Naziści niemieccy stawiali sobie za cel triumf rasy nordyckiej nad podludźmi, czyli pozostałymi rasami. Aby triumf ten urzeczywistnić, konieczne było fizyczne wyniszczenie innych ras, ale także zwiększenie populacji rasy nordyckiej, gdyż to właśnie przyrost demograficzny zapewnić miał Niemcom supremację. Od liczebności czystych rasowo Niemców miała zależeć zdolność do ekspansji.
Heinrich Himmler, dowódca SS i jeden z towarzyszy Hitlera, jeszcze przed przejęciem władzy w Niemczech przez NSDAP mówił: "Gdyby udało nam się znowu odbudować rasę nordycką w Niemczech i wokół naszego kraju i nakłonić ludzi, by zostali rolnikami, i gdybyśmy z tego zaczynu stworzyli dwustumilionową rasę, wówczas świat należałby do nas." W konsekwencji naziści uznawali rodzinę za "komórkę rozrodczą" narodu. Kobiety bezdzietne w niewybrednych żartach zaczęto określać "niewypałami batalii populacyjnej". Działania na rzecz zwiększenia przyrostu naturalnego czystych rasowo Niemców nie ograniczały się wyłącznie do haseł propagandowych. Natychmiast po przejęciu władzy naziści zakazali reklamy i wystawiania środków antykoncepcyjnych oraz zamknęli kliniki zajmujące się przerywaniem ciąży. Aborcje uznawano za "akty sabotażu przeciw przyszłości rasowej Niemiec". Oznaczało to wprowadzenie surowych represji dla lekarzy przeprowadzających tego typu zabiegi. Wydawać by się mogło, że była to typowa polityka prorodzinna, zwłaszcza iż równocześnie państwo hojnie łożyło na rodziny wielodzietne, wprowadzając zasiłki na dzieci i dodatki rodzinne. Byłoby to jednak zupełnie mylne wrażenie. Wezwania do zwiększenia przyrostu naturalnego odbywały się właśnie kosztem tradycji rodzinnych. Wystarczy wspomnieć chociażby o tym, że stosunki przedmałżeńskie były w III Rzeszy powszechne. Według szacunków uprawiało je od 51% ludności w Saksonii, do 90% w Monachium. Efektem było wiele niechcianych ciąż. Właściwie określenie "niechciane" jest nieadekwatne do okresu III Rzeszy. Władze nazistowskie uznały bowiem, że przecież i dzięki temu zjawisku zwiększa się przyrost naturalny.
W grudniu 1935 roku Himmler założył Lebensborn e.V., czyli dosłownie Stowarzyszenie Źródeł Życia. Zadaniem stowarzyszenia była opieka nad czystymi rasowo, niezamężnymi matkami, które zaszły w ciążę za sprawą oficerów lub ludzi będących członkami policji lub SS, i umożliwienie im urodzenia dzieci w tajemnicy przed innymi. Dzieci te byłyby następnie adoptowane przez rodziny esesmanów (czasami ojciec poślubiał dziewczynę i do adopcji nie dochodziło). Himmler tak mówił o swojej inicjatywie: "Lebensborn zorganizowano w przeświadczeniu, że wartościowym rasowo kobietom rodzącym nieślubne dzieci należy stanowczo zapewnić bezpłatną opiekę i przyjazną atmosferę w ostatnich tygodniach ciąży."
Pierwszy dom Lebensborn otwarto w 1936 roku niedaleko Monachium. Domy Lebensborn oznaczone były białymi flagami z czerwonym punktem pośrodku, a zaopatrywane były lepiej niż ośrodki położnicze dla matek zamężnych. W szpitalach Lebensborn pracowały Brunatne Siostry z NSDAP. Działalność Stowarzyszenia Źródeł Życia finansowana była ze składek potrącanych z pensji członków SS. Założyciel Lebensborn, Himmler, osobiście interesował się wszelkimi aspektami działalności stowarzyszenia. Nawet najdrobniejszymi. Ustalał zatem jadłospis, wystrój oddziałów, czy nawet oprawę graficzną papieru firmowego itd. W efekcie - przynajmniej w przypadku czystych rasowo rodziców - zapobiegano aborcjom. Tyle tylko, że pomoc dla niezamężnych matek nie wyczerpywała zadań Lebensborn. W końcu głównym celem było zbudowanie licznej rasy nordyckiej. W konsekwencji domy macierzyństwa Lebensborn stały się z czasem praktycznie ośrodkami hodowlanymi, w których oficerowie SS mogli poznać odpowiednie, czystej krwi dziewczęta i je zapłodnić, czyli "ofiarować Führerowi dziecko". Himmler uważał Lebensborn za element selekcji genetycznej dla uzyskania "rasy panów", czyli Herrenvolk. Przywoływał stary zwyczaj germański, według którego jeśli dziewczyna, osiągnęła wiek odpowiedni do małżeństwa, ale nie znalazła męża, wyprowadzana była przez ojca w nocy, kiedy księżyc był w nowiu, na cmentarz przodków, do tzw. "kamienia weselnego". Dziewczynę kładziono na dolmenie, czyli kamieniu. Otaczali ją kręgiem wieśniacy ze wsi, spośród których ojciec wybierał jednego, który odbywał stosunek z dziewczyną. W ten sposób nie marnowała się dobra krew.
Wkrótce po III Rzeszy zaczęły krążyć plotki, że Lebensborn zatrudnia etatowo "asystentów prokreacji" - Zeugnungshelfer. Sam Himmler przyznał: "Podsycałem te plotki, tak by każda samotna kobieta pragnąca mieć dziecko nabrała przekonania, że może się w tej sprawie z pełnym zaufaniem zwrócić do Lebensborn [...]. Do roli "asystentów prokreacji" kierowaliśmy wyłącznie pełnowartościowych, czystych rasowo mężczyzn." Jesienią 1937 roku pasażerowie pewnego pociągu wpadli w osłupienie, gdy usłyszeli od młodej dziewczyny: "Jadę do obozu szkoleniowego SS w Sonthofen, aby dać się zapłodnić." Jedna z kobiet wspominała później: "W schronisku w Tegernsee czekałam do dziesiątego dnia mojego cyklu: w tym czasie przechodziłam badania medyczne. Następnie spałam z pewnym esesmanem, który miał do obsłużenia jeszcze jedną dziewczynę. Kiedy stwierdzono ciążę, mogłam wybierać: albo wrócić do siebie, albo od razu pojechać do domu opieki macierzyńskiej." Z kolei Jürgen Stroop, Gruppenführer SS, który w 1943 roku tłumił powstanie w getcie warszawskim, po wojnie opowiadał o swoich pozamałżeńskich związkach w ramach Lebensborn, które ukrywał przed żoną. Intymne udogodnienia domów Lebensborn wykorzystywały też damy z wyższych sfer, które chciały uniknąć aborcji w przypadku niechcianych ciąż. Naturalnie zarówno przyszłe matki, jak i przyszli ojcowie podlegali badaniom dotyczącym ich czystości rasowej, zanim pozwalano im skorzystać z domów opieki Lebensborn.
Kiedy wybuchła wojna, utrzymanie dużego przyrostu demograficznego stało się problemem. Mężczyźni byli na froncie, więc prokreacja została znacznie utrudniona. Co więcej, na frontach ginęli Niemcy, którzy tym sposobem nie mogli spłodzić dzieci, a pozostawiali po sobie liczne wdowy. Już w październiku 1939 roku Himmler wydał rozkaz SS, którego fragment wywołał sporo kontrowersji: "Bez oglądania się na skądinąd może potrzebne burżuazyjne prawa i zwyczaje, nawet poza instytucją małżeństwa, wzniosłym zadaniem niemieckich kobiet i dziewcząt szlachetnej krwi, nie z lekkomyślności, ale z najgłębszego moralnego nakazu, jest zostać matkami dzieci żołnierzy, powołanych na wojnę, o których los tylko jeden wie, czy powrócą do domów, czy też polegną za Niemcy. Podobnie mężczyźni i kobiety, którzy służą krajowi w ojczyźnie, mają w tym właśnie czasie święty obowiązek znów zostać ojcami i matkami."
Wielu odebrało to jako zachętę do stosunków pozamałżeńskich, a nawet zobowiązanie dla mężczyzn, którzy pozostali w ojczyźnie, aby odbywali stosunki z żonami i narzeczonymi żołnierzy przebywających na froncie. Tymczasem sytuacja stale się pogarszała. W 1942 roku, w związku z klęskami na froncie wschodnim i ogromnymi stratami niemieckimi, Himmler polecił przygotować plany budowy wielkiej centrali Lebensborn w Monachium. Miało się w nim pomieścić 400 000 kobiet, które ze względu na straty frontowe nie miały szans na znalezienie sobie męża. Naziści zaczęli poszukiwać sposobów na zwiększenie przyrostu naturalnego. Stąd chociażby makabryczne eksperymenty w obozach koncentracyjnych, które miały dać odpowiedź, jak sprawić, by kobiety poczynały bliźnięta. Himmlera nękał też problem, jak sprawić, by poczętych zostało więcej chłopców. Kazał naukowcom weryfikować nawet najbardziej niezwykłe teorie, chociażby jak poniższa, oparta na przesądach. W jednym z rejonów Niemiec praktykowano zwyczaj, że jeśli rodzice chcieli mieć męskiego potomka, to przez tydzień nie mogli spożywać alkoholu, a żona musiała dobrze się odżywiać i powstrzymywać od wszelkiej pracy. Po upływie tygodnia mąż musiał równo w południe opuścić dom i przebyć pieszo dystans około 40 kilometrów. Po jego powrocie małżonkowie odbywali stosunek, w wyniku którego zawsze poczęty miał być chłopiec.
Nazistowskie koncepcje rasowe miały ponure konsekwencje. Czystki rasowe i eksperymenty medyczne to inne oblicze tego samego zjawiska, które wbrew wcześniejszym zasadom moralnym, łamiąc tabu obyczajowe i tradycje rodzinne, zaowocowało powstaniem Stowarzyszenia Źródeł Życia.