Strona główna Recenzje
Recenzje

Strona główna
Recenzje
Napisz do mnie !

 
   
Recenzje Karola
Elizabeth Haydon:
"Proroctwo"

Po raz kolejny sięgnąłem po lekturę z gatunku fantasy. Nie będzie chyba niespodzianki, gdy dodam, że "Proroctwo" to część cyklu. Dokładniej drugi tom opowieści o przygodach Rapsodii, Achmeda i Grunthora. Trio, trzeba przyznać, dość niezwykłe. Rapsodia jest człowiekiem i Pieśniarką. Dwaj pozostali to Bolgowie. W wolnych chwilach najemni mordercy. Może trochę przesadziłem. Już przecież w pierwszym tomie nieco się przekwalifikowali. Achmed postanowił zostać królem, wobec czego Grunthor został jego generałem. Znalezienie poddanych nie nastręczało większych kłopotów, ale o tym było w poprzednim tomie. Zmiana zawodu nie pociągnęła zmian w sposobie życia. Gdy się jest królem Bolgów, znanych z pożywiania się ludźmi, to dla utrzymania autorytetu władzy należy od czasu do czasu wyprawić kogoś w zaświaty. Najlepiej w jakiś efektowny, krwawy sposób. Zarówno poddani, jak i wrogowie czują wówczas respekt.

Właściwie król Achmed stara się prowadzić wobec sąsiadów pokojową politykę, ale wiadomo przecież, iż ludzie są uprzedzeni wobec istot, które samym swym wyglądem budzą przerażenie. Nie przyjdzie im do głowy, że budzący strach potwór może być wewnątrz wrażliwą istotą. Hmm, może z tą wrażliwością to nieco się zagalopowałem.

Achmed i Grunthor są dżentelmenami wyłącznie wobec Rapsodii. Nieprzypadkowo. Pieśniarka jest bowiem nieprzeciętną pięknością. Jej widok poraża każdego mężczyznę. Zachowują się oni w jej obecności przeważnie jak na klasycznych samców przystało: ze względu na niedotlenienie ustaje praca ich mózgów, bo chociaż krew żywiej płynie, to kierowana jest do zupełnie innego obszaru ich organizmów. A żeby było zabawniej, Rapsodia jest absolutnie nieświadoma wpływu, jaki wywiera na przedstawicieli płci przeciwnej. Co więcej, jest nawet przeświadczona, że to ze względu na jej brzydotę wszyscy wytrzeszczają oczy na jej widok i zamiast coś mówić jedynie nieskładnie bełkoczą. Nie ukrywam, iż znam podobne kobiety z autopsji. Nic ich nie przekona do porzucenia takiej skrzywionej wizji rzeczywistości.

W każdym razie Rapsodia z czasem poznała prawdę. Miał w tym niebagatelny udział Ashe. Postać dość barwna, pół człowiek a pół smok, ale nie zdradzę nic więcej, bo choć łatwo się domyślić - i to już na kartach pierwszego tomu - kim on jest, to nie chcę nikomu zepsuć lektury.

Przedstawiłem główne postaci, ale warto wspomnieć o intrydze. Osią akcji jest zagrożenie dla istniejącego świata ze strony demona z gatunku F'dorów. Ów przedstawiciel żywiołu ognia (autorka stworzyła całkiem interesującą kosmogonię dla swego literackiego świata) zamierza zamienić świat w morze ognia, a tym samym zniszczyć wszystkie zamieszkujące go istoty.

Achmed to przedstawiciel gatunku, który od początków istnienia zwalcza F'dorów. Teraz sekundują mu w tym zgodnie Grunthor i Rapsodia. Jest też jeszcze jedna siła, która walczy z F'dorem, ale nie ujawnia swego istnienia. Ingeruje jednak w bieg wydarzeń, a nawet bieg czasu, by zniszczyć demona i uratować świat. A wytropić demona nie jest łatwo, gdyż nie przybiera on żadnej formy fizycznej, lecz znajduje sobie żywicieli, czyli ludzi lub inne istoty, którymi kieruje. Może zatem być kimkolwiek. Nic więc dziwnego, iż akcja wciąż się wikła.

Książka trzyma w napięciu, choć niektórzy mogą uznać, że wątek romansowy został nieco nadmiernie rozbudowany. No ale i on tworzy dość specyficzny klimat powieści. Do tego bardzo smakowite dialogi między Rapsodią, Achmedem i Grunthorem. Pełne zjadliwego humoru. Zresztą powieść miejscami aż iskrzy się od humoru. Powieściowy świat został w całości wymyślony przez autorkę. Zatem nie udało mi się dostrzec jakichkolwiek analogii historycznych, których tak chętnie wypatruję. Autorka na dodatek wymyśliła dla tego świata całkiem interesującą historię.

Książka naprawdę warta przeczytania. Może nie zasługuje na miano arcydzieła, jak reklamują wydawnictwo i Andrzej Sapkowski, ale jest to bardzo dobra fantasy. Zresztą autorka już wydała na Zachodzie trzeci tom, na który nam w Polsce przyjdzie zapewne jeszcze poczekać, co świadczy o popularności cyklu.

 
Poprzednio odwiedzona strona