Vuko Drakkainen płynie stworzonym z lodu okrętem. Towarzyszy mu kilkoro Ludzi Ognia. Kurs wiedzie w nieznane, choć pasażerowie mgliście domyślają się, skąd wysłany został okręt. Vuko szybko zresztą podejmuje próby przejęcia kontroli nad okrętem. Nie jest to łatwe, ale to doskonały sprawdzian dla Czyniącego, którym został.
Filar, syn Oszczepnika, czyli Terkej Tendżaruk, decyduje się na desperackie kroki, by wypełnić misję zleconą przez nieżyjącego ojca. Wraz z kilkoma towarzyszami zostaje niewolnikiem Ludzi Niedźwiedzi. To jedyny sposób, żeby wkroczyć na ich ziemie. Dzięki temu zbliża się powoli do celu swej misji. Jednak rozwiązanie to ma dość istotny mankament: niewolnik nie może decydować o swoim losie i zdany jest na łaskę właściciela. A ucieczka okazuje się dużo trudniejsza, niż Filar zakładał.
Przez pierwsze kilkadziesiąt stron Grzędowicz przynudzał. Tak jakby zasiadł do pisania bez przekonania i natchnienia. Ot, trzeba spreparować kolejny tom, a tymczasem jest tyle ciekawszych rzeczy do zrobienia... Tak to w każdym razie odbieram.
Spadek formy autora to standard przy wielotomowych cyklach. Pisarz ma kurę znoszącą złote jaja, więc nie może jej za szybko zarżnąć, bo straci źródło dochodu. Zapełnia więc strony słowami, sili się na nowe pomysły i odracza perspektywę zakończenia. Czytelnik się zżyma, ale co może zrobić?
Moje myśli podczas czytania pierwszych kilkudziesięciu stron wciąż uciekały na boki. Klasyczny objaw, gdy książka nijak nie wciąga i trzeba się zmuszać do lektury. Na szczęście potem autor pokonał kryzys twórczy i fabuła ruszyła z miejsca. Początkowo tylko wątek Drakkainena. I choć historia cesarskiego następcy też z czasem nabrała rumieńców, to i tak wypadła dość blado.
Ucieszyło mnie, że Vuko znów zaczął używać mózgu. Nie zawsze, ale to i tak postęp. Podtrzymuję tym samym swoje stanowisko, że z Drakkainena żaden żołnierz. Zbyt często wyłazi z niego wrażliwy intelektualista, który w sytuacjach wymagających szybkiego refleksu i działania radzi sobie nadzwyczaj kiepsko.
Tom trzeci osiągnął miejscami wysoki poziom pierwszego tomu. Grzędowicz znowu bawi się nawiązaniami kulturowymi i cytatami. Tym, którzy nie dostrzegli tych nawiązań w pierwszym tomie, odsłania niektóre tajniki warsztatu. W efekcie, nawet jeśli początkowo się na to nie zanosiło, to trzeci tom wypadł bardzo dobrze. |