Przypadek Arras, czyli średniowieczna inżynieria społeczna

Ludwik XI

Król Francji Ludwik XI położył podwaliny pod późniejsze rządy absolutne we Francji. Odbiegał od stereotypowego obrazu monarchy. Ubierał się bardzo skromnie, cenił sobie proste przyjemności i przedkładał towarzystwo osób niskich urodzeniem nad szlachtę. Lecz pod tym wszystkim krył się bezwzględny władca, który nie cierpiał sprzeciwu. Nie pierwszy to raz i nie ostatni w historii miła powierzchowność ukrywała człowieka bezwzględnego. Człowieka, który nade wszystko cenił lojalność, toteż przyjmował na służbę osoby o wątpliwej reputacji, które czasami zdążyły już popaść w konflikt z prawem, albo też dopuszczały się nadużyć już w służbie monarchy, na co ten łaskawie przymykał oczy. Prawdopodobnie był doskonale świadom, że ludzie ci muszą mu być posłuszni, bo w przeciwnym wypadku łatwo będzie ich w pełnym majestacie prawa usunąć. Z kolei dla wrogów Ludwik XI nie znał litości. Gniew monarchy poznało na sobie miasto Arras.

Arras leży w północnej Francji, a sławę zyskało dzięki produkowanym tam tkaninom ozdobnym, które od miejsca produkcji zyskały sobie miano arrasów. Do 1477 roku Arras należało do Burgundii. W tym jednak roku zginął z rąk piechoty szwajcarskiej książę burgundzki Karol Śmiały. Skorzystał z tego natychmiast Ludwik XI, aby zająć część ziem burgundzkich, w tym Arras. Nie przyszło mu to łatwo. W czasie oblężenia miasta obrońcy ułożyli taki oto złośliwy wierszyk:

"Gdy szczury będą koty jadać,
Król będzie miastem władać,
Gdy morza wielkiego wody
Na świętego Jana zetną lody,
Wtedy dopiero przez śnieg i lód
Mieszkańcy Arras opuszczą swój gród."

Niestety taka chełpliwość była bezzasadna. Artyleria Ludwika XI zrobiła swoje. Przez wyrwę w murach wdarli się żołnierze i miasto padło. Ludwik XI kazał stracić stu najbardziej nieprzejednanych obywateli jako przykład dla innych miast, które chciał poddać swej władzy, po czym pozostawił miasto w zarząd panu du Lude. Jednak Ludwik XI miasto zdobył, ale go nie pokonał, tym bardziej, że urzędnicy królewscy dopuścili się natychmiast szeregu nadużyć. W mieście wrzało. Zawiązywały się spiski. Wybuchały niewielkie bunty. Król nie ukarał bynajmniej swoich urzędników i nie zaprowadził sprawiedliwych rządów. Zniecierpliwiony postawą miasta w początkach 1479 roku przedstawił swoim doradcom pewien pomysł. Przedyskutował go z doradcami finansowymi, przedstawicielami kupców i delegatami urzędników miejskich. W ten sposób zrodził się plan, który oficjalnie przedstawiono na specjalnie zwołanym zgromadzeniu przedstawicieli głównych miast królewskich. Ludwik XI zawsze wolał się asekurować. Wiedział, jak istotna dla realizacji jego drastycznego planu będzie aprobata społeczna. Nie chciał bynajmniej zrazić do siebie wszystkich mieszczan, a jedynie rozprawić się z jednym buntowniczym miastem. Przygotowanie odpowiedniego gruntu było jak najbardziej wskazane. Tym bardziej, że do realizacji planu niezbędna była współpraca innych miast.

Podczas zjazdu przedstawicieli miast królewskich, który odbył się w Tours, Ludwik nie tylko przekonał zebranych do swoich pomysłów, ale udało mu się nawet sprawić, by uwierzyli oni, że sami są ich współtwórcami. Można było przejść do ich realizacji.

Od połowy maja 1479 roku zaczęto wysiedlać mieszkańców Arras. Tych, którzy nie chcieli opuścić swych domostw dobrowolnie, zmuszano do tego siłą. Mieszkańcy Arras utracili z dnia na dzień wszystko. Dorobek nie tylko ich samych, ale także ich przodków. Wielu wyemigrowało na tereny burgundzkie, których nie udało się zdobyć Ludwikowi XI. W końcu czerwca po opustoszałych ulicach Arras hulał już tylko wiatr. Ale niedługo. Miasto Arras wymazano zupełnie, zmieniając jego nazwę na Franchise, czyli wolne od podatków. Wiatr hulał zatem po Franchise.

Tymczasem od początku czerwca trwała we Francji wielka akcja propagandowa. Zgromadzenia regionalne wyjaśniały teraz szczegóły planu królewskiego mieszkańcom innych miast. Ludwik XI umiał docenić politykę informacyjną, bo w swoim czasie odczuł na własnej skórze, jak skuteczną bronią może był sprawnie użyte kłamstwo. Zresztą sam też potrafił się nim posługiwać. Nie chciał teraz, by jego wrogowie skorzystali z okazji i wystąpili przeciw jego władzy. Miał przecież za sobą kilka buntów książąt, które zmuszały go do kapitulacji i zaprzepaściły niektóre z jego osiągnięć. Poinformowano zatem mieszczan francuskich, że miasto Franchise zasiedli teraz trzy tysiące rodzin: rzemieślnicy, sklepikarze i kupcy. Każde z miast królewskich miało dostarczyć kontyngent rodzin. Główny nacisk kładziono na hafciarzy gobelinów i sukienników. Franchise miało bowiem na wzór dawnego Arras być ośrodkiem wyrobu tkanin. Poza tym jednak wśród rzemieślników mieli być przedstawiciele każdej profesji, która była niezbędna do funkcjonowania miasta: piekarze, balwierze, cieśle, kamieniarze, młynarze itd. Rodziny wysyłane do Franchise miały otrzymać od swych miast odszkodowanie za pozostawiony w nich majątek, zwrot kosztów podróży oraz dwumiesięczne wynagrodzenie z góry. Była to doskonale zaplanowana i dopracowana w szczegółach kolonizacja.

Od połowy lipca Franchise zaczęli wypełniać nowi mieszkańcy. W kierunku miasta zmierzały grupy kolonistów pod eskortą żołnierzy. Kawalkada mężczyzn na koniach i wozów, na których jechały kobiety i dzieci oraz cały ich dobytek. Niewielu jednak miało uśmiechy na twarzach. Odebrano im na siłę ich domy i kazano udać się na tułaczkę w nieznane. W swoich miastach mieli już często określoną pozycję, stałych klientów i zapewniony byt. Kto mógł przewidzieć, jak to będzie w nowym mieście? Dlatego miały miejsce i takie przypadki, że żony, dowiedziawszy się, iż ich mężów wytypowano na kolonistów, zabierały dzieci i ich opuszczały. Była to bardzo smutna wędrówka.

Miasto się zapełniło, ale nie ożyło. Osadników nie obchodziła praca. Początkowo żyli na koszt wypłaconego im z góry wynagrodzenia, a potem woleli głodować, niż stać się elementem królewskiego planu. Być może liczyli na to, iż tym sposobem wymuszą zgodę na powrót do domu. Zapewne częściowo za marazm w mieście odpowiadała polityka miast królewskich, które, zmuszone do wysłania rodzin rzemieślniczych do Franchise, nie chciały pozbywać się dobrych obywateli. Lepiej było wysłać kiepskich rzemieślników i sklepikarzy. Pożytek z nich żaden, zatem i strata niewielka. Wprawdzie urzędnicy królewscy mieli dopatrzyć, aby koloniści byli odpowiedni, ale od czego są łapówki? Za korupcję odpowiedzialny był sam Ludwik XI, który nie widział nic nagannego w przekupywaniu ludzi. Zatem i jego ludzie byli przekupni. Przykładowo urzędnicy miejscy Orleanu zapłacili pełnomocnikom królewskim sto złotych szkudów i podarowali wino, aby zmiękczyć ich skrupuły. Pomimo tej łapówki odrzuconych zostało sześciu kolonistów z Orleanu wraz z rodzinami. Jak marni musieli być, skoro ich odrzucono? Pozostałych sześćdziesięciu czterech zostało jednak zaakceptowanych. Być może spełniali stawiane im wymagania, a może podziałała łapówka? Niezależnie od przyczyn, miasto nie produkowało tkanin. Król nie chciał się jednak pogodzić z porażką. Zarządzono drugą rekrutację kolonistów. Tym razem tylko kupców i tkaczy. Pomimo tego trudno było mówić o sukcesie. Wprawdzie ruszyła wreszcie produkcja tkanin, ale w skromnych ilościach i marnej jakości. Ludwik XI wysilał cały swój intelekt, aby miasto ruszyć z miejsca. Nadał mu zatem samorząd, przyznał przywileje i ulgi, a wreszcie narzucił innym miastom obowiązek nabywania tkanin z Franchise. Nic nie pomagało. Musiał przyznać się, do klęski. Zgodził się, aby koloniści powrócili do swoich rodzinnych miast. Ich bierny opór odniósł zatem spodziewany skutek. Franchise powróciło do nazwy Arras i zasiedlili je jego dawni mieszkańcy. Eksperyment społeczny Ludwika XI zakończył się fiaskiem. Król-pająk, jak go nazwano, nie uwzględnił w swych rachubach natury ludzkiej. Nie on zresztą pierwszy i nie ostatni.

Site copyrights© 2016 by Karol Ginter