Paul Carpenter poznaje tajniki J. W. Wells & Co. Jako praktykant ma pracować w różnych działach, aby na koniec móc podjąć decyzję, w jakiej dziedzinie chce się specjalizować. Na razie trafia do działu zwalczania szkodników kierowanego przez Ricky'ego Wurmtotera. Pod pojęciem zwalczania szkodników należy rozumieć eksterminację smoków, wywern, mantykor, wampirów i innych straszliwych potworów. Jak łatwo się domyślić, nie jest to wymarzone zajęcie dla osoby pokroju Paula. Odwaga to jedna z ostatnich cech, o jaką można go podejrzewać. Każda upoważniona do tego instytucja wydałaby mu bez wahania certyfikat stwierdzający 100% zgodność z wzorem gamonia, o ile taki wzorzec gdziekolwiek istnieje. Choć właściwie to Paul mógłby zostać wzorem gamonia. A przynajmniej sprawia takie wrażenie przez większość kart powieści. Powiedzieć, że jest mało lotny, to eufemizm. Stykając się w niezwykłymi zjawiskami w pracy ma problem z rozpoznaniem zdarzeń, które faktycznie odbiegają od normy i powinny obudzić w nim czujność. Kiedy znajduje list od Sophie, w którym oznajmia ona, że wyjeżdża do Hollywood, a ich związek uznaje za zakończony, przyjmuje to jak jeden z wielu dopustów losu. W końcu, czy ktoś taki jak on może oczekiwać szczęśliwego zakończenia związku z kobietą? Jego niskie mniemanie o sobie i skłonność do użalania się nad sobą ułatwiają zadanie tym, którzy mają wobec niego wrogie zamiary. A choć Paul nie jest tego świadom, gromadzą się nad nim czarne chmury. Zniknięcie Sophie jest tylko elementem zawiłej intrygi, w której stawką - jakżeby inaczej - jest przyszłość ludzkości. Paul będzie musiał stawić czoła wielu przeciwnościom i wykazać się nie tylko inteligencją, ale i odwagą, żeby pokrzyżować plany zagłady ludzkości.
Powieść nie jest może rewelacyjna, ale czyta się ją przyjemnie. Jeśli ktoś lubi angielski humor, zasnuty oparami nonsensu i absurdu w stylu Monty Pythona, może mu się spodobać. Nie warto w tym szukać logiki, bo chodzi tu raczej o zabawę konwencją. Mnie książka rozbawiła, pochłonąłem ją w błyskawicznym tempie i dlatego ją polecam. Ale ostrzegam: trzeba lubić tego typu humor.
PS. Krytykowałem "Ostatniego jednorożca" za absurd i nonsens i krytykę podtrzymuję: tam nie było to śmieszne, a tu nawet bardzo. |