Strona główna Recenzje
Recenzje

Strona główna
Recenzje
Napisz do mnie !

 
   
Recenzje Karola
Elizabeth Haydon:
"Przeznaczenie"
Muszę przyznać, że jestem pełen podziwu dla wydawcy. Jeszcze nie tak dawno zachwycałem się drugim tomem cyklu, a już miałem możliwość przeczytania trzeciego, kończącego cykl. A przynajmniej pewien epizod, bo zakończenie wprawdzie wyjaśniło wiele kwestii, ale autorka zadbała o to, by na wszelki wypadek zasugerować możliwość dalszego ciągu. W każdym razie, kiedy porównuję sprawność wydawcy cyklu Elizabeth Haydon z tym, co dzieje się z cyklem Roberta Jordana, to aż żal mnie ogarnia. Zajmijmy się jednak samym "Przeznaczeniem". Powieść kończy perypetie związane z poszukiwaniami F'dora. Rapsodia, Achmed i Grunthor z powodzeniem zakończyli swą misję. Misję, którą wyznaczyło im przeznaczenie. Happy end jest wpisany w tego typu powieści, zatem nie zepsuję nikomu zabawy zdradzając takie zakończenie. Zwłaszcza, że najciekawsze jest oczywiście to, kto okazał się być F'dorem. Muszę przyznać, iż autorce udaje się naprawdę nieźle mylić tropy. Zresztą rozprawa z F'dorem zajmuje jedynie część ostatniego tomu. Potem zaczęły się inne przygody bohaterów. Przyznaję, że ta część nieco mnie znużyła. Autorka od pierwszego tomu balansowała na krawędzi przekształcenia tej powieści w romans. Połowa ostatniego tomu to właśnie romans. Nie jestem znawcą tego gatunku, zatem nie wiem, czy dobry, czy kiepski. Nie należę też do szczególnych miłośników tego gatunku. Zgadzam się, że dodanie wątku romansowego często ożywia powieść, gdyż relacje damsko-męskie wprowadzają dodatkowe napięcie. Rapsodia ze względu na swoją urodę - tak przynajmniej przedstawia to autorka - jest obiektem namiętnych westchnień męskiej populacji niezależnie od przynależności rasowej. Nieco jej to komplikuje życie i naturalnie fabułę powieści. Właściwie druga część powieści to materiał na odrębną książkę. Poza komplikacjami natury uczuciowej, przede wszystkim w relacjach Rapsodia-Ashe, jest tu wątek niepewności, czy triumf nad F'dorem był ostateczny i finałowe starcie, a właściwie wielka bitwa... Nie, nie zdradzę w związku z czym i z kim. Samo zakończenie pozostawiło po sobie pewien niedosyt informacji, gdyż autorka zostawiła parę niedopowiedzeń. Zwłaszcza w kwestii tej postaci, która od pierwszego tomu starała się manipulować czasem i bohaterami, aby wydarzenia przybrały korzystny obrót. W każdym razie autorka nie wybrała drogi niektórych twórców fantasy, którzy są w stanie produkować tom za tomem nie przybliżając czytelnika do rozwiązania zagadki. Co więcej, mimo wszystko utrzymała wysoki poziom pisania i choć musiałem wetknąć swoje trzy grosze, żeby powybrzydzać, to jednak mam nadzieję, że autorka nie porzuci swych literackich zainteresowań. Już przy recenzowaniu poprzedniego tomu stwierdziłem, że pełne zjadliwych uwag wypowiedzi głównych bohaterów nie raz mnie rozbawiły. Tak samo było i teraz. Wprowadzenie odrobiny humoru pozwoliło uniknąć nadmiaru patosu. Ale o tym każdy musi się już sam przekonać.
 
Poprzednio odwiedzona strona