Zazwyczaj, gdy ktoś zajmuje się duchami i zjawiskami paranormalnymi, to znaczy, że z nauką jest na bakier. Jeremy Logan to jednak naukowiec, który poświęcił się parapsychologii. Zna się na marketingu na tyle, by swoją profesję nazwać bardziej oryginalnie: enigmatologia. Metoda skuteczna, bo właśnie został wynajęty by wyjaśnić nieszczęścia towarzyszące wyprawie archeologów w Egipcie. Wyprawę zorganizował Porter Stone, znany poszukiwacz skarbów. Ma ona odnaleźć miejsce pochówku faraona, który zjednoczył Egipt, Narmera. Ze względu na powtarzające się tajemnicze wypadki i zdarzenia, uczestnicy wyprawy zaczynają podejrzewać, że ciąży na nich klątwa faraona. Obecność Logana ma uspokoić nastroje. Tyle tylko, że dochodzi do kolejnych wypadków, a Logan nie potrafi nie tylko im zapobiec, ale także odkryć ich przyczyny.
Fabuła zaczęła się intrygująco. Co z tego, kiedy potem było coraz gorzej. Child nie mógł się zdecydować, czy narracja powinna zdążać w stronę horroru z udziałem sił nadprzyrodzonych, czy powieści przygodowej, demaskującej ciemnotę i zabobon.
Autor dość swobodnie poczyna sobie także z historią. Wiele bym wybaczył, gdyby narracja mnie wciągnęła. Zamiast tego, nabierałem coraz większego dystansu do fabuły. Z każdą kolejną przeczytaną stroną coraz bardziej kwestionowałem logikę opowiadanej historii. Zastanawiałem się, czy jest tam w ogóle ktoś obdarzony odrobiną inteligencji. Mieć zainstalowane kamery i nie weryfikować nagrań w celu wyjaśnienia tajemniczych zdarzeń, to zachowanie dość zaskakujące. Zresztą całkiem sporo epizodów obraża inteligencję czytelnika. Przykładowo, kto podjąłby się próby kradzieży w sytuacji, gdy nie może uciec, a przestępstwo niechybnie wyjdzie na jaw?
Nie mogę ciągnąć listy pytań bez odpowiedzi, bo zdradziłbym zbyt wiele. Po lekturze zostało rozczarowanie. Początkowy potencjał powieści był naprawdę spory.