|
|
 |
|
|
|
|
Uff... Wreszcie przez to przebrnąłem.
Książka jest strasznie nudna. Rozwlekła.
Gdyby Eco skrócił ją o połowę i wyciął
niepotrzebne dywagacje bohaterów o próżni,
czy kształcie świata, a przynajmniej
ograniczył je do niezbędnego minimum,
może coś by z tego wyszło. Ale zacznijmy
od streszczenia. Bohaterem powieści
jest tytułowy Baudolino. Z zawodu kłamca.
Wcale nie przesadzam. Ima się różnych
zajęć, które biorą swój początek z jego
nadmiernie wybujałej fantazji. Od dziecka
miał talent do języków. To właśnie dzięki
niemu mógł udzielić pomocy nieznajomemu,
który okazał się być cesarzem rzymskim
Fryderykiem Barbarossą. Barbarossa wziął
go na wychowanie. Tylko dzięki temu
Baudolino mógł studiować w Paryżu. Opis
studiów w Paryżu jest chyba najnudniejszy,
a przy tym naprawdę niewiele wnosi do
fabuły, choć to właśnie tam miała swój
początek intryga, która zdeterminowała
dalsze losy bohatera. Jednak staje się
to jasne dopiero po zakończeniu lektury.
Wcześniej miałem wątpliwości, po co
w ogóle autor snuje tę opowieść. Baudolino
wymyślił bowiem Gradalis (czytaj Graal).
W późniejszych latach nawet nadał mu
formę fizyczną. Od pewnego momentu ów
Gradalis stał się osią intrygi. Wielu
chciało go posiąść dla różnych celów.
Naturalnie nie wiedzieli, iż ów Gradalis
to blaga. W efekcie różnych perypetii
bohater wyruszył w poszukiwaniu królestwa
księdza Jana, aby wręczyć mu ów Gradalis.
Do królestwa księdza Jana nie dotarł,
ale za to odwiedził różne krainy zapełnione
dziwami i nienaturalnymi stworami. W
tym momencie Eco zmienił konwencję i
zamiast pisać powieść historyczną, stworzył
klasyczne fantasy. Niestety wiele się
jeszcze w tej materii musi nauczyć.
Wyraźnie widać braki w lekturze, których
nie nadrobi się samą znajomością mitów
średniowiecza. To pomieszanie powieści
historycznej z fantasy nie wyszło Eco
na dobre. Zresztą można mieć nawet zastrzeżenia
co do wątku historycznego, bo nawet
on miejscami zdradza braki autora. Mnie
samego czasami dziwi, jak moje postrzeganie
zmieniło się w efekcie ukończenia studiów
historycznych. Nie przepadam za powieściami
i filmami paradokumentalnymi. One zawsze
mają tę ułomność, że muszą zainteresować.
Tymczasem rzeczywistość historyczna
bywa wprawdzie absorbująca, ale nie
zawsze, podczas gdy czytelnik lub widz
tego właśnie oczekuje. Mógłbym mnożyć
przykłady, gdy rzeczywistość historyczna
poległa wobec wymogów komercji (hmm...
ambitny twórca powie, że to nie komercja,
tylko wizja artystyczna a może licentia
poetica), ale to niczego nie zmieni.
W mojej opinii lepiej dla autora, gdy
jego bohaterowie odgrywają swe role
na tle wydarzeń historycznych, niż gdy
są ich pierwszoplanowymi aktorami. Lepiej
też z kolei dla czytelnika, gdy autor
nie chce się chwalić swą erudycją. Niestety
Eco uległ tej pokusie. Przykładowo poświęcił
rozważaniom na temat kształtu Ziemi
jeden z felietonów ( zamieszczony w
"Zapiskach na pudełku od zapałek"),
ale na kartach powieści powrócił do
tematu, co jest od pewnego momentu strasznie
i obrzydliwie nudne. W ogóle zaprezentowane
przez Eco dyskusje między Baudolinem
i jego przyjaciółmi w czasie ich studiów
w Paryżu przypominają mi moje dyskusje
jeszcze z czasów szkoły średniej, kiedy
z nudów wygadywaliśmy podobne głupoty.
Z naszych rozważań wyszło nam na przykład,
iż "nic" to próżnia z kuleczką,
co jest wprawdzie głupie, ale doskonale
przystaje do poziomu dyskusji bohaterów
książki. Jeśli Eco chciał przybliżyć
współczesnemu czytelnikowi ówczesną
mentalność, to wyszło mu to kiepsko,
zwłaszcza iż z moich doświadczeń badawczych
wynika, że wbrew pozorom ludzie średniowiecza
nie byli ani tak tępi, ani łatwowierni,
jak to się niekiedy przedstawia. Podejrzewam,
iż poziom głupoty był nawet podobny.
Wystarczy przyjrzeć się obradom polskiego
sejmu i tzw. elitom politycznym. Ktoś
powie, że wierzyli w istnienie magicznych
istot, ale czy niektórzy nie wierzą
dziś w UFO lub Trójkąt Bermudzki? Jednak
wracając do średniowiecznych mitów,
to czego w "Baudolinie" nie
było. Był Gradalis, trzej królowie,
czy może magowie, całun turyński i masa
innych relikwii, królestwo księdza Jana
i wreszcie cała menażeria stworów, którymi
zapełnione były pisma średniowieczne
(wystarczy zajrzeć chociażby do Marco
Polo, czy Jana di Piano Carpiniego).
Co za dużo, to niezdrowo.
Mógłbym pastwić się długo nad Eco, gdyż
czuję zawód, ale właściwie najważniejsze
zarzuty już padły. Książka jest przegadana,
przeładowana nieistotnymi rozważaniami
rodem ze średniowiecza, a wreszcie wewnętrznie
niespójna. Źle się przede wszystkim
stało, iż Eco pomieszał bajkę z rzeczywistością.
Może uznał, że opowieść, która z założenia
jest kłamstwem będzie interesująca,
ale ja wolę, gdy kłamstwo sprawia pozór
rzeczywistości. Gdy Baudolino opowiada
o mitycznych stworach, to wiemy, że
kłamie, tylko co zyskujemy na tej wiedzy?
|
|
|
|
|
|
|
|
|
 |
Site
copyrights© 2006 by Karol Ginter |
 |
|
|