
Wyspa Maui na Hawajach miała być kolejnym miejscem, gdzie komandor Grayson Pierce i Seichan ukrywają się przed światem. Niestety, błogą sielankę przerywa zagadkowy zamach. Wyspa zostaje zaatakowana przy użyciu dość nietypowej broni: ogromnego stada os. Nie są to jednak zwykłe osy. Jest to gatunek, którego świat nie widział od milionów lat. Osy są wielkie, agresywne i zabójcze. Atakują wszystkie stworzenia, które spotkają na swojej drodze. Nie wiadomo, jak je powstrzymać. A najgorsze, że są zagrożeniem dla całej planety, bo mnożą się w błyskawicznym tempie.
Grayson Pierce i Seichan jeszcze tego nie wiedzą, ale wcale nie znaleźli się przypadkowo w miejscu, gdzie ktoś wypuścił osy. To oni właśnie byli celem. Mieli zginąć. Oczywiście, to miał być tylko pierwszy element większego planu. Jego celem jest zniszczenie świata. Przynajmniej takiego, jakim go znamy. Agenci Sigmy kolejny raz muszą ratować życie na planecie. Tym razem przed fanatycznym Japończykiem, który mści się za krzywdy doznane jeszcze w czasie II wojny światowej.
Znalezienie sposobu na opanowanie zagrożenia, jakim jest nowy gatunek os, wymagać będzie żmudnego śledztwa. Będzie ono związane z historią kompleksu Smithsonian. W jego trakcie agenci z Sigmy trafią również do Polski.
Powieść napisana sprawnie. Akcja toczy się wartko. Fabuła co chwilę zaskakuje kolejnym zwrotem. Bohaterowie muszą stawiać czoła niezwykłym zagrożeniom. Wielokrotnie nie powinni wyjść z tych przygód cało, ale konwencja powieści ma swoje konsekwencje: mają nadzwyczajne szczęście.
Powieści Rollinsa mają swoją specyfikę. Jest to mieszanka faktów i fantazji. Czasami to bardzo intrygująca mieszanka. Tak jest właśnie w tym przypadku. Książka mnie wciągnęła i bardzo szybko ją przeczytałem. Jasne, że zdarzenia daleko wykraczają poza granice prawdopodobieństwa, ale z tym trzeba się pogodzić. Całkiem przyzwoita książka. Lekka rozrywka.