Jako całość ten zbiór opowiadań mnie rozczarował. Oczekiwałem czegoś innego. Wspólnym mianownikiem jest tu wprawdzie magia, ale pojmowana dość szeroko i niekoniecznie na gruncie czystej fantasy. Mimo tego kilka opowiadań było naprawdę dobrych, sporo znośnych i zaledwie kilka takich, po których miałem ochotę napuścić na ich autorów jakiś radykałów z ruchów ekologicznych. W końcu szkoda tych drzew...
Pierwsze opowiadanie w tomie i zarazem pierwsze z tych, które mi się spodobały, jest autorstwa Neila Gaimana. Rękę autora łatwo rozpoznać. Wszystko lekko zakręcone. Bohaterem jest dziecko, które mieszka na cmentarzu i jest wychowywane przez duchy. Pewnego dnia postanawia upamiętnić nagrobkiem grób czarownicy. Kontakt z ludźmi okazuje się dla niego dość nieprzyjemnym doświadczeniem.
Bardzo interesujące jest opowiadania Gartha Nixa. Autor jest mi nieznany, ale bardzo ciekawie wykorzystał motywy historyczne związane z podbojem Anglii przez Wilhelma Zdobywcę. Wprawdzie odwołania historyczne są wręcz nachalne, ale sama historia jest dość oryginalna i pokazuje konflikt na zupełnie innej płaszczyźnie, jako spór magii ostrokrzewu i żelaza.
Ze względu na humor wyróżniłbym opowiadanie Eoina Colfera. Zabawna drwina z konwencji fantasy.
Tad Williams opowiedział historię, w której pokazał, jak bardzo szkodliwe są uprzedzenia i jak przewrotny potrafi być los, kiedy chodzi o spełnianie marzeń.
Jedno z najlepszych opowiadań w tym tomie jest autorstwa Orsona Scotta Carda. Autora przedstawiać chyba nie trzeba. Opowiadanie bazuje może na dość utartych schematach obecnych w fantasy (pomiatany chłopak, który staje się potężnym magiem), ale czasami ważne jest jak historia zostanie opowiedziana, a Card postarał się, by czytelnik nie czuł się zawiedziony. Przynajmniej ja nie byłem.
Pewnie jeszcze mógłbym wskazać parę opowiadań, które mi się spodobały, ale wystarczy tej wyliczanki. Zawód, który odczułem w trakcie lektury, wziął się raczej z wygórowanych oczekiwań. Przewagę mają opowiadania co najmniej interesujące. |