Recenzje
 
 
Recenzje Karola
 
Philip Jose Farmer
"Czarodziejski labirynt"
Philip Jose Farmer Czarodziejski labirynt

Dwa parostatki płyną w górę Rzeki. Celem obu jest dotarcie do wieży znajdującej się na biegunie. Jednak dla Sama Clemensa, dowodzącego jednym z parostatków, silniejsza od pragnienia odkrycia tajemnic wieży jest chęć wywarcia zemsty na Janie bez Ziemi. Wciąż nie może mu darować kradzieży drugiego parostatku, choć od tego czasu upłynęły dziesięciolecia. Tymczasem na pokładach obu parostatków zdążyli się zaokrętować wszyscy znaczący bohaterowie z poprzednich tomów. Parostatki zbliżają się powoli do Virolando. Konfrontacja jest coraz bliższa.

Autor najpierw poświecił wiele stron na nużącą rekapitulację. Było nudno. Ale Farmer zaraz udowodnił, że może być gorzej i fabuła zdryfowała bez celu. Gdy czytelnik na dobre zasypiał, pojawiło się trochę scen batalistycznych. Akcja ożyła. Bez większego sensu, ale efektownie. Wreszcie, na ostatnich 150 stronach, autor usiłował wykreować jakiś ciąg dalszy historii rozpisanej w poprzednich tomach. Wyszło mu to fatalnie. Wiele mogę wybaczyć, nawet tak durne pomysły, ale żeby one chociaż były spójne i sensowne.

Zacznijmy od tego, że Farmer nawet nie próbował przybliżyć czytelnikom mitycznego kodeksu etycznego, którego przestrzeganie otwiera drogę do przejścia dalej. Może "etyczne" jest znęcanie się nad słabszymi? Albo zjadanie pokonanych wrogów w celu uhonorowania ich męstwa? W końcu są różne modele kulturowe. Zgodnie z moim systemem wartości, Etykom daleko do bycia etycznymi. Przypomnę cytat z Edmunda Burke'a "Aby zło zatriumfowało, wystarczy, by dobry człowiek niczego nie robił." Nie o to chodzi, aby samemu brzydzić się przemocą, ale także o to, by starać się ją minimalizować. Tymczasem Etycy zawłaszczyli sobie rolę bogów, ale całkowicie biernie przyglądali się fali okrucieństwa zalewającej Świat Rzeki. Gdyby byli szalonymi naukowcami, a Świat Rzeki byłby dziwnym eksperymentem, łatwiej bym w to uwierzył.

Obrzydzenie budzi we mnie zmanipulowanie przez autora biografii Göringa i pominięcie niewygodnych faktów. To był zbrodniarz, który bogacił się na majątku zrabowanym Żydom. To on do spółki z Himmlerem zaplanował i zrealizował "Noc Długich Noży". To jego Luftwaffe strzelała do ludności cywilnej i bombardowała miasta.

Autor nie ma też najmniejszego pojęcia, jak działają mechanizmy władzy. Władza może być oparta na autorytecie lub na terrorze, ale każda władza się zużywa. Dlatego rządzący zawsze mają skłonność do otaczania się ludźmi niekoniecznie wybitnymi, ale za to nadzwyczaj posłusznymi. Czy zatem obsadzony w roli czarnego charakteru Jan bez Ziemi, byłby na tyle głupi, żeby rekrutować w skład załogi ambitnych indywidualistów? Skoro jednak to zrobił, to ile trzeba byłoby czekać do buntu na pokładzie? No i najważniejsze, jaki ktokolwiek miałby interes, żeby ryzykować swoje życie dla Jana bez Ziemi? Tu się nic nie trzyma kupy.

Moja przygoda z cyklem o Świecie Rzeki dobiegła końca. Ma się ukazać jeszcze jeden tom, ale już mam dość. Stwierdzenie, że ten tom mnie rozczarował, to byłby eufemizm.

     
 
Site copyrights© 2013 by Karol Ginter