Recenzje
 
 
Recenzje Karola
 
Maxime Chattam
"Krew czasu"
Maxime Chattam Krew czasu

Do klasztoru Mont-Saint-Michel (patrz okładka) trafia szukająca tymczasowej kryjówki Marion. Przypadkiem wpadła na trop afery dotyczącej najwyższych sfer władzy we Francji. Teraz musi się ukrywać. Schronienie to znalazł dla niej kontrwywiad. Znudzona odosobnieniem Marion zabija czas lekturą odnalezionego w pobliskiej bibliotece pamiętnika. Opisuje on wydarzenia, które miały miejsce w Kairze w 1928 roku. Autorem pamiętnika był Jeremy Matheson, który prowadził śledztwo w sprawie bestialskich zabójstw dzieci. Marion wciąga opis śledztwa, w którym pojawia się wątek nadnaturalny. Według miejscowych Egipcjan mordercą jest ghul. Marion jest zaabsorbowana zagadką. Tymczasem dziwne wydarzenia towarzyszą pobytowi Marion w Mont-Saint-Michel. Ktoś ją śledzi. Ktoś chce odebrać jej pamiętnik. Czy odkrycie zagadki sprzed lat pozwoli jej odkryć tajemnicę prześladowcy z Mont-Saint-Michel?

Gdyby nie to, że kupując książkę w antykwariacie, nie przyjrzałem się uważnie okładce, pewnie nie kupiłbym tej książki. Zniechęciłby mnie slogan "Współczesna wersja Imienia róży Umberto Eco". I dobrze by się stało. Inna sprawa, że po lekturze książki mistrza mylenia tropów, jakim jest Coben, powieść Chattama jawi się jak wprawka czeladnika pisarskiego zawodu. Już na stronie 83 wiedziałem (i podejrzewam, że wielu innych czytelników też na to wpadło), kim okaże się sprawca zbrodni w Kairze. Marion właśnie zaczęła lekturę pamiętnika i pozostało 320 stron do końca. Owszem, był cień niepewności i nikła nadzieja, że niespodziewany zwrot akcji wywróci wszystko do góry nogami, ale nadzieja okazała się złudna. Wprowadzenie wątku nadprzyrodzonego wypadło wyjątkowo blado. Tropy były mylone bardzo kiepsko. Wszystko było zbyt oczywiste. Narracja toczyła się w tempie, które nawet flegmatyczny żółw uznałby za ospałe. Pomysł ze spermą na zwłokach był nawet bardziej absurdalny od włączenia do fabuły wątku ghula. Z opisów wynikało, że wytrysk musiałby być mierzony w litrach. Do tego okazuje się, że nie potrzeba laboratoriów kryminalistycznych. Każdy policjant na pierwszy rzut oka rozpoznaje w wilgotnej plamie spermę. Skądinąd w ciepłym, kairskim powietrzu, plama szybko by wyschła - autorowi chyba nieznane jest zjawisko parowania cieczy. Innymi słowy: absurd i nuda.

     
 
Site copyrights© 2008 by Karol Ginter