
Właściwie to Rincewind i Dwukwiat powinni byli zginąć. W końcu wypadli poza krawędź świata. Owszem, Dwukwiat miał szanse jeszcze trochę przeżyć, bo był w czymś co można na upartego nazwać statkiem kosmicznym, ale jego los i tak był przesądzony. Tyle tylko, że przeznaczenie postanowiło inaczej. Nagięte zostały wszelkie prawa i reguły. Świat został zmieniony. Rincewind i Dwukwiat wrócili na świat Dysku. A wszystko dlatego, że w głowie nieudanego maga tkwi bardzo potężne zaklęcie. Ono nie może zginąć.
Dla obserwujących wszystko magów to znak, że warto zapolować na Rincewinda. W końcu, kto nie chciałby być w posiadaniu takiej potęgi? Kierowani żarłoczną ambicją magowie nie doceniają Rincewinda i Dwukwiata. Powiedzieć, że ta para ma więcej szczęścia niż rozumu, to nic nie powiedzieć.
Tymczasem żółw A'Tuin skierował się w bardzo niebezpieczne rejony kosmosu. Na Dysku wali się dotychczasowy porządek rzeczy. Los świata zależy od ośmiu zaklęć, z których jedno tkwi w głowie Rincewinda.
Doskonała kontynuacja "Koloru magii". Bawiłem się przy lekturze nawet lepiej niż przy pierwszym tomie cyklu. Świetna satyra na wiele motywów znanych z fantasy. Tekst iskrzy się od humoru. Absurd goni absurd. Jest się z czego pośmiać. Mogę tylko żałować, że tak późno sięgnąłem po ten cykl.