. Al zdradza mu tajemnicę, którą skrywał od lat: w jego spiżarni znajduje się portal umożliwiający przeniesienie się w czasie do 9 września 1958 roku. Powierza mu też bardzo ważną misję: ma uratować życie prezydenta Kannedy'ego. Uprzedza go przy tym, że zadanie nie jest proste, bo przeszłość najróżniejszymi sposobami broni się przed zmianami. Al chciał samodzielnie zapobiec zamachowi na Kennedy'ego, ale dopadła go śmiertelna choroba.
Zaopatrzony w odpowiednie dokumenty, zasoby pieniężne i inne pomoce przygotowane przez Ala, Jake przyjmuje tożsamość George'a Ambersona. Zanim podejmie się wielkiego zadania wskazanego przez Ala, poligonem do doświadczeń ze zmienianiem przeszłości staje się Derry. Tak jest, to samo Derry, gdzie toczyła się akcja innej powieści Kinga, zatytułowanej "Coś". Przyznaję uczciwie, że sama nazwa wydała mi się wprawdzie znajoma, ale zważywszy na dużą liczbę lektur, które mam za sobą, nie zwróciłem na to początkowo uwagi. Dopiero szereg aluzji do wydarzeń, które przecież - zgodnie z chronologią powieści "Coś" (staram się jak mogę unikać odmieniania tytułu, bo brzmiałoby to głupio) - dopiero co miały miejsce, pobudziły moje szare komórki do intensywniejszej pracy. W każdym razie, Jake boleśnie doświadcza na własnej skórze, jak trudno zmienić przeszłość. Nie do końca osiąga też cel, który sobie stawiał, czyli uratowanie życia rodzinie Dunning. Ma jednak jedną przewagę nad innymi uczestnikami wydarzeń: może spróbować raz jeszcze. Portal prowadzący w przeszłość ma tę właściwość, że za każdym razem trafia się w ten sam moment czasu, a zmiany wprowadzone podczas poprzedniej wizyty zostają zresetowane. Jake korzysta z tego wybiegu i raz jeszcze udaje się do Derry. Dopiero potem zmierzy się z głównym zadaniem, czyli powstrzymaniem Lee Harveya Oswalda przed zabiciem Kennedy'ego. Tyle tylko, że przeszłość zamierza się bronić, a w swoim arsenale ma nie tylko nieszczęścia i choroby, które mogą dotknąć Jake'a.
Powieść zaskoczyła mnie w wielu aspektach. Przede wszystkim, spodziewałem się większego natężenia elementów grozy. Tymczasem nie ma ich prawie wcale. Cały epizod w Derry był jedynie zasłoną dymną. Pierwszą z wielu. Narracja, która zaczęła się mocnymi akcentami rodem z fantastyki, a potem otarła się o horror, dryfuje w stronę powieści obyczajowej z elementami melodramatu osadzonej w realiach przełomu lat 50-tych i 60-tych. Miałem wrażenie, że to taka podróż sentymentalna autora w czasy młodości. King unika jednak nadmiernej ckliwości i choć widać tu tęsknotę, za tym, co Ameryka utraciła, obnażone zostały także mankamenty ówczesnych realiów. W każdym razie, główny wątek, czyli działania na rzecz zapobieżenia zamachowi w Dallas, schodzą na plan dalszy. Widać, że był to tylko pretekst, by zafundować czytelnikowi wycieczkę na amerykańską prowincję tamtych czasów. Miejscami ciekawą, ale chwilami nużącą. Trafiają się dłużyzny. Za to w końcówce akcja znowu nabiera tempa, więcej tu elementów sensacyjnych i oczywiście fantastyki.
Tym, co w końcówce bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło, było odejście od kreowanej na wyrost legendy Kennedy'ego, obsadzającej go w roli męża stanu zdolnego rozwiązać wszystkie problemy Ameryki i świata. Wiele o kondycji ludzkiej mówi fakt, że tragicznie zmarłych obsadzamy w rolach, w których za życia nie dane im było się wykazać. Kennedy był dość przeciętnym prezydentem, a nawet ta opinia jest chyba nadmiernie dla niego pochlebna. Śmierć dała jednak początek legendzie, a wiadomo, że prawda zazwyczaj przegrywa z legendą, bo nie jest tak atrakcyjna. Tym większe brawa dla Kinga, że ładnie wybrnął z pułapek zastawianych przez legendę. Owszem, w jakimś sensie go ona uwiodła, bo inaczej powieść ta nigdy by nie powstała, ale nie pozbawiła go zmysłu krytycznego.
Jednym z wartych uwagi aspektów powieści jest autorska koncepcja podróży w czasie i wprowadzania zmian w przeszłości. King odwołuje się do znanych już z literatury i filmu motywów, jak np. "efekt motyla", ale właściwie nie robi z nich większego użytku. Zgodnie z "efektem motyla", nawet drobna zmiana całkowicie może odmienić bieg zdarzeń. Zwykły przypadek, a losy człowiek potoczą się zupełnie inaczej (patrz chociażby "Przypadek" Kieślowskiego). U Kinga nic takiego nie ma. Dopiero duże zmiany mają konsekwencje dla przyszłości. Trochę bliżej mu do koncepcji, że przeszłość będzie chciała skorygować bieg wydarzeń, niczym rzeka dążąca do tego, by za wszelką cenę wrócić do koryta, którym wcześniej płynęła. Jednak nawet taka koncepcja, choć też już z powodzeniem eksploatowana w literaturze, go nie zadowala. Idzie krok dalej i dowodzi, że istnieje pewien determinizm dziejowy. Próby wprowadzenia jakichkolwiek zmian nie tylko są niezwykle trudne, ale mają równocześnie straszliwe konsekwencje. Jakby jakaś siła wyższa czuwała, by wszystko potoczyło się zgodnie z ustalonymi wytycznymi, a jak nie, to sięgała po arsenał zarezerwowany dla bogów i siała zniszczenie na skalę biblijną. Jakoś mnie to zupełnie nie przekonało. Jest to dla mnie wybieg autora, który pozwala mu zakończyć powieść w taki, a nie inny sposób. No ale co zrobić, licentia poetica.
Choć książkę czyta się dość przyjemnie, mam lekkie uczucie niedosytu. King tym razem nie zaskoczył niczym szczególnym. Nie ukrywam, że mając w pamięci inne jego powieści, myślałem, że autor pokusi się o ciekawsze rozwiązanie całej intrygi. Trochę liczyłem też na to, że będzie jakieś drugie dno całej tej historii. Pewnie oczekiwałem zbyt wiele. Mimo wszystko, książkę polecam. |