Z pracą księgowego wiąże się wiele stereotypów. Jeremy Wheale nieustannie pada ich ofiarą. Ma opinię szarego, nudnego człowieka. Niestety, okazja, by zmienić swoje życie, pojawia się w dość tragicznych okolicznościach. Zamordowany zostaje brat Jeremy'ego. Do zabójstwa doszło na tle rabunkowym. Komuś bardzo zależało na tacy, która była w posiadaniu rodziny od pokoleń. Dopiero niedawno okazało się, że jest to znacznie cenniejszy przedmiot, niż sądzono. Wrzawa medialna wokół tacy sprawiła, że pojawiło się kilku potencjalnych kupców. Najwidoczniej ktoś postanowił pójść na skróty.
Jeremy jest zdeterminowany, by wyjaśnić zagadkę morderstwa. Taca okazuje się dla niego przepustką do wielkiej przygody. Tyle tylko, że niekoniecznie sielankowej.
Całkiem przyzwoita powieść przygodowa. Nie ma tu takich fajerwerków i tyle fantastyki, jak u Cusslera czy Rollinsa, ale dzięki temu historia ma większa znamiona prawdopodobieństwa. Ciekawostką jest spora dawka edukacji na temat nurkowania i problemów, z którymi wiąże się schodzenie na duże głębokości.
Upłynęło wiele lat, od czasu, gdy przeczytałem tę książkę pierwszy raz. Byłem na pierwszym roku studiów. Zastanawiałem się, czy moje przyszłe życie też będzie szare i nudne. Jakoś udawało mi się przed tym uciec. Do czasów koronawirusa. Teraz nie żyję, tylko wegetuję. Zdumiewa mnie, jak dużej części populacji to kompletnie nie przeszkadza. Jak łatwo za iluzję bezpieczeństwa oddali wolność. Smutne.