|
Grupa amerykańskich geologów prowadziła
badania dna oceanicznego na Azorach.
Badania nie mają charakteru komercyjnego,
lecz raczej mają przyczynić się do rozreklamowania
firmy. Ot, sztuka dla sztuki, za miliony
dolarów.
Już w tym momencie zaczął we
mnie brać górę sceptycyzm. Taka rozrzutność
w świecie kapitalizmu? Żeby za państwowe
pieniądze, to może bym zrozumiał, ale
za prywatne? W każdym razie geologowie
natknęli się na niezwykłą warstwę geologiczną,
której nie były w stanie sforsować żadne
wiertła. Budzi to ich zrozumiałą ciekawość.
Korzystając z okazji, że trzeba wymienić
wiertło, udają się na dno batyskafem.
No i zostają uprowadzeni.
Przyznaję,
iż podejrzewałem porwanie przez kosmitów.
Ale to było nawet gorsze. Przepraszam
tych, którzy chcieliby ewentualnie sięgnąć
po tę książkę za to, że zdradzę ciąg
dalszy, ale w mojej opinii książka nie
jest warta czytania. Rzadko jestem aż
tak surowy w ocenie, a Cooka ceniłem
za naprawdę świetne thrillery medyczne.
Niestety opuścił znane sobie rejony
i zapędził się za daleko w tematykę
z gatunku science-fiction. Z tym science
to przesadziłem. To była co najwyżej
historiozofia spod znaku Daenikena i
jemu podobnych. Jeśli wypisywałby bzdury
medyczne, to na tym bym go nie złapał,
bo się na tym nie znam, ale w science-fiction jestem bardzo oczytany, a
co gorsza zawodowo zajmuję się historią.
Powróćmy jednak do treści. Bohaterowie
zostali uprowadzeni przez cywilizację
zamieszkującą we wnętrzu ziemi. Jeśli
poczuliście nagły ból zębów, to dalej
będzie jeszcze gorzej. Jest to społeczeństwo
w pełni szczęśliwe, które wyeliminowało
przemoc. Jednym słowem utopia.
Utopie
i antyutopie wykreowało już wielu pisarzy.
W konsekwencji to co zaproponował Cook
to popłuczyny po wielu powieściach.
Sam przyznał się do inspiracji wziętych
z książek Verne'a, a konkretnie "20
000 mil podmorskiej żeglugi" i
"Podróż do wnętrza ziemi".
Ale ja mam w pamięci wiele powieści
o cywilizacjach zamieszkujących wnętrze
ziemi, bądź żyjących w izolacji w stanie
szczęśliwości. Pierwsze przychodzą mi
do głowy cykle Burroughsa oraz "Miasto
i gwiazdy" Clarke'a. Nie zabrakło
też inspiracji Wellsem i jego "Wehikułem
czasu". Nie dość, iż mamy zabawy
z czasem, to jako żywo mamy też wariację
na temat ludzi i morloków.
Niestety
ta bogata inspiracja nie pozwoliła stworzyć
niczego ciekawego, choć czasami autor
jakby dostrzegał cały absurd opisywanej
przez niego utopii. Przykładem scena,
gdy genetyczna chimera rzuca patykiem,
za którym biega i aportuje człowiek.
Wszystkie postaci są beznadziejnie płaskie.
Co gorsza, autor sam chyba nie bardzo
wiedział, czy wykpić opisywaną przez
siebie utopię, czy też uczynić ją ideałem
doskonałości. Odnosiłem wrażenie, jakby
tę książkę Cook napisał jako nieopierzony
nastolatek. Teraz, gdy zdobył już sławę,
zdecydował się na jej publikację. W
innym przypadku należałoby ogłosić jego
zapaść intelektualną.
Stawiam ostre
zarzuty, ale oto dowody. W społeczeństwie
wnętrza Ziemi nie ma przemocy i przestępczości.
To byłoby piękne, ale nie ma też ambicji
i rywalizacji. Ciekawe zatem co pcha,
czy też pchało, tę cywilizację naprzód?
A jeśli nie ma czegoś takiego, to znaczy,
że w najlepszym wypadku doszło do stagnacji.
Jedyne co obecnie zajmuje członków tej
społeczności to kopulacja z kim popadnie.
Mimo to, co i rusz spotykamy peany na
temat ich inteligencji. A co jej niby
dowodzi? Posiadać mają rozbudowaną technologię
lotów międzyplanetarnych. Tylko po co?
Bądźmy szczerzy, ale tym co sprawiło,
iż człowiek dotarł do gwiazd, był wyścig
zbrojeń miedzy Wschodem i Zachodem.
Jakie osiągnięcia w dziedzinie podboju
kosmosu miały miejsce od czasu zakończenia
zimnej wojny? Lot w kosmos kosztuje,
a podatnicy pytają: po wydawać takie
ogromne sumy? Wcześniej chodziło o wykazanie
wyższości drugiej stronie konfliktu.
A teraz? Nie oszukujmy się, ale na Marsie
człowiek jeszcze długo nie stanie.
Zresztą,
czy trzeba odwoływać się do aż takich
przykładów. Wystarczą odkrycia geograficzne.
Co pchało naprzód tych podróżników?
Chciwość i żądza sławy. Charakterystyczne
dla człowieka jest to, że gdy zaspokoi
jedną potrzebę, to rodzi się kolejna.
Może mieć ona różny charakter, ale owa
chęć jej zaspokojenia i niezadowolenie
z obecnej sytuacji są swego rodzaju
motorem napędowym postępu. Gdybyśmy
byli zadowoleni z tego co daje nam los,
to nadal łazilibyśmy po drzewach.
Zapędziłem
się w ten wykład historiozoficzny, ale
to jeszcze nie koniec. Cook wtargnął
na poletko historyczne z wiedzą zaczerpniętą
z książek Daenikena. Mamy tu zatem Atlantydę
oraz inspirowanie cywilizacji egipskiej
i greckiej przez Interterran, jak nazwali
się mieszkańcy wnętrza ziemi. Gdzie
jest najbliższy dentysta, bo ból zębów
się wzmaga? Ci superinteligentni Interterranie
przy cały swym geniuszu naturalnie nie
przewidzieli konsekwencji sprowadzenia
do ich świata ludzi z powierzchni. Kiepsko
z ich inteligencją, oj bardzo kiepsko.
No ale skoro autor napisał, że są inteligentni,
to są.
Skończę już może pastwić się
nad Cookiem. Mam tylko nadzieję, iż
to jedynie wypadek przy pracy. Na okładce
przeczytacie, że to jedna z jego najodważniejszych
powieści. To racja, trzeba mieć odwagę,
aby dać w ręce czytelników takie coś.
Z całego serca odradzam lekturę. |
|