Strona główna Recenzje
Recenzje

Strona główna
Recenzje
Napisz do mnie !

 
Recenzje Karola
George R. R. Martin: "Nawałnica mieczy"
t. 1: Stal i śnieg
t. 2: Krew i złoto
Doczekałem się wreszcie kolejnego tomu, czy raczej kolejnych tomów, cyklu George'a R. R. Martina "Pieśń lodu i ognia". Łącznie ponad 1100 stron fascynującej lektury. Szkoda, że tak mało... Na tych stronach wiele się wydarzyło. Spośród walczących o władzę królów zginęło aż trzech. W tym tomie Lannisterowie nadal triumfują. Na przestrzeni kilkuset stron wydaje się nawet, że może być to triumf bezwzględny, ale wydarzenia z końca powieści zapowiadają ciężkie chwile dla ich potęgi. Tyrion Lannister, który w poprzednim tomie pociągał za sznureczki władzy, teraz został pozbawiony przez ojca większego znaczenia i na pewien czas zepchnięto go na margines ważnych wydarzeń. Na swoje nieszczęście nie pozostał tam długo. Jego brat, Jaime Lannister, zmienia się pod wpływem traumatycznych doświadczeń. Tymczasem na północy armia Mance'a Rydera dotarła do Muru, próbując go sforsować. Mance Ryder zdobył legendarny Róg Zimy, który według legend ma moc zburzenia Muru. Jon Snow, bękart Eddarda Starka, zmuszony okolicznościami, przyłączył się do dzikich ludzi Mance'a Rydera, ale w sercu wciąż pozostaje wierny Nocnej Straży. Król północy, Robb Stark, oraz jego matka Catelyn pozwolili, aby uczucia kierowały ich działaniami, przez co tracą sprzymierzeńców i - nie do końca tego świadomi - zmierzają ku zagładzie. Sansa Stark pozostaje w rękach Lannisterów, co ma dla niej ponure konsekwencje. Arya Stark wciąż gdzieś się błąka, a kiedy jest już bliska połączenia z rodziną, gwałtowne wydarzenia przekreślają jej plany. Pokonany przez Lannisterów Stannis Baratheon zaszył się na swojej wyspie, Smoczej Skale, i czeka na sposobność do ponownego wejścia do gry o tron. Kiedy decyduje się na konkretne działania, są one dość dużą niespodzianką (przynajmniej dla mnie były). Daenerys Targaryen, jedyna ocalała przedstawicielka tego roku, tworzy swoją potęgę za morzami, aby odzyskać tron.

Tak najkrócej, a przy tym nie zdradzając zbyt wiele, streściłbym tę część cyklu. Oczywiście na przestrzeni 1100 stron wydarzyło się bardzo wiele. Powiedziałbym, że miało miejsce prawdziwe trzęsienie ziemi. Autor nie oszczędza bohaterów. Ciekaw jestem, kto dotrwa do końca cyklu, bo w tym tomie trup słał się jeszcze gęściej niż w poprzednich. Do tego odmiany losu bohaterów były tak niespodziewane i gwałtowne, że nie sposób ich przewidzieć. To oczywiście czyniło lekturę jeszcze bardziej fascynującą. Gdy do tego dodamy fakt, że opowieść jest doprawdy monumentalna i aż dziw bierze, iż autor nie gubi się w tych wszystkich wątkach, to jasne powinno być, dlaczego każdą wolną chwilę spędzałem na lekturze. Zarywałem nawet noce. A teraz czuję się fatalnie, bo nie wiem, kiedy poznam ciąg dalszy. Na całe szczęście mam do czytania inny cykl.

Kiedy zastanawiam się, co właściwie sprawia, że cykl "Pieśń lodu i ognia" (swoją drogą powoli zaczynam rozumieć, skąd wzięła się nazwa cyklu) jest tak fascynujący, przychodzi mi do głowy kilka rzeczy. Przede wszystkim dbałość o szczegóły. Składa się na nią kilka elementów. Autor zna realia średniowiecza i wie, że szarża ciężkozbrojnej konnicy na znacznie liczniejszy, ale niezdyscyplinowany i słabo uzbrojony pieszy oddział, zawsze kończy się sukcesem konnicy. Wie, że przewaga liczebna nie oznacza sukcesu, jeżeli atakuje się obwarowania. Wie, że nawet drobna rana może oznaczać śmierć, bo zakażenie to paskudna sprawa. To tylko parę przykładów, ale to właśnie ten realizm bardzo dobrze służy powieści. Dbałość o szczegóły to oczywiście nie tylko umiejętność posługiwania się realiami średniowiecza. To także umiejętność tworzenia zupełnie nowych obyczajów, które funkcjonują w opisywanym świecie. To zdolność kreowania historii opisywanego świata. To umiejętność tworzenia przeszłości postaci, które pojawiają się na kartach powieści. Nikt nie pojawia się znikąd. Każdy ma swoją historię, którą poznajemy w różny sposób. Przy tym możemy poznawać przeszłość bohaterów naświetloną z najróżniejszych punktów widzenia, niepewni, która z tych wersji jest najbliższa prawdy. W ten sposób postacie są zindywidualizowane. Nie są papierowe. Kiedy lepiej je poznajemy, zaczynamy rozumieć ich motywacje. W konsekwencji trudno o jednoznaczny podział na dobrych i złych, tak typowy przecież dla fantasy. Najlepszym przykładem jest tu Jaime Lannister, który przechodzi prawdziwą metamorfozę na kartach tej części cyklu.

Mógłbym tak jeszcze długo wyrażać swoje zachwyty, ale tak naprawdę powinno się samemu sięgnąć po tę książkę i albo się z tym zgodzić, albo nie.
 
Poprzednio odwiedzona strona