Ślub Natalie Avery z Toddem Sandersonem był traumatycznym doświadczeniem dla Jake'a Fishera. Widzieć, jak ukochana poślubia innego, to bolesne przeżycie. Od dnia ślubu minęło 6 lat, a Jake Fisher nadal rozpamiętuje tamtą miłość. Wciąż jednak pozostaje wierny przyrzeczeniu, które złożył wtedy Natalie: zostawi ją w spokoju i nie będzie szukał z nią kontaktu. Pewnie tak by było nadal, gdyby nie przypadkowo wypatrzony w Internecie nekrolog Todda Sandersona. Jake uważa, że zwalnia go to z danej obietnicy. Jedzie na pogrzeb, ale zamiast ukochanej, widzi obcą osobę. To nie koniec niespodzianek. Wdowa poślubiła Todda przed kilkunastu laty. Zdezorientowany Jake postanawia wyjaśnić zagadkę i odnaleźć Natalie. Tym samym pakuje się w poważne tarapaty, bo czasami lepiej zostawić przeszłość w spokoju.
Mam słabość do powieści Cobena. Może i tym razem była to historia nadmiernie ckliwa i romantyczna, ale coś w sposobie narracji, budowania napięcia, kreowania postaci itd. sprawiło, że pochłonąłem ją błyskawicznie. Wiem, że fabuła oparta była na schemacie, który autor wielokrotnie prezentował. Mógłbym mnożyć nieistotne zastrzeżenia. Raz jeszcze Coben dowiódł talentu. To była dobra powieść.