Mirandzie udaje się uciec z rąk Dasatich. Organizuje obronę na Kelewanie, mobilizując wszystkie siły Imperium Tsuranuanni. Zagrożenie jest tak poważne, że cesarz powołuje Warlorda. Inwazja Dasatich zbliża się wielkimi krokami.
Pug, Magnus, Nakor i Bek wciąż przebywają na świecie Dasatich. Nawiązali kontakt ze środowiskami, które są w opozycji do Mrocznego Boga. Początkowi inwazji na Kelewan towarzyszą krwawe wydarzenia na światach Dasatich. Krwiożerczy bóg potrzebuje mnóstwa ofiar, by zrealizować swe plany. Czas wydaje się odpowiedni, by stanąć z nim do konfrontacji.
Jommy nadal służy w wojsku. Jego kolejna misja prowadzi do spotkania z nieznanym plemieniem elfów na Szczytach Quorów. Nie żywią oni przyjaznych uczuć do ludzi, dlatego Jommy wraz z towarzyszami trafiają do niewoli. Stoi przed nimi trudne zadanie przekonania elfów, że powinni zostać raczej sojusznikami. Od tego może zależeć przetrwanie.
Odwlekałem lekturę tego tomu, bo byłem zawiedziony już drugim tomem sagi. Niestety, moje obawy się sprawdziły. Lektura okazała się miejscami udręką. Owszem, wątek dotyczący Szczytów Quorów był na przyzwoitym poziomie. Czegoś takiego oczekiwałem sięgając po lekturę. Mogę jedynie ubolewać, że nie był wątkiem głównym i został potraktowany dość po macoszemu. Wątek toczący się na świecie Dasatich obarczony był grzechami, o których wspominałem w recenzji drugiego tomu sagi. Z kolei opis batalii na Kelewanie przypominał najgorsze dokonania autora z czasów cyklu o wojnie z wężowym ludem. Autor wyraźnie ma skłonność do podporządkowania narracji do swojej wizji, nawet gdy urąga to rozsądkowi. Już kiedyś wspominałem, że lubię, gdy w trakcie lektury mam wrażenie, iż autor jedynie relacjonuje wydarzenia. Feist brutalnie daje czytelnikowi do zrozumienia, że kreuje wydarzenia. Bohaterowie zachowują się bezmyślnie i podejmują bezsensowne decyzje tak długo, jak długo jest to na rękę autorowi. Szkoda. A pierwszy tom sagi tak dobrze się zapowiadał. |