Strona główna Recenzje
Recenzje

Strona główna
Recenzje
Napisz do mnie !

 
   
Recenzje Karola
Umberto Eco:
"Baudolino"
Uff... Wreszcie przez to przebrnąłem. Książka jest strasznie nudna. Rozwlekła. Gdyby Eco skrócił ją o połowę i wyciął niepotrzebne dywagacje bohaterów o próżni, czy kształcie świata, a przynajmniej ograniczył je do niezbędnego minimum, może coś by z tego wyszło. Ale zacznijmy od streszczenia. Bohaterem powieści jest tytułowy Baudolino. Z zawodu kłamca. Wcale nie przesadzam. Ima się różnych zajęć, które biorą swój początek z jego nadmiernie wybujałej fantazji. Od dziecka miał talent do języków. To właśnie dzięki niemu mógł udzielić pomocy nieznajomemu, który okazał się być cesarzem rzymskim Fryderykiem Barbarossą. Barbarossa wziął go na wychowanie. Tylko dzięki temu Baudolino mógł studiować w Paryżu. Opis studiów w Paryżu jest chyba najnudniejszy, a przy tym naprawdę niewiele wnosi do fabuły, choć to właśnie tam miała swój początek intryga, która zdeterminowała dalsze losy bohatera. Jednak staje się to jasne dopiero po zakończeniu lektury. Wcześniej miałem wątpliwości, po co w ogóle autor snuje tę opowieść. Baudolino wymyślił bowiem Gradalis (czytaj Graal). W późniejszych latach nawet nadał mu formę fizyczną. Od pewnego momentu ów Gradalis stał się osią intrygi. Wielu chciało go posiąść dla różnych celów. Naturalnie nie wiedzieli, iż ów Gradalis to blaga. W efekcie różnych perypetii bohater wyruszył w poszukiwaniu królestwa księdza Jana, aby wręczyć mu ów Gradalis. Do królestwa księdza Jana nie dotarł, ale za to odwiedził różne krainy zapełnione dziwami i nienaturalnymi stworami. W tym momencie Eco zmienił konwencję i zamiast pisać powieść historyczną, stworzył klasyczne fantasy. Niestety wiele się jeszcze w tej materii musi nauczyć. Wyraźnie widać braki w lekturze, których nie nadrobi się samą znajomością mitów średniowiecza. To pomieszanie powieści historycznej z fantasy nie wyszło Eco na dobre. Zresztą można mieć nawet zastrzeżenia co do wątku historycznego, bo nawet on miejscami zdradza braki autora. Mnie samego czasami dziwi, jak moje postrzeganie zmieniło się w efekcie ukończenia studiów historycznych. Nie przepadam za powieściami i filmami paradokumentalnymi. One zawsze mają tę ułomność, że muszą zainteresować. Tymczasem rzeczywistość historyczna bywa wprawdzie absorbująca, ale nie zawsze, podczas gdy czytelnik lub widz tego właśnie oczekuje. Mógłbym mnożyć przykłady, gdy rzeczywistość historyczna poległa wobec wymogów komercji (hmm... ambitny twórca powie, że to nie komercja, tylko wizja artystyczna a może licentia poetica), ale to niczego nie zmieni. W mojej opinii lepiej dla autora, gdy jego bohaterowie odgrywają swe role na tle wydarzeń historycznych, niż gdy są ich pierwszoplanowymi aktorami. Lepiej też z kolei dla czytelnika, gdy autor nie chce się chwalić swą erudycją. Niestety Eco uległ tej pokusie. Przykładowo poświęcił rozważaniom na temat kształtu Ziemi jeden z felietonów ( zamieszczony w "Zapiskach na pudełku od zapałek"), ale na kartach powieści powrócił do tematu, co jest od pewnego momentu strasznie i obrzydliwie nudne. W ogóle zaprezentowane przez Eco dyskusje między Baudolinem i jego przyjaciółmi w czasie ich studiów w Paryżu przypominają mi moje dyskusje jeszcze z czasów szkoły średniej, kiedy z nudów wygadywaliśmy podobne głupoty. Z naszych rozważań wyszło nam na przykład, iż "nic" to próżnia z kuleczką, co jest wprawdzie głupie, ale doskonale przystaje do poziomu dyskusji bohaterów książki. Jeśli Eco chciał przybliżyć współczesnemu czytelnikowi ówczesną mentalność, to wyszło mu to kiepsko, zwłaszcza iż z moich doświadczeń badawczych wynika, że wbrew pozorom ludzie średniowiecza nie byli ani tak tępi, ani łatwowierni, jak to się niekiedy przedstawia. Podejrzewam, iż poziom głupoty był nawet podobny. Wystarczy przyjrzeć się obradom polskiego sejmu i tzw. elitom politycznym. Ktoś powie, że wierzyli w istnienie magicznych istot, ale czy niektórzy nie wierzą dziś w UFO lub Trójkąt Bermudzki? Jednak wracając do średniowiecznych mitów, to czego w "Baudolinie" nie było. Był Gradalis, trzej królowie, czy może magowie, całun turyński i masa innych relikwii, królestwo księdza Jana i wreszcie cała menażeria stworów, którymi zapełnione były pisma średniowieczne (wystarczy zajrzeć chociażby do Marco Polo, czy Jana di Piano Carpiniego). Co za dużo, to niezdrowo.
Mógłbym pastwić się długo nad Eco, gdyż czuję zawód, ale właściwie najważniejsze zarzuty już padły. Książka jest przegadana, przeładowana nieistotnymi rozważaniami rodem ze średniowiecza, a wreszcie wewnętrznie niespójna. Źle się przede wszystkim stało, iż Eco pomieszał bajkę z rzeczywistością. Może uznał, że opowieść, która z założenia jest kłamstwem będzie interesująca, ale ja wolę, gdy kłamstwo sprawia pozór rzeczywistości. Gdy Baudolino opowiada o mitycznych stworach, to wiemy, że kłamie, tylko co zyskujemy na tej wiedzy?
 
Poprzednio odwiedzona strona