Dowódca kompanii najemników woli utrzymać swoją tożsamość w sekrecie. Dlatego każe sie nazywać Czerwonym Rycerzem. Jest przy tym przewrażliwiony na punkcie swoich tajemnic. Reaguje gniewem na ludzką ciekawość. Członkowie jego kompanii cenią go za umiejętności i dlatego tolerują jego dziwactwa.
Kompania Czerwonego Rycerza właśnie podpisała kontrakt na ochronę żeńskiego klasztoru w Lissen Carak. Tak się składa, że klasztor i zamieszkujące go zakonnice też skrywają szereg tajemnic. Czerwony Rycerz nie uświadamia sobie, w jakie kłopoty wpakował siebie i swoich ludzi, zgadzając się na podpisanie kontraktu.
Dzicz jest zagrożeniem od pokoleń. Za panowania poprzedniego króla udało się powstrzymać potwory z Dziczy. Teraz Dzicz znowu szykuje się do wojny. Głównym celem nowej kampanii jest klasztor w Lissen Carak. Siłami Dziczy kieruje potężny mag, Głóg. To kolejna postać pełna tajemnic.
Siły Czerwonego Rycerza są za słabe, by pokonać armie Dziczy. Czy Czerwonemu Rycerzowi uda się chociaż wytrzymać oblężenie do czasu nadejścia odsieczy?
Miles Cameron stworzył uniwersum w oparciu o motywy ze średniowiecznych romansów rycerskich. Inspiracja średniowieczem jest czytelna, choć niekonsekwentna. Autor koncentruje się na fabule, a tło religijne, społeczne i prawne dopasowuje do potrzeb narracji. I właśnie to generuje pewne zgrzyty w odbiorze. Koegzystencja magii i chrześcijaństwa w tym świecie jest dla mnie niezrozumiała. Społeczeństwo jest na pierwszy rzut oka stanowe, ale zaraz okazuje się, że właściwie nie ma sztywnych barier stanowych. Sprawia to, że tło wydarzeń wydaje się zbyt odrealnione, by mogło być wiarygodne.
Niezbyt zrozumiałe są także motywacje postaci zapełniających karty powieści. Autor ogranicza się do mglistych aluzji. A czasami opiera się na motywacjach przeszczepionych wprost z romansów rycerskich, co trąci bajkową naiwnością. Zbyt widoczny jest dysonans między sposobem prezentowania powieściowej rzeczywistości, który jest bardzo naturalistyczny w opisach okropności wojny, a bajkowymi standardami. Psychologia w efekcie mocno kuleje.
Opisane przeze mnie mankamenty obniżają ogólną ocenę powieści. Zgrzyty te uniemożliwiły pełne zaakceptowanie uniwersum. Równocześnie jednak wysoko oceniam stronę fabularną. Cameron postawił na wartką akcję i na tym polu trudno do czegokolwiek się przyczepić. Podkreślić warto również, że autor jest doskonale zorientowany w tajnikach walki średniowiecznej i nie popełnia wielu gaf, którymi zapełnione są podobne książki.
Powieść ma trochę mankamentów, ale ważąc plusy i minusy, więcej dostrzegam plusów. Już zresztą kupiłem kontynuację, co chyba jest najlepszym podsumowaniem.