
Kiedy studio filmowe stoi na krawędzi bankructwa, potrzebne są radykalne i innowacyjne działania, by je uratować. Tym bardziej, że zostało zaledwie kilka dni, zanim wierzyciele je zlikwidują. Z pomocą przychodzi wehikuł czasu. Dzięki niemu można przenieść się w przeszłość, wykorzystać ówczesną scenerię i po taniości zatrudnić miejscowych do filmu. Wybór pada na XI wiek i odkrycie Ameryki przez wikingów. Nieważne, ile czasu pochłonie realizacja filmu, bo dzięki wehikułowi czasu w teraźniejszości upłynie tylko parę dni.
Zabawny przykład, jak biznes mógłby wykorzystać podróże w czasie. Autor traktuje wszystko z przymrużeniem oka. Kpi nieustannie z branży filmowej. Bawi się też paradoksami, które generuje podróżowanie w czasie. Pokazuje, że przyczyna i skutek tracą rację bytu, gdyby można było dowolnie przenosić się w czasie. Lekka i przyjemna lektura.