
To, że umówione spotkanie nie przebiega tak, jak powinno, nie jest niczym zaskakującym. Reacher ma do czynienia z niesłownymi bandytami co chwilę. Przemoc to dla niego chleb powszedni. Jednak tym razem podają strzały i ciało Reachera ląduje w kostnicy.
Łatwo się domyślić, że śmierć bohatera na pierwszych stronach powieści to mało prawdopodobny scenariusz. Cała sytuacja została ukartowana. Wszystko po to, by wywabić z ukrycia szefa miejscowego podziemia przestępczego, Dendonckera. W ten sposób Reacher pomaga dopiero co poznanej Michaeli Fanton, która szuka zaginionego brata bliźniaka. Pracował on dla Dendonckera, ale kiedy zorientował się w celach swojego pracodawcy, skontaktował się z siostrą. Zrobił to w dość skomplikowany sposób, ale poprosił o pomoc, po czym zniknął.
Poszukiwania brata Michaeli wiążą się równocześnie z próbą pokrzyżowania planów Dendonckera. Nie do końca jest jasne, jakie są to plany, ale na pewno światu ulży, jeśli nie zostaną zrealizowane. Tyle tylko, że Dendoncker nie odniósłby takich sukcesów na polu przestępczości, gdyby był głupi. Jest przy tym ekstremalnie ostrożny. Przed Reacherem stoi zatem bardzo trudne zadanie.
Powieść przyzwoita, ale bywały już lepsze książki o Reacherze. Coś mi tu delikatnie zgrzytało i miałem wątpliwości co do prawdopodobieństwa wielu wydarzeń. Reacher wydawał się chwilami jakiś nierozgarnięty. Tak jakby ulotniła się część jego błyskotliwej inteligencji. Pięści były częściej w użyciu niż mózg. Szkoda. Jak widać, autorowi nie tak łatwo utrzymać za każdym razem równie wysoki poziom.