Frederick Forsyth
"Fox"

Frederick Forsyth Fox

Ktoś włamał się do bazy danych Agencji Bezpieczeństwa Krajowego Stanów Zjednoczonych. Po kilku miesiącach żmudnych poszukiwań udaje się namierzyć lokalizację komputera, z którego dokonano włamania. Okazuje się, że znajduje się on w domku na przedmieściach Luton w Wielkiej Brytanii. Na miejsce wysłane zostają siły specjalne. Szturm zaskakuje mieszkańców. Nie są oni żadnymi przestępcami. Jest to zwykła rodzina. Tyle tylko, że nastolatek cierpi na zespół Aspergera. Czyni go to upośledzonym w wielu aspektach życia. Równocześnie jest geniuszem zdolnym włamać się do najlepiej zabezpieczonych systemów komputerowych.

Adrian Weston to emerytowany as wywiadu. Całe swoje życie zawodowe poświęcił szpiegowaniu ZSRR, a potem Rosji. Od jakiegoś czasu doradza brytyjskiej premier. Kiedy dowiaduje się o sprawie genialnego hakera, wpada na pomysł, jak go wykorzystać. Zaczyna się jego wielka rozgrywka szpiegowska z reżimami, które swymi działaniami destabilizują świat.

Forsyth ma swój charakterystyczny, reporterski sposób narracji. Chłodny, wyprany z emocji i bardzo realistyczny. Autor dba o detale, a drobiazgi są w stanie zmienić bieg wydarzeń. Fabuła jest niezwykle logiczna. Wszystko to razem sprawiło, że pochłonąłem książkę błyskawicznie. Lektura był ogromną przyjemnością, choć wpływ na to może mieć również fakt, że w tym roku jakoś wyjątkowo często trafiam na gnioty. Książka, która będzie choć przyzwoita wprawi mnie w zachwyt.

Mimo wszystko, aby nie było zbyt cukierkowo, nie odmówię sobie odrobiny złośliwości. Refleksje te abstrahują od mojego odbioru powieści i są tylko swego rodzaju komentarzem, który zrodził się na gruncie mojego ironicznego stosunku do rzeczywistości. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że ta powieść to swego rodzaju kompres na poturbowane brytyjskie ego. Forsyth żyje wspomnieniami dawnej świetności, ale dzisiejsza Wielka Brytania to tylko cień kraju, który niegdyś był imperium, a potem zachował ogromne wpływy dzięki wybitnym politykom, świetnym dyplomatom, profesjonalnemu wywiadowi i City. Nawet jeśli dużą rolę odegrała tu fikcja spopularyzowana przez literaturę i kino, upowszechniła ona wizerunek brytyjskiego profesjonalizmu. Wielka Brytania jest przez wielu postrzegana przez pryzmat kultury popularnej, a nie faktów.

Wydarzenia ostatnich lat zrujnowały ten pozytywny wizerunek. Żyjący mrzonkami dawnej świetności zwolennicy brexitu (do których zresztą zalicza się Forsyth) dają popisy niespotykanej wprost niekompetencji. Doprawiona brakiem jakichkolwiek zasad głupota triumfuje obnażając brutalną prawdę o upadku brytyjskiej klasy politycznej. Pozostał im tylko świat fikcji, w którym mogą zakulisowo nadal rządzić światem, jak to pięknie pokazał Forsyth w swojej nowej powieści. No cóż, marzenia to piękna rzecz. Zresztą napisana "ku pokrzepieniu serc" powieść Forsytha przynajmniej osadzona jest współcześnie. Jak nasz Sienkiewicz chciał pokrzepić rodaków, to sięgał do dalekiej przeszłości. Nie dość że zakłamał historię, to jeszcze przesunął zainteresowania czytelników w daleką przeszłość w miejsce teraźniejszości i przyszłości. I tak już nam, Polakom, niestety zostało. Wystarczyło że milion nas wyemigrowało na Wyspy i Brytyjczycy zaczęli wykazywać mnóstwo cech tradycyjnie przypisywanych Polakom. Przypadek?

Site copyrights© 2019 by Karol Ginter