Ekshumacja nie rozwiązała niczego. W trumnie zamiast zwłok jest urna z prochami. Mickey Bolitar nadal nie ma zatem pewności, co naprawdę stało się z jego ojcem. Oprócz tego, że pochłania go obsesja na tym punkcie, zajmuje się też problemami swoich rówieśników. I wciąż uważa się za mądrzejszego od innych, choć dysponuje zaledwie szczątkową inteligencją.
W połowie książki zorientowałem się, że trudno stwierdzić, o co właściwie w tym tomie chodzi. Nie było żadnego wątku przewodniego. Narracja była chaotyczna. Wątki sklejone na siłę. Zakończenie naciągane do bólu i zadające gwałt logice i rozumowi. Tak jakby sam autor miał dość tej historii i tego bohatera i chciał się z nim jak najszybciej rozstać. Nawet jeśli oznaczałoby to, że zawiedzie wiernych czytelników. Oby już nigdy nie przywoływał tych postaci na kartach swoich powieści.
Jedną z największych słabości tej książki jest katastrofalny dobór bohaterów. Mickey popisuje się głupotą. Brak mu choć odrobiny instynktu samozachowawczego. A do tego jest łatwowierny jak pięciolatek. Ema z kolei wspina się na wyżyny hipokryzji. Oszukuje wszystkich wokół, ale ma do innych żal, że jej nie lubią. Może gdyby nie była tak zakłamana, byłoby inaczej, ale taka refleksja nie przychodzi jej do głowy. Udaje kogoś innego, buduje odpychający image, ale oczekuje wyrazów sympatii. Dramat. Być może i powieściowy portret nastolatków, choć irytujący, jest poprawny. Sprawia jednak, że są to postacie antypatyczne. Nie sposób z nimi sympatyzować. A gdy ich los jest czytelnikowi obojętny, autor nie jest w stanie zbudować choć odrobiny napięcia. Nudno było, ale jakoś dobrnąłem do końca.
I choć powinienem już kończyć, bo powieść nie jest warta, by poświęcać jej tyle uwagi, nie mogę się powstrzymać przed skrytykowaniem idei Schroniska Abeona. Ci ludzie porywali dzieci z ich rodzin uważając to za najlepszą formę pomocy! Najpierw przemoc ze strony rodziców, a potem porwanie przez obcych. To jakiś koszmar. Jak bardzo trzeba mieć okaleczoną psychikę, by uznać to za pomoc. Dziecko doświadczyłoby kolejnej traumy. Przychodzą mi do głowy najróżniejsze pomysły, jak pomóc prześladowanemu dziecku, ale na pewno nie jeszcze jedna skandaliczna forma przemocy, jaką jest uprowadzenie wbrew jego woli.