Baldur's Gate
2. Właściwie nie ma chyba sensu reklamować tej gry.
To RPG osadzona w świecie fantasy. RPG jak się patrzy.
Krótko rzecz ujmując: zabijanie wszystkiego co się
rusza nie jest najlepszą strategią, choć skądinąd
trzeba być ostrożnym, bo czarne charaktery nie oznajmiają
nam wprost o swych złych zamiarach. Zdrada może
nas spotkać nawet ze strony członka drużyny.
Ale zacznijmy od początku. W grze tej stoimy na
czele drużyny, która może liczyć maksimum 6 osób.
Jej skład kompletujemy w trakcie gry, choć już na
samym początku mamy możliwość dobrania sobie do
towarzystwa trzech osób znanych z poprzedniej części.
Każdy z członków drużyny ma inne cechy i odmienne
umiejętności. To my decydujemy, kogo przyjąć do
drużyny, a kogo z niej usunąć. Oczywiście musimy
brać pod uwagę zgodność charakterów. Zła postać
popadnie szybko w konflikt z dobrymi członkami drużyny.
Już w poprzedniej części doświadczyłem bitwy między
moimi towarzyszami przygód. Tym razem starałem się
tego uniknąć.
Zachwyca mnie w tej grze wielowątkowość. Można samemu
decydować o wyborze drogi do celu. Jest tyle możliwości.
Nie raz miałem poważny dylemat, gdyż żadne rozwiązanie
mnie nie satysfakcjonowało całkowicie. Pierwszy
problem to dobór samej profesji naszej postaci,
gdyż zaważy to nie tylko na naszych umiejętnościach,
ale i na przygodach, które nas spotkają. A przygody...
Można nawet romansować z członkami drużyny. No i
wreszcie humor. Specjalnie zamieściłem plik MP3
z małym przykładem komentarza jednego z bohaterów,
którego możemy przyłączyć do drużyny. Warto zagrać,
chociażby po to, by usłyszeć komentarze gadającego
miecza. Albo sarkazm Obserwatora pilnującego skarbu
w Mieście Sahuaginów... Twórcy gry co i rusz popisują
się humorem. Nie brakło go zresztą i w pierwszej
części. W mojej opinii scenariusz Baldur's Gate
2 jest jednak lepszy od poprzednika.
No ale żeby dodać trochę dziegciu do tej beczki
miodu... Zawiodłem się całkowicie na intro. Jest
beznadziejne. Stylem nawiązuje do tego z Icewind
Dale, ale do pięt mu nie dorasta. Wygląda to jak
gryzmoły przedszkolaka. Nie podoba mi się też arbitralny
wybór bohaterów poprzedniej części, którzy przeżyli.
Tak się składa, że w mojej grze nie przeżyli - ot,
chociażby Minsc: świr z chomikiem, który rzucił
się na mnie w pierwszej części, gdy mu szczerze
odpowiedziałem, co myślę o tej zażyłości z chomikiem
(na początku Baldur's Gate 2 jest nawet w związku
z przywiązaniem Minsca do chomika dość niesmaczna
aluzja na temat tego, gdzie to ów gryzoń był ukrywany
w trakcie niewoli). Ponadto znowu za niski jest
limit doświadczenia - za szybko osiąga się maksimum.
Mimo tych zastrzeżeń, gra zapełniła mi wiele godzin
pyszną zabawą. Nie uważam ich za stracone. |