To powinien być kolejny rutynowy patrol. Patrolowiec Straży Międzyplanetarnej zmierza w stronę Plutona, gdy odbiera komunikaty radiowe o ataku na tamtejsze kopalnie. Po przybyciu na miejsce, natyka się na ogromny statek kosmiczny. Ludzie nie posiadają technologii umożliwiającej zbudowanie takiego pojazdu. Wniosek nasuwa się sam: to obca cywilizacja.
Dochodzi do walki. Niewielki patrolowiec nie ma żadnych szans. Z życiem uchodzą tylko dwaj członkowie załogi. Obserwują, jak obcy statek odlatuje. Gdy zostają uratowani, ich opowieść zostaje przyjęta z dużym sceptycyzmem. Jednak jeden z ocalałych to ekscentryczny milioner. Angażuje wszystkie swoje środki finansowe, by przygotować ludzkość do starcia z wrogiem, który dysponuje przewagą technologiczną. Czasu jest mało, a dużo do zrobienia.
Z dzisiejszej perspektywy historia trąci banałem. Jednak trzeba pamiętać, że powstała w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Wytyczyła ścieżki dla wielu późniejszych autorów s-f.
Campbell daje popisy swej kreatywności, gdy wymyśla nowe sposoby zagłady wprowadzane na pole walki przez obie strony konfliktu. Powstają coraz efektowniejsze i zarazem efektywniejsze metody niszczenia przeciwnika. Wyścig zbrojeń ma jednak swoją cenę mierzoną w liczbie zabitych po obu stronach.
Autor skupia się na wariacjach na temat technologii niszczenia wroga. Śmierć ma wymiar tylko statystyczny. Próżno tu szukać choćby zarysu portretu psychologicznego postaci. Na to czytelnikom s-f przyszło jeszcze trochę poczekać.
***
Ta istota miała być martwa. Żadne znane ziemskie stworzenie nie potrafi przetrwać w stanie zamrożenia tak długo. Taka była opinia większości naukowców, gdy zdecydowano się ją rozmrozić. Zdanie mniejszości, że ryzyko jest zbyt wielkie, zostało zignorowane. Jednak to właśnie oni mieli rację. Ta istota nie pochodzi przecież z Ziemi. Nie tylko ożywa, ale natychmiast atakuje. Co gorsza, jej zabicie niczego nie rozwiązuje. Posiada naprawdę unikalne sposoby na pokonanie wrogów.
"Coś" to genialna historia. Zrobiła wrażenie na Hollywood, więc sięgano po nią kilkukrotnie. To, że Campbell wpadł na tak niesamowity pomysł, raz jeszcze potwierdza jego niezwykłą kreatywność. Jasne, z dzisiejszej perspektywy sposób narracji, prezentowania bohaterów, czy budowania napięcia - wszystko to wygląda dość nieporadnie. Tym niemniej, ta opowieść to klasyka s-f.